Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Teraz jest Cz paź 24, 2019 4:51 am



  • Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 

    Kim są rodzice Klabutonga?
    Ankieta wygasła So paź 19, 2019 12:07 am
    Bayonetta i Dante 25%  25%  [ 1 ]
    Felczerka i Sam'el 0%  0%  [ 0 ]
    Yennefer z Vengerbergu i Gerald z Rivi 75%  75%  [ 3 ]
    Seras i Alucard 0%  0%  [ 0 ]
    Tiffa i Cloud 0%  0%  [ 0 ]
    Liczba głosów : 4
    Autor Wiadomość
     Tytuł: Mama, Tata i Ja
    PostNapisane: N paź 13, 2019 12:07 am 
    Mieszkaniec
    Mieszkaniec
    Offline

    Posty: 3
    Cytuj:
    Stwierdzenie, że Tyria to cały istniejący świat jest poprawne tylko częściowo. Tyria jest jednym ze światów, których nie zliczą nawet bogowie. Wszystko co kiedyś funkcjonowało nawet w formie baśni może mieć swoje odzwierciedlenie.
    Światy jednak nigdy nie łączą się sobą, są otoczone przez złowieszczą pustkę. Ją też można nazwać rodzajem świata jednak pustka nie ma granic. Tylko część jej powierzchni stanowią lądy w formie kamienistych pustyń- większości pustki nie można dotknąć bo to zimna i czarna przestrzeń bez punktów odniesienia nie licząc sporadycznie unoszących się w toni skał. Każdy istniejący świat jest otoczony przez pustkę i w pewnych warunkach za sprawą potężnej magii można wywołać portal będący korytarzem miedzy pustką a światem. Strzeż się portali! Nigdy nie wiadomo jakie niebezpieczeństwo może próbować dostać się do naszego świata i nigdy nie próbuj przejść przez portal w pustkę. Możesz być pewien, że po drugiej stronie spotkasz całe armie istot pragnących twojej krwi.
    Żaden człowiek nie może kroczyć przez pustkę... chyba że sam jest potworem...

    Kruczy Cień



    Cześć córeczko. Obrazy snu rozproszyły się, a w centrum pola widzenia pojawiła się lewitująca postać w czarnej długiej sukni.
    Mamusiu! Prosiłam abyś następnym razem wysłała list jak czegoś chcesz a nie przerywała mi sen. To wcale nie jest takie trudne. Za każdym razem gdy mnie nawiedzasz, rano jestem nie wsypana.
    Przepraszam córeczko, niestety zdarzyło się coś bardzo tajemniczego. Chcemy z tatusiem abyś udała się w jedno miejsce.
    O co chodzi mamusiu? Powiedz co mam sprawdzić i daj mi spokojnie spać.
    Udaj się do Frostgorge Sound. Na środku krainy znajduje się jaskinia prowadząca przez wnętrze góry. Czuje, że jaskinia ma nowego lokatora. Nie wiem co to jest, nie ma formy i wydaje się, że albo ciało jeszcze nie zdołało się zmaterializować w tym świecie albo nigdy go nie było.
    Jak ja lubię mamusi twój tajemniczy język. Czyli jakieś potężne bydle, którego moc czuć z daleka, przelazło przez portal pustki i jak zgaduje, plotka głosi, że z jaskini jeszcze nikt nie wrócił?
    Rozumiemy się bez słów córeczko. Pamiętaj, jeśli będziesz potrzebować pomocy, złap za naszyjnik i wezwij nas. Ja i tatuś zawsze przybędziemy na ratunek.
    Cieszę się niezmiernie, a teraz bądź tak łaskawa i już opuść mój sen. Udam się do tej jaskini jutro.
    Moment córeczko, chcę ci zwrócić jeszcze raz uwagę, że to coś nie ma ciała, zastanów się co zrobić abyś wiedziała, że jest w pobliżu.
    Super... on mnie może rozerwać na strzępy, a ja jego zaatakować obelgami? Czuje, że będzie ciekawie.
    Na pewno coś wymyślisz córeczko, dobrych snów.

    Jakiś czas później..
    Blehh, rodzice są niereformowalni. Mama mogła by w końcu przerzucić się na zwykłą komunikację, a nie nawiedzać ludzi w snach. Dobra, zdaje się, że jest już przedpołudnie, czas wstać z tego barłogu, zapłacić za nocleg karczmarzowi i iść do tej jaskini. Tylko najpierw rzecz najważniejsza- jeść.

    Klabutong leniwie zwlokła się z barłogu i podeszła nago do okna.
    Czuje, że to będzie wyjątkowo paskudny dzień, nawet pogoda przeraża. Szare niebo w południe i czarne chmury na horyzoncie. Jeden plus, że w jaskini przynajmniej nie będzie padać.
    Klabuntong złapała za koszulkę leżącą najbliżej i zaczęła ją naciągać przez głowę. Acha, czas na zrobienie prania. Może jednak porządny deszcz by się przydał to się od razu ciuchy upierze...
    Dłuższą chwilę później i lżejsza jedną srebrną monetę oraz 12 brązowych, Klabutong zameldowała się przy Slough of Despond Waypoint. Skuta lodem kraina, w której aż dziw, że komuś się chce żyć.
    Mamusia miała racje, coś w z tym miejscem jest nie tak. Może strażnik będzie coś wiedział. Dwóch akurat stało przy bramie.
    Witam, czy ostatnio zauważyli panowie coś dziwnego w związku z pobliską jaskinią?
    Zaległa lodowata cisza. Po dłuższej chwili strażnik po prawej najwyraźniej stwierdzając, że nowy przybysz nigdzie sobie nie pójdzie odezwał się chropowatym głosem.
    Nie potrzeba nam tu więcej bohaterskich idiotów. Wracaj do swoich rodziców dziewczynko o nie pałętaj się w pobliżu. Nikt kto wszedł do tej jaskini już nie wrócił, a sprawdzali ją wojownicy z Vigil. Dziś wieczorem jak tylko przyjdzie wóz zaopatrzeniem, wysadzimy wejście.
    Czemu uważacie, że to pomoże?
    A masz córeczko jakieś lepsze rozwiązanie? Nikt więcej tam nie wejdzie, a my nie zamierzamy ryzykować kolejnych ludzi, w okolicy jest dostatecznie dużo innych niebezpieczeństw.
    Kiedy chcecie wysadzać wejście?
    Jak mówiłem, na wieczór jak przyjedzie konwój, ale ostatnio spadło dużo śniegu nawet jak na tą cholerną krainę. Nie zdziwię się, gdyby dotarli dopiero jutro.
    Buziaczki- Klabutong wypaliła na pożegnanie i ruszyła w stronę jaskini.
    Wejście do jaskini nie wyglądało podejrzanie, ot szare skały odcinały się od bieli śniegu zalegającego dookoła. Klabutong wyciągnęła swój motacz ognia i z tym źródłem światła ruszyła w głąb korytarza w skale.
    Podobnie jak ascetyczne było wejście do jaskini, tak i korytarz stanowiła lita szara skała, na podłodze lekko szeleściły drobne kamyki. Przecież tędy szyły ekipy poszukiwawcze. Dziwne, że przeszłam już taki kawał od wejścia i nie ma jakichkolwiek śladów. Wniosek jest jeden. Cokolwiek kryje się w tej jaskini, pewnie będzie tradycyjnie w jej najgłębszym miejscu. Na marginesie ciekawy absurd- jakaś istota po prostu chciała odpocząć od pustki więc wybrała sobie chyba najmniej przyjemną okolicę Tyrii, wlazła do najgłębszej jaskini, a tu nie ma lekko. Zaraz masz gości na głowie. W sumie kto tu jest intruzem...
    Korytarz jaskini przeciął kilka większych pieczar ale także zupełnie pustych, pod nogami chrupotały, nieco większe kamyki niż na wejściu, Klabutong szła ostrożnie starając się ani nie skręcić kostki na zbyt dużych kamieniach ani nie narobić niepotrzebnego hałasu. Miejscami kamienie zmieniały barwę ale w tym świetle nie sposób było ustalić czy są po prostu mokre, czy może jest to znacznie ciemniejsza ciecz. W korytarzu znać było jednak metaliczny zapach, a także już łatwą do zidentyfikowania woń spalonego prochu. Chyba zbliżam się do celu pomyślała Klabutong irytując się na kłopotliwą ścieżkę.
    Faktycznie, za załomem, wąski korytarz zamienił się w sporą przestrzeń pieczary. Sufit był zdecydowanie wyżej, od ściany do ściany tego nieco eliptycznego pomieszczenia było minimum 100 stóp. Klabutong strzeliła płomieniem z miotacza.
    Pieczara zajaśniała. Ściany były białe tak samo jak podłoga. Tym razem nie było na niej kamieni a jedynie biały pył. Klabutong schyliła się i zanurzyła rękę w pyle.
    Kreda, to dlatego sala jest tak wielka, woda musiała wyrzeźbić tą pieczarę jak i korytarze do niej a tych było aż 3. Jeden znajdował się za plecami, a dwa z przodu ale oddalone od siebie o około 20 stóp. Klabutong podeszła bliżej podwójnych korytarzy. Lewy z nich schodził w dół, coś leżało przed wejściem, jakieś czarne przedmioty silnie odcinające się od bieli kredy. Prawy korytarz nie szedł tak stromo w dół i wyglądał normalnie, z tym, że było pół raza mniejszy od lewego. Klaubtong podeszła to dziwaczej mozaiki.
    DROGA ZAMKNIĘTA głosił napis z rozsypanych kamieni. Widać było wielką staranność w ich ułożeniu, litery były równe i jednej wielkości.
    Już się bałam, że będę musiała się zastanawiać, w który korytarz się udać, pomyślała.
    Bez wahania obróciła się i ruszyła w prawy korytarz.
    Swoją drogą ciekawe co za niespodzianka czekała w lewym ale skoro łatwo przewidzieć, że zakaz w praktyce stanowi wielkie zaproszenie. Proste przejście przez napis musiało by się skończyć od razu uruchomieniem pułapki a co najmniej alarmu.
    Na marginesie, istoty z pustki nigdy nie grzeszyły wyobraźnią. Przecież wiadomo, że jak jest zakaz to zaraz znajdzie się ktoś, kto będzie chciał sprawdzić co się stanie jak go złamie. Wystarczyło by dać tabliczkę Zbór Świadków Jerwohry 200 stóp i już nikogo by ta droga pewnie nie zainteresowała. Ew. przy prawym korytarzu dodać tablicę GORĄCE ŹRÓDŁA 100 stóp. i też by pewnie podziałało. Ba nawet umieszczenie tego napisy przed prawym korytarzem najprawdopodobniej by spowodowało, że wszyscy pogonili by prawo a potem być może nie chciało się im już wracać i sprawdzać inne możliwości skoro tu taki spokój.
    Klabutong zsunęła plecak z ramienia i zaczęła wyjmować z jego dnia miny przeciwpiechotne.
    Ok. To jest kreda. być może łatwo się dostane do lewego korytarza, a pułapka powinna być gdzieś na jego początku.
    Klabutong wybrała zagłębienie nisko przy lewym boku korytarza i dobytym kilofem zaczęła poszerzać otwór.
    Chwile później ładunki były już ułożone, Klabutong podpaliła lont i truchtem oddaliła się do ściany za najbliższy załom.
    Wybuch wstrząsnął ścianami, a powietrze zrobiło się białe od pyłu jednak zgodnie z przewidywaniami, kreda zaabsorbowała siłę ekspozycji i mimo ograniczonej powierzchni wybuch nie doprowadził do zapadnięcia się korytarza. Po odczekaniu na opadniecie pyłu i dzwonieniu w uszach
    oraz wykasłaniu się, Kłabutong podeszła co wysadzonej ściany. dobre 10 stóp głębokości ściany zamieniło się w proszek zalegający kupą na ścieżce korytarza.
    Klabutong z nieco przygasłym entuzjazmem zrzuciła plecak, chwyciła za kilof i zaczęła się wbijać w nieci osmoloną ścianę celując lekkim skosem w dół.
    Kilof z łatwością radził sobie z miękkim materiałem, po drugie siła wybuchu stworzyła pęknięcia w ścianie co dodatkowo ułatwiało podważanie kilofem całych płyt i ich odwalanie, tylko brak możliwości wyniesienia urobku i nogi grzęznące w kruszywie utrudniały pracę. Na szczęście już po niecałych 10 kolejnych stopach, kilof wbił się w ścianę po samą rękojeść.
    Klaubtong ostrożnie puściła kilof i poszła do swojego plecaka i miotacza ognia leżącego pod przeciwległą do wykopanego korytarzyka ściną. Następnie wróciła do kilofa i ostrożnie zaczęła tworzyć sobie wejście na równoległy korytarz jaskini.
    Miotacz ognia wyłączyła i przypięła do plecaka, teraz trzeba poruszać się bardzo ostrożnie. Klabutong wyjęła z plecaka mały flakonik i oderwała korek. Flakonik rozbłysł ciepłym żółtym światłem, które można było dowolnie chować, zasłaniając większą lub mniejszą powierzchnie flakonika ręką. Sam flakonik był nieco większy od łupiny orzecha więc w razie czego łatwo było niemal zupełnie ukryć jego światło w zaciśniętych dłoniach lub kieszeni.
    Ruszyła przez dziurę w prawą stronę korytarza. Patrzyła uważnie pod nogi ale i tutaj nie było śladów innych poszukiwaczy. Wolnym krokiem drepcząc przy ścianie, wolno szła przez korytarz irytując się, jak tyle drogi zmieściło się pod niezbyt wielką górą.
    Boże co za nuda pomyślała przekładając flakonik z ręki do ręki. Przez moment gdy flakonik nie był osłonięty dłonią, dał więcej niż zwykle światła. Blask mocniej doświetlił korytarza ale z oddali dało się wiedzieć jakby odbicie lustrzane tyle, że odbite światło nie było już przyjemnie żółte a lodowato niebieskie. Nareszcie! Coś tam jest!

    Nagle w nozdrza uderzył okropny fetor gnijącego mięsa. Żelazisty zapach wyostrzył się, teraz bez wątpienia czuć było zaschnięta krew.
    Klabutong wyciągnęła miotacz ognia i wsadziła pod pachę a następnie owiązała troczki od turretu z karabinem maszynowym i rakietnicą. Oba turrety zwisały teraz na jednym troczku po obu stronach plecaka.
    To grób, spiżarnia czy gablota z pamiątkami pomyślała zastanawiając się co robią w pieczarze naściągane zwłoki. Nie wygląda to na miejsce bitwy, ktoś by na pewno użył broni palnej, a w powietrzu unosił by się jeszcze delikatny zapach prochu. Raczej zastali zabici gdzie indziej i posprzątani w jedno miejsce aby nie robić bałaganu. Tylko jeszcze przez kogo, przecież mama mówiła, że to coś nie ma ciała więc nie może zarówno ich zranić jak i poprzenosić. No chyba, że to magia albo mam całkowicie zwykłych nie magicznych pomocników.
    Klabutong wsunęła się do komaty, poruszając się tuż przy ścianie, i odkrywając światło flakonika tylko tyle ile było to niezbędne, penetrowała pomieszczenie.
    O rzesz...
    Po lewej stronie sali leżały pookładane rzędami ciała. Wszystkie były nagie i ułożone na wznak. Lubie zostali poukładani w dwóch rzędach, mężczyźni w górnym, kobiety w dolnym, niżej leżało kilka ciał Asurów ułożonych tak aby leżały symetrycznie osi. Niżej około 10 ciał Nornów. W sumie było ich 11 ale 11 zwłoki, sądząc po biuście- kobiety było całkowicie w strzępach. Osobliwa istota poradziła sobie z brakiem symetrii przez umieszczenie zwłok na środku w skorupie tarczy przez co prezentowały się jak złowieszczy półmisek z mięsem. W ostatnim rzędzie leżały 4 ciała Charrów.
    Klanutong z trudem powstrzymała odruch wymiotny. Dalej w prawą stronę pieczary, nad ciałami leżały zbroje i broń. Tu powstrzymano się tylko do ułożenia napierśników, spodni pancernych, tarcz i poszczególnych rodzajów broni w kupki. Zdaje się, że owa istota nie traktowała skórzanych/ materiałowych ubiorów jako zbroi i interesowało ją tylko żelastwo. Na środku w osi do ciał zbierała się kupka ubrań nie możliwych do zidentyfikowania. Na samym wierzchu sterty leżały dwa skórzane płaszcze. Widziany wcześniej niebieski błysk był właśnie światłem odbitym od pięknej zbroi wysadzanej lapis lazuli.
    Klabutong poczuła nagle dziwne uczucie. Jak by była obserwowana. Odwierciła się w prawą stronę gdzie leżały ciała lecz nic nie było widać. Pieczara co prawda miała minimum dwa wejścia ale z tamtej strony świeciła tylko biel ściany kredowej.
    Po chwili Klabutong spostrzegła, że biel znika tak jakby światło nie dochodziło już do ściany. Zupełnie jak by przesuwała się na nią czarna kurtyna. Chwilę później zniknął w nieprzeniknionej ciemności ostatni rządek ciał.
    Cokolwiek mieszkało w tej jaskini, właśnie mnie znało. W takim razie czas na zabawę pomyślała Klabutong schylając się by zaczerpnąć trochę pyłu kredowego w dłoń. Gdy ciemność zbliżyła się jeszcze bardziej, rzuciła pyłem z całej siły przed siebie. Nie zobaczyła jednak efektu, niewiadomych powodów nogi się pod nią ugięły a w uszach usłyszała dudnienie gasnącego serca.
    Mamo, Tato pomyślała zaciskając palce na naszyjniku wiszącym na piersi.
    CDN...
    Góra
      Zobacz profil  
     
    Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
    Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 

    Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


    Kto przegląda forum

    Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


    Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
    Nie możesz odpowiadać w wątkach
    Nie możesz edytować swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów

    Szukaj:
    Skocz do:  
    cron