Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Teraz jest Pt gru 06, 2019 12:27 am



  • Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 
    Autor Wiadomość
     Tytuł: Przemyślenia Caithe [Sezon 4 Story]
    PostNapisane: Śr maja 08, 2019 3:30 pm 
    Lider
    Lider
    Online

    Posty: 806



    Rangi specjalne
    Sekcje
    Tytuły dodatkowe
    Znaczące funkcje fabularne

    Komandor (PvE) Kapitan (PvP) ROLE PLAY PVE PVP
    Obrazek

    To dziwne. Wychodzi na to, że kiedy już znalazłam się na końcu drogi, to moje myśli znów wracają do początku.

    Kiedyś byłaś taka mała. Malutki, jasny ptak zaczynający testować swoje skrzydła. Wstrzymywałam oddech za każdym razem, kiedy próbowałaś latać. Powinnam spędzić z Tobą więcej czasu w te dni. Już nigdy nie zobaczę jak latasz.

    I Kralkatorrik - ten który mi Cię zabrał - ponownie prześlizgnął się przez nasze palce. Nadszedł koniec. Czy bez Ciebie jest jeszcze jakakolwiek nadzieja dla Tyrii?

    Ale nie przeraża mnie to. Mój świat zakończył się w momencie, kiedy Twoje serce przestało bić.

    Blade drzewo, Sen, czy nawet Tablice Ventariego - wszystko to uczyło nas, że my, sylvari rodzimy się w pełni dorośli. Ale prawda jest taka, że zanim Cię poznałam, byłam jeszcze dzieckiem. Uważałem się za najważniejsze stworzenie na świecie.

    Popełniłam wiele błędów.

    Obrazek

    Zastanawiam się, czy polubiłabyś tamtą mnie. Tę z czasów, kiedy patrzyłam jak Cadeyrn błaga Blade Drzewo, by to zmieniło swoje metody działania. Gdy dopiero zaczynaliśmy zauważać, jak naprawdę wygląda świat poza naszym bezpiecznym i spokojnym Gajem. I to co zobaczyliśmy nami wstrząsnęło.

    Tyria okazała się być ogromna i pełna sprzeczności. Tablice Ventariego nie wyjaśniły nam dlaczego inne cywilizacje posiadają matki i ojców. Dlaczego przestrzegają zasad spisanych przez bogów, których nie widzą. A jeszcze inni nie przestrzegają żadnych zasad.

    Tablice nie wyjaśniły nam też dlaczego asury po spotkaniu z Malomediasem miałyby chcieć "w imię nauki" przeprowadzać na nim swoje eksperymenty. Torturując go i bezpowrotnie zmieniając.

    Pierworodni sylvari używali pokojowych nauk Tablic Ventariego jako swojej tarczy. Ale kolejne pokolenia stawały się coraz bardziej sfrustrowane i niespokojne. I wśród nich był między innymi Cadeyrn, który chciał działać.

    Chciał zemsty.

    Obrazek

    Cadeyrn stanął przed Bladym Drzewem i poprosił je o porzucenie zasad spisanych na Tablicach Ventariego. Po tym jak świat pokazał nam swoją prawdziwą, złą twarz. Żebyśmy mogli zacząć się bronić. Chciał, żebyśmy pokazali naszą siłę.

    Pamiętam, że myślałam o nim wtedy jak o głupcu, który nigdy nie zrozumie znaczenia życia w zgodzie i pokoju. Dlatego miałam nadzieję, że spotka go należyta kara ze strony Bladego Drzewa. By wybić mu z głowy te jego śmieszne pomysły.

    Ale spotkało go tylko milczenie.

    Obrazek

    To był jeden z tych momentów, w których ważyły się losy przeznaczenia.
    Kiedy zwykłe słowa mogły zmienić bieg wszystkiego, co miało nadejść. Gdybym tylko jak Ty mogła spojrzeć w przyszłość, to postąpiłabym inaczej. Wiedziałabym, że to kim byłam wtedy, nie miało nic wspólnego z tym, kim chcę być obecnie.

    Cadeyrn został zraniony. Powiedział co myśli, a Blade Drzewo go zignorowało.

    "Jestem pierwszym z mojego pokolenia" - nalegał. "Zasługuję na bycie wysłuchanym!"

    Powinnam wtedy okazać mu wsparcie. Mogłam dać mu do zrozumienia, że jego głos - tak jak wszystkich innych - ma znaczenie i na pewno został przez Blade Drzewo wysłuchany.

    Jednak miałam wtedy zbyt wąski horyzont i byłam zbyt nieczuła.

    "Dlaczego Blade Drzewo miałoby się w ogóle przejmować tym co masz mu do powiedzenia?" Mówiłam. "Ma teraz tysiące swoich dzieci, Cadeyrn. A Ty nie jesteś nawet Pierworodnym. Jesteś zwykłym sylvari."

    Co najgorsze. Wierzyłam w swoje słowa. Myślałam, że ja i inni Pierworodni jesteśmy lepsi. Wolni od konfliktów pokoleniowych i okrucieństw politycznych. Idealni i czyści. Z czasem Mordremoth udowodnił mi, że się myliłam.

    Chciałabym cofnąć czas i zmienić to, co powiedziałam Cadeyrnowi.

    Ale to już się stało i nie ma odwrotu. Tamte słowa znacząco na niego wpłynęły. Moje okrucieństwo zatwardziło jego serce i zasiało ziarno urazy. A to w końcu pchnęło go do stworzenia Koszmarytów.

    Do Faolain.

    Obrazek

    Od samego początku Faolain i ja byliśmy jak bliźniacze liście wyrastające z tej samej gałęzi. Jej pytaniom nigdy nie było końca, a ja wszystko czego chciałam, to szukać dla niej odpowiedzi. Razem ruszyłyśmy w nieznane. Widziałyśmy piękne, jak i straszne rzeczy. Świat stał przed nami otworem.

    Myślałam, że zostałam stworzona tylko dla niej. Żeby ją kochać. A ona po to, by odkrywać, zmieniać i kształtować wszystko, czego dotknie.

    Może naprawdę kochałam Faolain, na swój własny sposób. Ale byłam wtedy zbyt samolubna. Myślę, że tak naprawdę kochałam tylko sposób w jaki inni na mnie patrzyli, kiedy byłam z nią.

    Ona o tym wiedziała. I korzystała z tego.

    Obrazek

    Kiedy byłam młoda, myślałam, że wiem wszystko to, co muszę wiedzieć.
    Byłam Pierworodną, czyli - według Tablic Ventariego - najczystszym stworzeniem na świecie. I wierzyłam w to, ponieważ tak bardzo chciałam być kimś wyjątkowym.

    Dopiero z upływającym czasem zaczynaliśmy dostrzegać to, jak mali i nieistotni jesteśmy dla otaczającego nas świata. I podczas kiedy prawda o tym nakręcała Faolain do działania, to ja zamknęłam się bardziej w sobie. I stałam się jeszcze bardziej arogancka. To maskowało mój strach przed przyznaniem się do tego, że jestem nieważna.

    Tak bardzo chciałam być kimś wyjątkowym. I to była moja słabość. A Faolain to zauważyła i wykorzystała. Miała do tego talent.

    Na początku była słodka, a nawet romantyczna. Zabierała mnie na oświetlone księżycem polany, gdzie świetliki tańczyły wokół naszych stóp. Wplatała mi przez włosy letnie kwiaty, trzymała moją twarz w dłoniach i mówiła mi, że jestem najpiękniejszą i najważniejszą osobą, jaką kiedykolwiek poznała.

    Uwielbiałam sposób, w jaki na mnie patrzyła. Tak jakbym była jedynym stworzeniem na świecie. Czułam, że mnie rozumie jak nikt inny i potrzebowałem jej miłości.

    I tego właśnie chciała.

    Obrazek

    Bycie zależną od Faolain przychodziło mi naturalnie. Tak jak kochanie jej. Wiedziałam, że dopóki mam ją przy sobie, to mogę zrobić wszystko. Dlatego prędko stałam się jej ofiarą.

    Wtedy wszystko uległo zmianie.

    Łatwo jest teraz spojrzeć wstecz i uznać, że powinnam dostrzec, jaka była prawdziwa natura Faolain. Ale wtedy jej intencje nie były dla mnie takie oczywiste.

    Potrzebowałam uwagi, którą mnie do tej pory tak hojnie obdarowywała. A kiedy tylko dostrzegła, że właśnie na tym najbardziej mi zależy, to zaczęła ten fakt skrzętnie wykorzystywać. Zachowywała się tak, jakbym to ja ją zraniła. Uznała, że to wszystko moja wina. Nie jej. Ani nawet nasza. Tylko i wyłącznie moja.

    Faolain dawała mi do zrozumienia, że jestem nudna. Mówiła, że bez niej byłbym nie do odróżnienia od innych sylvari. A ja jej uwierzyłam. I stawałam się od niej coraz bardziej zależna.

    Byłam w stanie zrobić wszystko, żeby tylko odzyskać jej uwagę. Miała mnie na każde swoje zawołanie. Usługiwałam jej i walczyłam dla niej. Ale nic z tego nie zadziałało.

    Cała uwaga jaką mi poświęcała, służyła tak naprawdę tylko temu, by mnie kontrolować.

    Obrazek

    Przez Faolain stałam się bardzo niestabilna. Miałam wrażenie, jakby moje ciało rozleciało się na wiele małych, niepasujących do siebie kawałków. Wszystko to, co kiedyś we mnie kochała - czyli moja bezpośredniość, bądź chociażby umiejętność słuchania innych i mała gadatliwość - z czasem przestało jej odpowiadać.

    Twierdziła, że ją ograniczam i beze mnie mogłaby osiągnąć dużo więcej, ale jest ze mną tylko i wyłącznie z litości. A w momencie, kiedy byłam gotowa, by stwierdzić, że bez niej będę szczęśliwsza, nagle zamieniała się w kochającą, angażującą się partnerkę, jaką pamiętałam z przeszłości. Zabierającą mnie na polanę i wpinającą mi kwiaty we włosy. Mówiącą mi, że jestem wyjątkowa, tylko muszę przestać się dołować.

    Chciałabym móc powiedzieć, że finalnie udało mi się od niej uciec, ale to ona tak naprawdę uciekła ode mnie. U Koszmarytów znalazła społeczność sylvari, którym zależało na zmianach. I to oni stali się jej nowym celem.

    Blade Drzewo i Tablice Ventariego pomogły mi odnaleźć siłę znajdującą się głęboko we mnie, której myślałam, że nie posiadam. I pomogły mi stać się niezależną od Faolain. To dzięki Blademu Drzewu zaczęłam naprawdę żyć - trzymając się z dala od zła. Jej wskazówki pomogły mi osiągnąć spokój, którego tak bardzo potrzebowałam.

    Ale to wszystko było również tylko kłamstwem.

    Obrazek

    Kiedy Wynne wyjawiła mi prawdę o sylvari, czyli że zostaliśmy stworzeni tylko po to, by służyć Mordremothowi, wtedy ponownie straciłam swoją pewność siebie. Blade Drzewo uleczyło mnie i pomogło mi wyjść z ciemności, ale wkrótce okazało się, że jego słowa nie miały tak naprawdę żadnej wartości - były puste. Wszystkie wpajane nam wartości, w których trwaliśmy, okazały się być tylko kłamstwem. Byliśmy po prostu narzędziami stworzonymi w konkretnym celu. A to oznaczało, że znowu zostałam wykorzystana.

    Byłam zła na Blade Drzewo. Na moją matkę. Ale teraz rozumiem dlaczego przed nami to wszystko ukrywała. Matka zrobi wszystko, żeby tylko ochronić swoje dzieci, nawet jeśli wiąże się to z okłamywaniem ich.

    Chciałabym sprawić, byś Ty nie musiała żyć z tą straszną wiedzą, którą miałaś. Moja droga. Chciałabym móc cofnąć Twój los i uczynić go swoim. Wzięłabym wszystko na swoje barki, tylko po to, by Ci ulżyć.

    Tym jest prawdziwa miłość.

    Obrazek

    Czy pamiętasz pierwszy raz, kiedy się spotkaliśmy? Byłaś jeszcze w swoim jajku, wyrastając na piękną istotę, którą wkrótce miałaś się stać.

    Mordremoth mówił do mnie w ten sam sposób, który znałam już ze Snu sylvari. Nie poprzez myśli, czy słowa, a odczucia, pragnienia i bodźce.

    Poczułam, że moim najważniejszym zadaniem jest Ciebie chronić. Stało się to dla mnie oczywiste od samego początku - jeszcze zanim się wyklułaś i zobaczyłam Twoją twarz. I nie miało to nic wspólnego z jakimkolwiek nakazem - to był instynkt.

    Ale z czasem moje myśli się zmieniły. "Zabierz jajo do Serca Maguumy" - słyszałam gdzieś w głębi siebie. Nie wiedziałam co znajdę na miejscu, jednak wszystko wskazywało na to, że muszę to zrobić.

    Sylvari nie kwestionują tego, czy ich poczucie do wypełnienia najważniejszej z misji, którą czują całym sobą, ma tak naprawdę służyć czemuś dobremu. Zostaliśmy przecież stworzeni, by realizować nasze nadrzędne zadanie, którego chęć wykonania jest w nas tak silna.

    Ale przypomniałam sobie o tym, co mówiła mi Wynne, kiedy odkryła prawdę.

    Nie ufaj nikomu. Nawet komanderowi.

    Obrazek

    Starałam się zrozumieć sens myśli pojawiających się w mojej głowie i odróżnić te, które należą w pełni do mnie, od tych nieuchwytnych, przemycanych przez Mordremotha. Zastanawiałam się nad tym, czy to oznacza, że muszę zrezygnować ze swoich pragnień i chęci? Czy w takim razie byłam jeszcze w ogóle sobą? A może ponownie stałam się tylko narzędziem. W rękach kogoś innego...

    Byłam wtedy bardziej samotna, niż kiedykolwiek. Blade Drzewo, komander, czy nawet Wynne - nie ufałam nikomu z nich. Nie ufałam nawet sobie. Byłaś tylko Ty, ja i ta okropna, niekończąca się dżungla.

    Dlatego w głównej mierze skupiłam się na Tobie i skierowałam wszystkie swoje myśli i całą siebie na chronieniu Cię. Rozumiałam jak bardzo jesteś ważna dla Tyrii. Byłaś wszystkim, co w tamtej chwili posiadałam. Wiedziałam, że ostatnią rzeczą, na którą mogę sobie pozwolić, to utrata Ciebie.

    Myślę, że to właśnie wtedy zrozumiałam, że to nie ja jestem w tym wszystkim najważniejsza i nie miałam problemu z przyznaniem tego przed sobą. Zdałam sobie sprawę, że to nie sylvari, nie Cadeyrn, Faolain, Wynne, czy nawet Blade Drzewo. Żadne z nas nie było najistotniejsze.

    To Ty byłaś.

    I chciałam Cię chronić całą sobą.

    Obrazek

    Blade Drzewo chroniło mnie i wszystkich sylvari tak jak potrafiło. Ukrywało przed nami straszną prawdę o świecie, starając się zapewnić nam poczucie bezpieczeństwa.

    Przez to zaczęłam wierzyć, że to ja jestem kimś wyjątkowym. Ale tak naprawdę nie o to w tym wszystkim chodziło. Kluczem było przekierować to uczucie na kogoś innego. I to właśnie zrobiłam - przeniosłam je na Ciebie.

    Chronienie Cię nie oznaczało ukrywania przed Tobą prawdy o tym, jaki świat jest naprawdę. Chciałam, żebyś była pod tym względem silniejsza ode mnie. Gotowa na zderzenie się z prawdziwą rzeczywistością. Silna, odważna i pewna siebie.

    Dlatego trwałam przy Tobie i uczyłam Cię wszystkiego co potrafiłam. Żebyś nie popełniła tych samych błędów. To była najważniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłam, bo to właśnie Ty mogłaś uratować świat.

    Jednak nigdy nie widziałam Cię tylko i wyłącznie jako smoka, który miałby pokonać Kralkatorrika. Najważniejsza w tym wszystkim dla mnie była nasza miłość, której dopiero przy Tobie się nauczyłam. Zobaczyłaś we mnie coś, czego nie potrafił dostrzec nikt inny.

    Nareszcie miałam cel.

    Obrazek

    Współczuję teraz Blademu Drzewu. Musiało wysłać swoje dzieci do zimnego, pełnego zła świata. Mimo, że wiedziało o tym co je tam czeka.

    Ale matka musi nauczyć swoje dzieci latać, nawet jeżeli na początku wiąże się to z wieloma nieudanymi próbami, bo tylko dzięki temu staną się one silne i pewne siebie.

    Dlatego tak bardzo zależało mi na tym, by jak najlepiej Cię przygotować. Aż w końcu myślałam, że jesteś już gotowa i wtedy Cię straciłam.

    Tworzyliśmy jedną całość - dwie połówki serca, które się uzupełniały więc jak mam teraz bez Ciebie żyć?

    Żałuję, że nie zrobiłam więcej, by pokazać Ci jak bardzo Cię kochałam i jak wiele dla mnie znaczyłaś. I nie tylko dla mnie - dla wszystkich z nas.

    Teraz nie mamy już planu, ani żadnego pomysłu. Pozostało nam tylko opłakiwanie utraconej nadziei.

    Mam nadzieję, że wkrótce znów się zobaczymy, moja droga. Kiedy nadejdzie koniec.

    Aczkolwiek nie możemy zaprzepaścić tego, że udało Ci się zjednoczyć tak wiele osób w jednym celu, dając im wszystkim nadzieję. Dlatego musimy spróbować raz jeszcze wyjść na przeciw przeznaczeniu. Po raz ostatni.

    Jednak wiem ,że nie dam rady wziąć tego wszystkiego tylko i wyłącznie na swoje barki. Potrzebuję kogoś, kto pomoże mi udźwignąć ten ciężar. Kogoś, kto kochał Cię tak bardzo jak ja.

    Czas wezwać komandora.
    Góra
      Zobacz profil  
     
    Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
    Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 

    Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


    Kto przegląda forum

    Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


    Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
    Nie możesz odpowiadać w wątkach
    Nie możesz edytować swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów

    Szukaj:
    Skocz do:  
    cron