Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Teraz jest Wt sie 20, 2019 4:44 pm



  • Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 
    Autor Wiadomość
     Tytuł: Przemyślenia Zafirah [Sezon 4 Story]
    PostNapisane: Śr kwi 10, 2019 4:24 pm 
    Lider
    Lider
    Online

    Posty: 602



    Rangi specjalne
    Sekcje
    Tytuły konkursowe
    Znaczące funkcje fabularne

    Komandor (Raid) Kapitan (PvP) ROLE PLAY RAID PVP
    Obrazek

    Była wizja.

    Obietnica, że wygramy.

    Mój bóg umarł. Aurene, odeszła. Po ikrze, którą zaszczepił w nas Balthazar, nie było już śladu. Wygasła. Pozostała tylko pustka... Kralkatorrik zabrał mi wszystko i to samo czeka niebawem też cały ten świat.

    Myślałam, że w końcu znalazłam... to coś. Nadzieja, którą miałam była prawdziwa.

    No właśnie. Była...

    Być może to, co mnie spotkało do tej pory, przez ten krótki okres czasu, pomiędzy moim największym załamaniem, a końcem wszystkiego, to i tak nic. W porównaniu do tego, co mnie jeszcze czeka.

    A może wizja, która pokazała mi mnie stojącą u jej boku podczas ostatecznej bitwy z Kralkatorrikiem, miała być dla mnie ostrzeżeniem. Bym trzymała się z dala.

    Nie ma pociechy w tym co nas czeka.

    Wszystko co mogę zrobić, to patrzenie w przeszłość. I nieść to brzemię ze sobą, gdziekolwiek pójdę.

    Karabin na moich plecach jest symbolem tego, od czego wszystko się zaczęło.

    Obrazek

    Pierwsze rzeczy, które pamiętam: blask słońca, płonące ciepło pustyni i krzyki mojej rodziny.

    Były też inne głosy. Głębsze. Bardziej gardłowe. Wykrzykujące swe oddanie dla Palawy Joko, tak żeby lisz usłyszał ich oddanie w całej Elonie.
    Moi rodzice, siostra i brat pokierowali mnie za drzwi, żebym czym prędzej ruszyła na rozległą pustynię, mając przy sobie tylko karabin mojej mamy i małą torbę wypełnioną ciężką amunicją. To było naprawdę dużo, jak na dziecko, ale najgorsze było dopiero przede mną.

    Powiedzieli mi, żebym uciekała do Amnoon. I kazali przysiąc, że przeżyję.

    Więc biegłam. A ich krzyki zlały się z pustynnymi wiatrami odbijającymi się od moich pleców.

    Uciekłam na północ, przez Pustkowie. Chcąc znaleźć się jak najdalej od Joko. Zatrzymałam się dopiero przy Ścianie Kości. Nikt nie mógł przemknąć przez bramę, nie przechodząc tym samym przez co najmniej trzy tuziny Przebudzonych... I to nie były wędrujące tylko tu i ówdzie bezmyślne kukły. Nie było łatwo ich oszukać. Jeśli ktoś próbował przedostać się przez bramę mając niewystarczająco dobry powód, albo słabo sfałszowane papiery, to nie tyle, że trafiał do więzienia.

    A był zabijany na miejscu.

    Widziałam na własne oczy jak coś takiego się przytrafiło, także nie było co do tego wątpliwości.

    Było dla mnie jasne, że nie przedostanę się na drugą stronę na własną rękę. Zostałam uwięziona na Pustkowiu.

    Obrazek

    Nie jestem pewna jak długo ukrywałam się na Pustkowiu. Byłam sama. Miałam jedynie czterdzieści sześć nabojów do karabinu, które ofiarowała mi moja rodzina. Ale i po nich wkrótce miało nie być już śladu. A to nie zwiastowało nic dobrego. Wiedziałam, że muszę wreszcie ruszyć dalej.

    W okolicy nie brakowało skalnych gazeli, pustynnych węgorzy, jak i pożeraczy, a każdy spudłowany strzał zwracał tylko ich uwagę, co było bardzo niebezpieczne. Także nauczyłam się unikać takich sytuacji.

    Jeden dzień szczególnie zapadł mi w pamięć, kiedy w akcie desperacji próbowałam sobie zrobić posiłek z siarkowego szlamu. Ale lepiej przemilczę ten temat.

    Wiele nabojów zużyłam też na Przebudzonych, którzy mnie nakryli. Ale to była strata. Nauczyłam się przed nimi ukrywać.

    Kiedy nie polowałam ani nie próbowałam przedzierać się przez bramę, byłam sam na sam z moimi myślami, a wszystkie dotyczyły bliskich mi osób. Rodziny.

    Jeszcze do niedawna wszystko kręciło się wokół farmy i codziennych obowiązków. Ot rutyna prostego życia. Ale to była już przeszłość.

    Oczywiście chciało mi się płakać i zamartwiać nad sytuacją, w której się znalazłam, ale wiedziałam, że nie mogę tego robić. To zabierałoby mi nie tylko czas, ale również cenną energię. Strata byłaby zbyt wielka. Żeby przetrwać, musiałam iść do przodu, a nie stać w miejscu. Moim celem było dostać się do Amnoon.

    To będzie trzydzieści jeden pociągnięć spustem, zanim będę mieć na to szansę.

    Obrazek

    Odnajdź spokój.

    Oddychaj.

    Nie ciągnij. Przyciśnij.


    Obrazek

    Huk wystrzeliwanego pocisku. Płomień w lufie. Odrzut karabinu. I wtedy długa cisza.

    Sylwetka skalnej gazeli zniknęła z horyzontu. Było po wszystkim.

    Ale w oddali było coś jeszcze. Przebudzony. A przynajmniej tak mi się wydawało. Spojrzałam przez lunetę karabinu i jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam Elońską kobietę. Ubraną w najładniejszy strój jaki kiedykolwiek widziałam. Spojrzała na mnie i pomachała, po czym usiadła na skale, tak jakby czekając, aż do niej podejdę.

    Poczułam się dziwnie. Minęło sporo czasu, odkąd ktokolwiek zwrócił na mnie uwagę.

    Przeładowałam karabin i przerzuciłam pasek przez głowę, także gdyby sytuacja tego wymagała, to w każdej chwili mogłam w łatwy sposób dobyć broni.

    W miarę zbliżania się zauważyłam, że na jej twarzy maluje się coraz większy podziw. Wskazała w dół na martwą gazelę, przy której zbierały się już muchy.

    "To ty ją zastrzeliłaś?" Zapytała.

    "Tak."

    Obrazek

    "Jak ci na imię, dziewczynko?"

    Pamiętam jej ostrożne ruchy. Powolne. Przemyślane, ale nieustraszone.

    Wyjaśniła mi, że gazela nie należała do mnie, a do pasterzy, którzy słono za nią zapłacili Hamaseen, by Ci zadbali o jej przeżycie. Ale jej ton nie był protekcjonalny ani złośliwy. Wydawała się być ... pod wrażeniem. A nawet dało się u niej dostrzec pewne rozbawienie, co było dla mnie zaskoczeniem.

    "Nie wiem czym jest Hamaseen, ale nie będzie mieć już pożytku z tej konkretnej gazeli. Ty zresztą również nie."

    Uśmiechnęła się. "Nie za nic", powiedziała. Pamiętam to dobrze, bo później jeszcze słyszałam to wiele razy. Zapytała mnie, kto nauczył mnie być tak niesamowitym strzałem. Nie dałam jej odpowiedzi, z wyjątkiem mojej ciszy, ale ona zobaczyła we mnie coś, czego nie chciałam pokazać.

    Powiedziała, że zrozumiała i że jej przykro.

    Nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak ta nieznajoma mogła zrozumieć. Poczułam, że narasta we mnie wściekłość, ale wtedy powiedziała:
    "Brama. Chcesz się przez nią przedostać, prawda?"

    Nie za nic, oczywiście.

    Zajęłaby się mną. Pomogłaby mi przekroczyć Ścianę Kości. Wybaczyłaby mi strzelanie do gazeli.

    Wszystko, co musiałam zrobić, to zobowiązać się do Hamaseen.

    Obrazek

    Zalambur szybko zauważył mój talent i jeszcze szybciej go wykorzystał. Uważał, że gdyby nie on, to ktoś inny by go ubiegł. Było wielu innych członków Hamaseen, którzy prosili o moją pomoc, ale Zalambur był jedynym, który tego żądał.

    Kiedy po raz pierwszy rzucił okiem na mój stary, zniszczony karabin, który przy sobie nosiłam, nie miało dla niego znaczenia, że mogę nim ustrzelić wszystko co znajduje się w zasięgu mojego wzroku. Nie mógł wiedzieć ile on dla mnie znaczy. Wbrew mi zastąpił karabin mojej matki, nowym karabinem z symbolem Hamaseen. Jego zasięg był dwukrotnie mocniejszy i był w stanie strzelać dwukrotnie szybciej. Powiedział mi, że będę tego potrzebować, jeśli będę jego strzelcem.

    Nienawidziłam tej zmiany. Ale z drugiej strony mi się podobała. Nie wiem, co stało się z karabinem mojej matki, ale Zalambur nalegał, żeby to nie miało znaczenia.

    Nowy karabin służył mi bardzo dobrze, stąd celowanie do dzikiej zwierzyny prędko zastąpili Przebudzeni. I nawet nie zauważyłam kiedy w ich miejsce pojawili się Elończycy.

    Zalambur awansował w Hamaseen, a ja byłam szanowana, ale wraz z tym przyszedł strach. Nawet przy całej mocy, jaką oferował Zalambur, czułam, że czegoś mi brakuje. Była w tym wszystkim pustka.

    Nie wiedziałbym, co to było, dopóki nie znalazłam Zaishen.

    Obrazek

    Odkąd pamiętam, w Elonie Joko nie było miejsca dla Szóstki Bogów. Nigdy nie spędzałam dużo czasu myśląc o nich. Zalambur i jego współpracownicy Hamaseen nie byli zbyt ... pobożni. A moi rodzice - o ile pamiętam - nie modlili się do żadnego z Sześciu.

    Więc kiedy Zalambur powiedział mi, że będę chronić grupę kapłanów Zaishen podczas ich podróży przez Bramę Joko z Pustkowia do Elon Riverlands - czyli przez tę samą ścieżkę, którą podróżowałem przed laty - to nie zwróciłam na tę informację szczególnej uwagi. Tym bardziej, że Zalambur wysyłał mnie do pracy z wieloma frakcjami Elońskimi. Zawsze uważał się za opiekuna uciśnionych, cierpiących pod piętą Joko. Gdyby istniała jakaś grupa zdolna do zirytowania władcy lisza, to Zalambur z wielką satysfakcją okazałby im swoje wsparcie.

    Ale patrząc na tych kapłanów. Zastanawiałam się, dlaczego Zalambur marnuje swój czas.

    Obrazek

    Spotkałam ich w małej jaskini otoczonej gryzącymi, toksycznymi basenami, gdzieś na wschód od Helcoid Seeps. Było ich ośmiu, wszyscy odziani w ciężkie szaty barwione na pomarańczowo i czarno. Ich przywódca, Atsu, miał jakieś ozdobne nakrycie głowy z siatki, które pokrywało jego twarz, jak hełm bez rzeczywistego celu obronnego. Pamiętam, że uważałam to za głupie.

    Szczerze mówiąc, wszystko, co dotyczyło Zakonu Zaishen, początkowo wydawało mi się głupie. Balthazar był bogiem ognia i wojny. Jak żyjesz swoim życiem przez ogień i wojnę?

    Byłam agentem śmierci i zniszczenia w Hamaseen, ale to nie było częścią mnie. Po latach służby, nawet z mocą i prestiżem oferowanym przez Zalambura, nadal czułam pustkę i strach przed innymi w Hamaseen.

    Nigdy nie mogłabym być jednym z nich. Nie tak prawdziwie.

    Myliłam się. Myliłam się co do wszystkiego.

    Obrazek

    Atsu, kapłan, zrobił coś, czego nie zapomnę nigdy.

    Właśnie zdjęłam patrol Przebudzonych z wyżej położonych kanionów, aby zapewnić bezpieczne przejście na północ, a Atsu zapytał mnie, czy może mi towarzyszyć, ponieważ chciałby się przypatrzeć temu jak pracuję. Pamiętałam, że Zalambur nie chciał abym rozgniewała kapłanów, tak więc się zgodziłam. Starałam się nie zwracać na niego uwagi, nie pozwalając, by jego obecność mnie rozpraszała.

    Odnajdź spokój.

    Oddychaj.

    Nie ciągnij. Przyciśnij.


    Obrazek

    Huk wystrzeliwanego pocisku. Płomień w lufie. Odrzut karabinu. I wtedy długa cisza.

    Zalambur wyraził radość, gdy zobaczył moje umiejętności strzeleckie, wiedząc, w jaki sposób mógłby je wykorzystać do dalszego rozwoju swoich celów. U innych jednak wywoływało to niedowierzanie, bądź strach.

    Ale Atsu?

    Atsu się modlił.

    „Chwała Balthazarowi za ten dar”.

    Modlił się po każdym moim strzale - a wystarczały tylko cztery, żeby zdjąć cały patrol.

    Słyszałam wiele różnych opinii o moich umiejętnościach strzeleckich, ale pierwszy raz zetknęłam się z tym, by nazywać je darem. Nie byłam na to przygotowana. Nie czułam, żeby było to coś wyjątkowego.

    Wtedy coś poczułam. Na początku nie wiedziałam, co to było, ale wydawało mi się to dziwnie znajome. Moc. Obecność. Czy czułam to wcześniej? Czy zawsze tam było?

    Atsu wyciągnął sztylet i przycisnął jego rękojeść do mojej dłoni. Insygnia Zaishen - coś, czego nigdy wcześniej nie widziałam - zostały wyryte na dnie. Wyglądało to jak dwa płonące skrzydła niosące tarczę.

    Powiedział mi, że Balthazar chwali tych, którzy działają.

    Balthazar chwali tych, którzy robią krok do przodu, a nie do tyłu.

    Balthazar chwali tych, którzy się nie wahają, zarówno w życiu, jak i na polu bitwy.

    A co najważniejsze, Balthazar chwali tych, którzy potrafią odebrać życie, aby ratować innych.

    Zaishenowi nigdy nie chodziło o zabijanie innych dla samego zabijania. Bez powodu. Bynajmniej. Najważniejsze było to, by zapewnić bezpieczeństwo innym.

    Nie po to, by toczyć wojny, ale żeby wygrywać wojny.

    Nie zabijać, ale chronić.

    Atsu zapytał mnie po co zabijałam dla Hamaseen.

    Kim się stałam. Czy byłam tym kim chciałam?

    Nie.

    Przynajmniej myślałam, że nie. Nie poznałabym prawdy, dopóki...

    Obrazek

    Balthazar.

    Zaishen powiedział mi, że jestem jednym z nich, przyjął mnie z otwartymi ramionami. Powiedzieli mi, że dostałam prezent od samego Balthazara.
    I uwierzyłam w to. Tego dnia poczułam obecność Balthazara. Jego moc.
    Dopiero gdy Atsu przemówił do mnie w tej jaskini wysoko nad Pustkowiem, w końcu zrozumiałam moje prawdziwe powołanie.

    Więc opuściłam ich wszystkich. Hamaseen. Zalambura.

    Ale zatrzymałam karabin.

    Pod kierownictwem Atsu stałam się jednym z nich. Zaishen. Nauczyłam się słów, które Balthazar mówił nam dawno temu, kiedy pomagał ludzkości podbić Ascalon. Nauczyłam się słuchać jego głosu głęboko we mnie i rozpowszechniałem go wśród tych, którzy go nie słyszeli.

    Zaishen się mnie nie bali. Zaishen nie chcieli mnie używać do własnych celów. Zaishen po prostu byli. I ja też po prostu byłam.
    Byłam ich częścią - częścią czegoś większego niż ja, większą niż jakakolwiek osoba.

    Znowu byłam częścią rodziny.

    Byłam kapłanką Baltazara.

    A potem mój bóg przybył do Tyrii.

    Obrazek

    Wiedziałam.

    W chwili, gdy go zobaczyłam, wiedziałam, że to mój bóg. Wiedziałam, że to jest ten, któremu zobowiązałam się służyć. Ten, który dał mi mój prezent. Ten, który przywrócił cel i znaczenie mojemu życiu.

    Ale coś było nie tak. Stał przede mną, wysoki i imponujący, moc promieniowała z jego fizycznej formy ... ale ta moc była inna niż to, co czułam przez te wszystkie lata wcześniej. Jego głos różnił się od tego, który słyszałam we mnie.

    Byłam zaślepiona nawet wtedy, kiedy nas zdradził.

    Próbowałam sobie to jakoś wytłumaczyć. Mijały tygodnie, a ja namawiałam moich Zaishenskich braci i siostry do tego, by walczyli przeciw Paktowi komandora.

    Patrzyłam jak poświęcają swoje życia.

    Nie mogłam sprzeciwić się mojemu bogu. Dawaliśmy Balthazarowi wszystko o co nas poprosił. Poświęcilibyśmy całe nasze życie, aby pozbyć się Kryształowego Smoka.

    Zaishen dołączyli do Armii Balthazara i przedarli się na Kryształową Pustynię. Mogliśmy zniszczyć Kralkatorrika i uratować Tyrię.

    Nic nie mogło nas powstrzymać.

    Dopóki nie zrobił tego komandor.

    Obrazek

    Garnizon Argon. To miało być moje ostateczne stanowisko.

    Wiedziałam, że nigdy nie zabiję Kryształowego Smoka, ale musiałam coś zrobić.

    Tam, z mieczem mojego upadłego boga, zakończyłabym moje życie na własnych warunkach. Walczyłabym tak, jak oczekiwał tego Balthazar.

    Podniosłam karabin.

    Odnajdź spokój.

    Oddychaj.

    Nie ciągnij. Przyciśnij.


    Obrazek

    Huk wystrzeliwanego pocisku. Płomień w lufie. Odrzut karabinu. I wtedy...

    Dźwięk metalu rozbrzmiewał po całym placu treningowym.
    Widziałam kanistry wypełnione paraliżującym gazem rozsiane po całej Kryształowej Pustyni. Używano ich po to, by ujarzmić każdego, kto myślał, że może nas zaskoczyć. I zawsze łatwiej było przesłuchać żywego więźnia niż martwego.

    Wraz z pokonaniem mojego boga i jego sługów, Pakt zaczął kłaść swoje łapy na ich broni.

    Ale wiedziałam, że jeśli ktokolwiek próbowałby zabrać jego miecz, to musiałby liczyć się z ukąszeniem mojego karabinu. Albo przynajmniej wpadnięciem w duszącą mgiełkę wypełniającą garnizon.

    I wtedy na podwórku rozległ się jakiś dźwięk.

    „Jeśli jesteś tutaj, aby wziąć jego miecz, odwróć się!” Krzyknąłam na intruza. „Nie masz do niego prawa. Odejdź teraz i żyj”.

    Ale chwila. Czy intruz był sam? Kto byłby na tyle głupi.

    Popatrzyłam przez lunetę karabinu.

    To był...

    To był zabójca Balthazara.

    Obrazek

    Byłam zła. Chciałam zemsty.
    Na pakcie. Na każdym wrogu Balthazara.

    I powiedziałam o tym otwarcie komandorowi.
    Zabili moich braci, siostry i boga, który dał mi powód do życia.

    Później, dużo później, zdałam sobie sprawę z tego, że nie było do końca tak, jak mi się wydawało. Zemsta, na której mi zależało, nie była tak naprawdę wymierzona przeciw Paktowi, czy komandorowi.

    Chciałam zemsty na moim bogu. Na Balthazarze.

    Balthazar zabił Zaishenów, moich braci i siostry. Balthazar wysłał nas, byśmy umarli. Wysłał nas do walki z Kryształowym Smokiem. Byśmy oddali nasze życia za wojnę, która może zakończyć się tylko jednym: zniszczeniem Tyrii.

    I to komandor nas uratował. Pokonał Balthazara zanim ten zniszczył wszystko.

    Komandor uratował mnie i wszystko to, co pozostało po Zaishen.

    Każdy z nas wspomina Balthazara inaczej. Pomógł nam odkryć nasze najlepsze ja. Pomógł nam znaleźć rodzinę.

    Nie pokładam mojej wiary w osobie Balthazara. A w jego mocy, która dawała mi siłę. W potencjale, jaki miała Aurene.

    Zanim umarła.

    Obrazek

    Nie wiem jak długo klęczałam przed martwym ciałem Aurene, szukając czegoś. Czegokolwiek. Ale wszystko co widziałam, to moja własna twarz, odbijająca się w ścianach kryształu Kralkatorrika. Zaczęłam intensywne myśleć o tych wszystkich godzinach w Garnizonie Argon. Myślałam o tym, co zrobiłam. Słowa Atsu wróciły do mnie.

    Za co zabijasz?

    Powinnam była się nad tym wcześniej zastanowić. Powinnam zauważyć to, jak Balthazar traktował Zaishen. Jak traktował mnie.

    Miał nas za swoją zabawkę. Broń, z którą może zrobić wszystko to, na co ma tylko ochotę. By ostatecznie ją porzucić, kiedy tylko nie będzie mu już więcej potrzebna.

    Tysiące rozdrobnionych twarzy spoglądało na mnie z odbicia kryształów. Na wszystkich z nich malował się ten sam wyraz twarzy, próbujący znaleźć odpowiedź na pytanie Atsu.

    Obrazek

    Kiedy byłam w garnizonie, nawet nie próbowałam odpowiedzieć sobie na to pytanie.

    Byłam zagubiona i pełna rozpaczy. Mój bóg był martwy. Moja rodzina stała się wrogami Elony. Balthazar, który dał mi sens życia, został teraz przeklęty jako ten, który prawie skazał świat na szaleństwo.

    Spędziłam życie, opowiadając innym o zaletach Balthazara.

    O Balthazarze chwalącym tych, którzy działają.

    O Balthazarze chwalącym tych, którzy robią krok do przodu, a nie do tyłu.

    O Balthazarze chwalącym tych, którzy się nie wahają, zarówno w życiu, jak i na polu bitwy.

    O Balthazarze chwalącym tych, którzy potrafią odebrać życie, aby ratować innych.

    O Balthazarze, który nie odbierał życia Zaishen, ale ich chronił.

    To były zalety Baltazara. Przekonania, wedle których żyłam. Cnoty, które dały mi cel i siłę. A teraz już nigdy nie będę mogła o nich mówić.

    Kiedy byłam w garnizonie, nie widziałam żadnej drogi naprzód. Czułam, że straciłam cel. Chciałam, żeby wszystko się skończyło.

    Komandor pokazał mi inną drogę.

    Obrazek

    Zalambur i Hamaseen użyli mnie jak swojego narzędzia, żeby osiągnąć własne cele.

    Balthazar użył mnie do ataku na Kryształowego Smoka, bez względu na to, jakie miało to przynieść konsekwencje Zaishen.

    A komandor? On zobaczył mnie w przepowiedni.

    Po raz pierwszy moje przeznaczenie zostało położone na trwałym fundamencie. Nie musiałam się zastanawiać, czy wybrałam właściwą ścieżkę, czy zaufałam właściwym ludziom. Nie musiałam martwić się o to, czy wystrzeliwane przeze mnie pociski służą czemuś dobremu.

    Nie musiałam się już dłużej martwić.

    Było też coś innego. W tych ostatnich, ulotnych tygodniach widziałem, czym tak naprawdę ma być rodzina i przywództwo. Aurene, obdarzona magią Balthazara, a jednocześnie życzliwa i opiekuńcza.
    Poświęciła swoje życie po to, by chronić komandora. Broniła słabszych od siebie.

    Balthazar nigdy by tego nie zrobił.

    W końcu zrozumiałam.

    Obrazek

    Balthazar odszedł.

    Aurene odeszła.

    Tyrię też to czeka.

    Ale ja się nie poddam. Będę wspierać komandora i Pakt. Wraz z Zaishen.

    Pójdę tam, gdzie pokieruje mnie los. Nawet jeżeli jest nam pisany koniec świata. Będę wykrzykiwać historię Aurene, dopóki oddech nie opuści moich płuc i wpadnę w pustkę.

    Wszystko w czym pokładałam swoją wiarę, opuściło mnie.

    Teraz, w tych ostatnich chwilach pokładam wiarę w siebie. I w przeznaczenie.

    Nie ma niczego ważniejszego.
    Góra
      Zobacz profil  
     
    Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
    Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 

    Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


    Kto przegląda forum

    Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


    Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
    Nie możesz odpowiadać w wątkach
    Nie możesz edytować swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów

    Szukaj:
    Skocz do: