Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Teraz jest Cz kwi 02, 2020 2:56 pm



  • Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 48 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona
    Autor Wiadomość
     Tytuł: Wieczna Wojna - Rozdział I
    PostNapisane: So paź 19, 2019 3:22 pm 
    Weteran
    Weteran
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 458



    Rangi specjalne
    Sekcje
    Tytuły dodatkowe
    Znaczące funkcje fabularne

    Opiekun (RP) Loremaster (RP) ROLE PLAY Zwycięzca Igrzysk Angu Radny
    Muzyka

    ObrazekObrazek
    ObrazekObrazek

    Ciemne krwiste i zarazem purpurowe chmury zastępujące niebiosa rozjaśniały się wraz z każdym wyładowaniem w postaci pioruna. Niebo poczęło wylewać swe łzy, zsyłając zjonizowane krople wody na grunt. Każdy z obecnych, patrząc w górę wiedział, ze nastał już czas. Przeznaczenie? Scenariusz czegoś wyższego? Czy może niefortunny zbieg wydarzeń doprowadził do takiego rozwiązania oraz apogeum? Wkrótce lata cierpień, krwi, potu oraz łez - miały zostać pomszczone, wraz ze śmiercią Kralkatorrika, która wkrótce miała nastąpić...

    Obrazek

    Po ogłoszeniu Generał Almorry, wszyscy dokładnie znali swoje wytyczne operacji. Trudno było rozszyfrować emocje Popielki, wydawała się być taka jak zawsze, choć zaprawdę mogła czuć w sobie największą szansę na odpłacenie się Prastaremu. Jej żołnierze z Paktu podzielili się oraz przeszli do trzech różnych wyjść, przygotowując do akcji wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy do misji. Krople deszczu uderzały powoli o każdą istotę stojącą w błocie i wyczekiwała sygnału do rozpoczęcia operacji. Pod południową bramą widać było gromadzące się postacie, a dokładniej naukowcy rasy asurańskiej, którzy ustabilizowali dziwny latający obiekt, podłączając do niego pół aktywny Drogowskaz, po czym odeszli w swoją stronę. Na miejscu pozostali jedynie strażnicy, urządzenie, otwarte wejście na wyspę, a za nim holograficzny most...

    Obrazek

    Nie trzeba było długo czekać, nim wkrótce również przybyli znani legendarni bohaterowie, o których tak wiele słyszeliśmy - Logan Thackeray oraz Rytlock Brimstone - stojąc ramię w ramię. Trybun oraz Marszałek cierpliwie wyczekiwali bez słów na nadchodzącą operację, bardzo dobrze wiedząc, z czym może się ona wiązać. Na ich twarzach wyrysowane były przeróżne emocje, w końcu była to dla nich ogromna chwila. Niebawem na miejscu pojawili się żołnierze, lecz o dziwo - na wierzchowcach. Mieli oni specjalne zadanie, a dokładniej ustabilizować latające urządzenie z Drogowskazem i przeprowadzić je bezpiecznie. Na raptorach mieli oni załączone dziwne technologiczne szpargały. Asura, technolog lub inżynier zajmujący się zaawansowaną technologią magiczną na wysokim poziomie, wiedział że to prototyp prowadnicy magicznej, która nawiązuje kontakt oraz tworzy niewidzialną linę magiczną. Wszyscy wskazani przez Generał Almorrę, zajęli swoje pozycje i czekali na sygnał. Logan oraz Rytlock zachowali absolutną ciszę, wpatrując się na drogę, prowadzącą wprost do nieznanego...

    Obrazek

    Niebo szalało w swym porywistym tańcu, strzelało również w oddali błyskawicami, natomiast ledwo widoczne okręty zajęły swoje strategiczne miejsca. Żołnierze Paktu, Logan oraz Rytlock cierpliwie czekali na sygnał od Almorry oraz na Aiwijczyków. Nastąpiła dosłowna cisza przed burzą. Delikatny deszcz nadal ozdabiał widok całego obozu. Wkrótce każdy wewnątrz placówki usłyszał donośny sygnał, przerywający ciszę. Dźwięk rozniósł się echem i był powtarzany parę razy, by każdy wiedział co zaraz się zacznie. Dla Aiwijczyków oznaczało to zebranie się na miejsce - Południową Bramę - operacja wkrótce miała się rozpocząć - pierwszy krok przeciw Kralkatorrikowi. Logan oraz Rytlock, wraz z swoimi żołnierzami czekali przy urządzeniu z Drogowskazem, zapewne na Aiwijczyków. Nie było już odwrotu, czy czasu na dalsze przygotowania, jedynie stawiennictwo i ewentualna wymiana kilku zdań ze swoimi towarzyszami broni...

    ObrazekObrazekObrazek

    OOC


    Ostatnio edytowano N paź 20, 2019 11:34 am przez Warden, łącznie edytowano 2 razy
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział I
    PostNapisane: So paź 19, 2019 7:12 pm 
    Decyzja co do drogi została podjęta. Nie było już czasu do przygotowań kiedy padł rozkaz przegrupowania przed wymarszem. Zamierzał spokojnie udać się na miejsce zbiórki cały czas uważając na największe niebezpieczeństwo jakie mieli teraz przed sobą – niebo, a dokładniej rozwścieczone smocze pomioty i wraki zniszczonych sterowców paktu, oraz ich szczątki.

    Xerionowi nie przeszkadzało, że została wybrana droga przez tereny, które kojarzyły się z dżunglą. Jak ktoś wcześniej wspomniał, minusem będzie to, że ciężej będzie dostrzec potencjalnego wroga, więc trzeba być bardziej czujnym. Jednak minus ten działał w obie strony, co zamieniało go już w plus. Mimo to, nie znali terenu, więc nie mieli przewagi w postaci zwiadu, a przynajmniej tak wydawało się Xerionowi, że nie było czasu przygotować rekonesansu.

    Na miejsce przegrupowania zamierzał iść przy Złatej.
    - Wiem, że nie boisz się śmierci za Tyrię i ideały bractwa, ale nie chcę, żeby coś Ci się stało. - Zaczął. - Jeśli już mamy ginąć, to nie dajmy się zabić głupio. - Dodał ze spokojem.

    Poprawił zabezpieczone jeszcze bronie, które miały mu wiernie służyć w czasie misji. Szykował się do tego, by zachować szczególną ostrożność i przypomnieć sobie szkolenia związane z działaniem w dżunglach i lasach. Z wykorzystaniem terenu by zapewnić sobie przewagę, unikaniem wykrycia oraz samym poruszaniem się w tak zdradliwym terenie. Zamierzał być czujny i ostrożny.

    - Będę starał się trzymać na tyle stawki, żeby móc was ubezpieczać z oddali, o ile pakt nie przydzieli mi innego stanowiska. - Powiedział w kierunku białowłosej łowczyni. - Zwierzyna nie powinna być dla ciebie zbyt wielkim wyzwaniem. Przecież jesteś najlepszą łowczynią w Tyrii, ale będę miał Cię na oku i ubezpieczał najlepiej jak potrafię.

    Xerion bardziej niż o własne życie martwił się o to, by to Radnej bractwa nie stało się nic złego. Gdyby cokolwiek miało się jej stać, był przygotowany psychicznie do tego, by poświęcić się i przyjąć za nią cios, choć miał głęboką nadzieję, że zwyczajnie przejdą przez dżunglę z trudem, ale bez szwanku. To jednak miało się dopiero okazać.

    Mężczyzna po tym jak poprawił sprzęt upewniając się, że ma najlepszy dostęp do każdej z broni wziął jeszcze łyk wody i był gotowy do wymarszu. Kiedy wojska ruszą zamierza trzymać się rozkazów niezależnie czy z ramienia Aiwe czy Paktu i dopiero na rozkaz wymarszu odbezpieczyć broń i przygotować ją. Poinformował by o swoich preferencjach co do pozycji jako strzelec, ale nie protestowałby jeśli przydział byłby inny.
    Góra
       
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział I
    PostNapisane: Pn paź 21, 2019 12:21 pm 
    Słysząc sygnał, strażnik tylko napełnił szybko rację żywnościowe, zabierając dodatkową wodę oprócz tego co normalnie miewał w swojej torbie i bez większej zwłoki i w lekkim pośpiechu ruszył w stronę miejsca zbiórki. Założył na lewą rękę swój pawęż, zostawiając miecz w pochwie po lewej stronie, okulary schował, a założył hełm żeby nie robić tego na ostatnią chwilę.

    Po dotarciu na miejsce pierwszym co chciał zrobić to tylko szybko znaleźć Astariss by jej przekazać ostatnie słowa przed wymarszem. ~"Nie mam zamiaru umierać, a tym bardziej niech Kormir mi świadkiem, że nie dopuszczę aby tobie się cokolwiek stało moja kochana. Jeśli to będzie możliwe będę przy twoim boku tak długo jak to możliwe ale jeśli otrzymam inne rozkazy to będę musiał się podporządkować."~ Uderzając w pawęż podniósł kącik ust. ~"Dzięki temu doprowadzę nas wszystkich do końca, jeśli nie będę w stanie u twego boku kroczyć podczas przeprawy to wiedz że mój wzrok zawszę będzie nad tobą czuwał. "~

    Po przekazaniu słów swojej ukochanej. Ostatnie minuty przed wymarszem wykorzystałby na modlitwę do patronki, Bogini ducha, prawdy i porządku. ~"Ty, która ukazujesz prawdę, prowadź nas prawdziwą ścieżką do celu oraz pobłogosław by nasz duch walki nie został zachwiany lub złamany."~ Prosił, poważnym, błagalnym ale i spokojnym głosem, opierając pawęż o ziemie, zamykając oczy i unosząc głowę do góry. ~"Niechaj moje moce najlepiej służą moim sprzymierzeńcom i dopomóż nam w nadchodzących wyzwaniach..."~

    W trakcie przeprawy główną intencją Airra jest ochrona towarzyszy, a w szczególności Asti i przedmiotu misji. Pragnie wspierać oddział za pomocą wersów z Ksiąg: Odwagi oraz Sprawiedliwości. Strażnik założył sobie w głowie, że on będzie posuwał się do bezpośrednich szarży i starć tylko na rozkaz albo w obronie własnej jeśli nie ma nikogo w pobliżu.

    Umiejętności pozostałe z PROLOGU


    Ostatnio edytowano Pn paź 21, 2019 12:52 pm przez Airra Tsero, łącznie edytowano 1 raz
    Góra
       
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział I
    PostNapisane: Pn paź 21, 2019 12:44 pm 
    Sygnał nadszedł zdecydowanie za szybko. Pozbierała wszystkie swoje rzeczy, sprawdzając czy ma wystarczająco środków medycznych na kilka dni i udała się z innymi Awijczykami w miejsce zbiórki, dojadając po drodze jedną z racji. Wzrokiem sprawdzała stan każdego mijanego, lekko uśmiechając się do znajomych twarzy, próbując gestem dodać otuchy. Jeśli ktoś nie miał czasu uzupełnić zapasu wody w manierkach, chętnie służyła swoją magią.

    Stanęła spokojnie, nieco z tyłu. To tu odnalazł ją Airra. Serce zabiło mocniej, kiedy go ujrzała i posłuchała, co ma jej do powiedzenia. Nie była w stanie nic odpowiedzieć. Skinęła tylko głową, przecierając z jego hełmu małe zabrudzenie. Rozmawiali o tym już wiele razy. To było jasne, że podczas bitwy muszą się rozdzielić, by chronić jak największą liczbę osób. Wiedzieli, na co się piszą i jakie są ich obowiązki. Ścisnęła lekko okutą w pancerz dłoń mężczyzny i kiedy odszedł, chwilę jeszcze obserwowała jego osobę.

    Podczas przeprawy będzie pomagała sobie kosturem i będzie trzymała się nieco z tyłu, by być gotową nieść pomoc każdemu, kto będzie tego wymagał. Wokół siebie chce roztaczać delikatną magię wody, która ma dodawać sił witalnych reszcie jej grupy.

    Nie ma już czasu na durne rozmyślania co, jak i kiedy. Przyszedł czas na działanie. I do tego była gotowa.
    Góra
       
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział I
    PostNapisane: Pn paź 21, 2019 7:37 pm 
    Właściciel karczmy "Pod Pijanym Strzelcem"
    Właściciel karczmy "Pod Pijanym Strzelcem"
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 48
    Gdy nadano sygnał popielec tylko poprawił szybkim ruchem łapy karabin na plecach, by następnie dość szybko udać się na miejsce zbiórki. Zachowywał podczas drogi ostrożność by nie dostać czymś z nieba lub z ziemi.
    Nassan będąc już na miejscu w gotowości do dalszego działania ustawił się na tyłach, mimo napiętej sytuacji nie mogło zabraknąć łapy sięgającej po piersiówkę do torby. Popielec mimo powagi na pysku, uśmiechał się co jakiś czas pod nosem.


    Podsumowanie Ekwipunku



    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział I
    PostNapisane: Śr paź 23, 2019 5:22 pm 
    Mieszkaniec
    Mieszkaniec
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 23
    Gdy tylko po raz kolejny rozbrzmiał kolejny sygnał Edward akurat spoglądał w niebo. Nie zamierzał tracić czasu, więc niezwłocznie udał się na miejsce zbiórki przy południowym moście. Nie miał nikomu nic do powiedzenia, więc jeżeli nikt nie miał mu nic do powiedzenia nie specjalnie szukał kogokolwiek. Po dotarciu na miejsce zbiórki oczekując jeszcze na pozostałych spojrzał bez wyrazu na twarzy na koniec swego kostura, dokładniej na znajdujący się tam ametyst. Zamknął oczy w chwili skupienia, po czym ponownie otworzył je unosząc wzrok ku niebu. Był gotowy do wymarszu, wolałby nie trzymać się na pierwszej linii, jednak także nie stać na samych tyłach. Jeżeli miałby wybór postanowiłby trzymać się gdzieś w środku formacji i stamtąd wspomagać grupę swoją magią. Czy to wzmacniać ich, czy tworzyć klony bądź iluzje by osłonić któregoś z towarzyszy czy odwrócić od niego uwagę. Oczekiwał już tylko momentu wyruszenia z lekko uniesionym kątem ust.



    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział I
    PostNapisane: Śr paź 23, 2019 5:40 pm 
    Radny miasta Aiwe
    Radny miasta Aiwe
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 47
    Słysząc sygnał jasny i zarazem klarowny, przez jego umysł przeszły różne myśli. Z jednej strony przypomniało mu się Orr oraz całe zamieszanie, lecz w tym przypadku było to zupełnie co innego w jego odczuciu. Z drugiej strony nie był tu sam, stali bowiem tutaj członkowie Bractwa, persony i istoty, na które mógł liczyć. Wszystkie te myśli jednak nie zasłoniły mu wizji tego, co cenił sobie najbardziej - Kaeiles. Niestety przez pewien czas musiał uzgadniać z Generał Almorrą Soulkeeper najważniejsze kwestie, dlatego też nie mógł pomagać swojej żonie. Niemniej jednak teraz miał możliwość stać obok niej i być jej tarczą, jak także wsparciem.

    Wkrótce przybył na miejsce i zajął miejsce tuż przy swej ukochanej w pierwszej kolejności, posyłając jej nieznaczny delikatny uśmiech - choć gorzki - wiedząc, że ta wyprawa oraz operacje, to nie przelewki. Widząc Marszałka Logana Thackeray, po raz pierwszy od paru lat, skinął mu głową. Wewnątrz Seraph był jego przełożonym oraz zaufaną osobą, dlatego też czuł tutaj pewnego rodzaju otuchę moralną. Spostrzegł również Rytlocka, o którym tak wiele słyszał, lecz dopiero teraz miał okazję go ujrzeć po raz pierwszy. Jego wzroku też nie umknęła dziwna dla niego aparatura techniczna, jaka latała ponad głowami oraz była przyczepiona do Drogowskazu. Rozejrzał się po Aiwijczykach, widząc jak się wszyscy zbierają oraz cierpliwie wyczekiwał rozkazu do wymarszu, stojąc tuż przy Kaeiles oraz obejmując ją delikatnie swą ręką w biodrze. Po czym już tylko cierpliwie czuwał w podwyższonej gotowości, mając jak zawsze aktywną swą Egidę. Wiedział, że teraz to już zależy wszystko od tego - jak się potoczą wszelkie działania Bractwa oraz sojuszu. Był już na to w pełni przygotowany.




    Obrazek
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział I
    PostNapisane: Śr paź 23, 2019 6:28 pm 
    Radny miasta Aiwe
    Radny miasta Aiwe
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 27
    Srebrnooka wydawała się spokojna i opanowała, ale w jej spojrzeniu można było zaobserwować napięcie. Kruk siedział na lewym przedramieniu kobiety, wbijając pazury w grubą skórę karwasza. Złata gładziła jego pióra, jednak jej wzrok spoczywał na Xerionie, któremu towarzyszyła.
    - Nie musisz się martwić, mój drogi - zapewniła, unosząc prawą brew. - Nie jestem szalona i nie zamierzam działać pod wpływem emocji. Chciałabym, byś ty również nie myślał wyłącznie o tym, że może mi się coś stać - zwróciła się do Xeriona i dotknęła jego policzka. - Dzisiaj jesteś moim towarzyszem, tak samo jak inni - skłamała bez mrugnięcia okiem. - Twoje wsparcie na pewno mi się przyda i - tak jak powiedziałeś - nie musisz się martwić, ponieważ jestem doświadczonym łowcą - dokończyła i skinęła, a następnie przesunęła badawczym spojrzeniem po osobach, które się zbierały. Spacerowała, rozładowując napięcie, jakie pojawiło się w jej ciele, a przy jej prawej nodze kroczył basior, strzygąc uszami. Czasami węszył, opuszczając łeb aż do ziemi, a innym razem unosił go wysoko i łapał górny wiatr. Kobieta czekała na rozkazy, żeby określić swoje miejsce w szyku. Była dobrym tropicielem, dlatego widziała dla siebie miejsce z przodu, jednak nie zamierzała podważać zdania wyższych rangą.



    Obrazek
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział I
    PostNapisane: Cz paź 24, 2019 8:50 pm 
    Nekromanta po usłyszeniu sygnału stanął i przez chwilę spojrzał w spowite purpurą niczym krwią niebo.
    Jego dłoń podświadomie zaciskała się na drzewcu kosy, która w przebłyskach świeciła odbijając światło. Jego wyraz twarzy wyrażał strach, ciekawość, niepokój, pewnego rodzaju melancholie. -Znowu to samo. Nekromanta przetarł oczy lekko zmęczone od patrzenia w niebo oczy. Mimo iż wiedział co ma się tu wydarzyć, co może się stać, co musi się stać, czuł że powinien iść dalej. Nekromanta po tej chwili przestoju udał się w stronę południowej bramy. W drodze jego myśli wędrowały od ojcowskiej troski o córkę aż po mroczne myśli i strach co jeśli przegrają. Jednak docierając na miejsce spotkania wszystkie myśli ustąpiły jednej, jedynej.-Skup się. Nekromanta wziął kilka głębokich oddechów. Znowu poczuł te same uczucie, które czół wcześniej jedni nazwali by to ciarkami, lecz wydawało się że on czół to mocniej, szerzej.
    Nekromanta ostatni raz wszystko sprawdził, wykonał kilka różnych ruchów by sprawdzić czy pancerz działa jak należy i czy nie zawiedzie go, gdy będzie tego potrzebował, następnie założył kosę na plecy i czekał na pozostałych gotowy do wyjścia.
    Góra
       
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział I
    PostNapisane: Cz paź 24, 2019 9:15 pm 
    Mieszkaniec
    Mieszkaniec
    Offline

    Posty: 22
    Popielec był jak z żelaza... W końcu był z Żelaznego Legionu. Gdy tylko padł sygnał, upewnił się, że ma przy sobie swój cały ekwipunek i ruszył na miejsce zbiórki. Czując deszcz dopiął klamry w torbie, żeby jej zawartość nie zamokła. Dokręcił też bukłaki, nie chciał mieszać czystej wody z lokalną deszczówką. Jedynym "czymś" z nieba, czemu ufał na tej wyspie, był Pakt.
    Gdy obecni zaczęli się zbierać w formację, postanowił ustawić się z lewej strony szyku. Między samym przodem, a środkiem. Od razu chwycił tarczę i trzymał ją właśnie w lewej łapie - wiedział, że idąc z tej strony swoją prawą będzie miał zabezpieczoną przez sojuszników i będzie mógł się zająć stroną, której bronić mu łatwiej.
    Jeden z toporów ułożył przy pasie tak, by mieć do niego jak najszybszy dostęp. Sprawdził, czy jest w stanie szybko go dobyć. Poprawił elementy swojego opancerzenia, które mogłyby mu w tym przeszkadzać i wyglądało na to, że to tyle z jego przygotowań. Był gotowy do wymarszu. Przy okazji tylko ocenił wzrokiem najbliżej ułożone osoby, by móc przeanalizować, jakich działań w ewentualnym boju się od nich spodziewać
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział I
    PostNapisane: Cz paź 24, 2019 9:35 pm 
    W chwili pojawienia się sygnału, sylwar wziął jakby od niechcenia głęboki wdech, po czym ruszył w kierunku zbiórki po drodze rozciągając się i odpalając papierosa. Oczywiście dopilnował, aby na jego głowie pojawił się kaptur. Sprawdził też (chyba już paranoicznie) czy nie zgubił żadnej rzeczy ze swego ekwipunku.

    Potem Visu pojawił się na miejscu zbiórki z papierosem w ręku. Wyglądał na rozluźnionego a zarazem skupionego i pewnego siebie.
    - Halo, Claire? - podszedł Vis do kobiety i wyrwał ją z zamyślenia. - Wszystko w porządku? Niedługo idziemy - powiedział do niej, po czym ją pocałował i dodał. - Nie ryzykuj, proszę. Cokolwiek by się działo. Obiecujesz?

    Generalnie Visu tuż przed wymarszem był obok Claire i z nią zamienił kilka słów.

    Nie dawał też po sobie poznać za wiele emocji, stres i strach negował od czasu do czasu głupim uśmieszkiem.
    Góra
       
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział I
    PostNapisane: Cz paź 24, 2019 9:45 pm 
    Mieszkaniec
    Mieszkaniec
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 45
    Podeszła w wyznaczone miejsce wraz ze swoją wilczycą. Stanęła trochę z boku, by móc zapalić i nikomu przy okazji nie dymić. Rozglądała się czujnym wzrokiem po okolicy, chociaż co jakiś czas wracała nim w stronę, gdzie stał Marszałek. Tyle o nim słyszała. Wróciła myślami do swojego dzieciństwa. Młode szlachcianki na przyjęciach opowiadające opiewające i nieco przekoloryzowane historie o rzekomych poczynaniach Logana. Czujne spojrzenie jej ciotki na to jak Białowłosa się prezentuje. Uśmiech kuzynki zaraz przed tym jak wymykały się za mury, by oglądać gwiazdy i spekulować o swojej przyszłości. Z zamyślenia wyrwał ją głos Visa. - Wszystko w porządku. - Odparła pewnym siebie głosem, chociaż wcale się tak nie czuła i uśmiechnęła się lekko. Oddała pocałunek sylvara z czułością i dotknęła jego policzka - Obiecuję. Tylko proszę, ty też bądź ostrożny. Sprawdziła swój ekwipunek, wzięła łyka wody z manierki i lekko się rozciągnęła. Podczas podróży będzie chciała ustawić się mniej więcej po środku szyku, niedaleko brzegu, by mieć w razie czego miejsce na czyste strzały. Przy okazji jej wilczyca mogłaby przydać się do wyczuwania zbliżających się zagrożeń. Pilnowała okolicy bacznym wzrokiem nie zapominając jednak o tym, by brać pod uwagę również niebezpieczeństwa z koron drzew, bądź nieba.



    Obrazek
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział I
    PostNapisane: Cz paź 24, 2019 10:31 pm 
    Radny miasta Aiwe
    Radny miasta Aiwe
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 22
    Westchnęła ni to z ulgi, ni to z troski przyglądając się skupionym i gotowym do drogi awijczykom. Jej myśli błąkały się gdzieś w przeszłości dopiero znajomy szelest i szczęk pancerza pobudziły ją do życia. Jej kąciki lekko uniosły się w dodającym otuchy uśmiechu, gdy jej wzrok padł na poważną twarz swojego męża, jej dłoń uniosła się i pogładziła jego policzek po czym ułożyła wzdłuż ciała dotykając palcami ostrza miecza.
    Cif delikatnie skubała jej płomienne włosy skacząc na kosturze z pasmem jej loków i bacznie przyglądając się okolicy.



    Obrazek
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział I
    PostNapisane: Cz paź 24, 2019 10:52 pm 
    Na sygnał stawiła się w wyznaczonym miejscu gotowa do wymarszu. Shiny siedziała na jej ramieniu i rozglądała się wokoło. Obydwie miały wyczulone zmysły, gotowe aby w każdej chwili spleść się razem ze sobą -- jeżeli tylko zajdzie taka potrzeba.
    Góra
       
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział I
    PostNapisane: Cz paź 24, 2019 11:47 pm 
    Po podjęciu decyzji dotyczącej drogi poprawił dokładnie swój ekwipunek. Po chwili uklęknął na jedno kolano skupiony przykładając jedną dłoń do ziemi. Przywołał golema krwi, który ułatwia i zwiększa możliwości wchłaniania energii życiowej zbieranej ze śmierci w otoczeniu. Tak samo chciał stworzyć dwa mniejsze golemiki obronne. Wyprostowawszy się ruszył na miejsce zbiórki.
    Przyglądał się niebu widząc różne niebezpieczne obiekty gotowy wytworzenia spektralnej bariery ochronnej w razie niebezpieczeństwa.
    Spojrzał na osoby zbierające się. Jeśli mógł chciał iść w pobliżu Visinera i Claire. Dwa małe golemy skierował do przodu.

    golemy
    Góra
       
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział I
    PostNapisane: Wt paź 29, 2019 10:39 pm 
    Mieszkaniec
    Mieszkaniec
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 8
    Po usłyszeniu sygnału, powolnym krokiem udał się na miejsce wymarszu.

    -Wszyscy tu wyglądają jakby myśleli jedynie o śmierci - po cichu skwitował.

    Wyciągnął wielki miecz i oparł go sobie o ramię, napił się z trzymanego w drugiej ręce bukłaka i powiedział:

    -No cóż, trzeba zarżnąć co jest do zarżnięcia.
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Wieczna Wojna - Rozdział I - WALKA TURA: 1
    PostNapisane: Śr paź 30, 2019 4:00 pm 
    Weteran
    Weteran
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 458



    Rangi specjalne
    Sekcje
    Tytuły dodatkowe
    Znaczące funkcje fabularne

    Opiekun (RP) Loremaster (RP) ROLE PLAY Zwycięzca Igrzysk Angu Radny
    Muzyka

    ObrazekObrazek
    ObrazekObrazek


    Powiew chłodnego wiatru był dość odświeżający, lecz noszący również zimno wszystkim tym, których otoczyły swymi objęciami krople deszczu. Wkrótce miała się zacząć operacja, Logan oraz Rytlock czekali jeszcze chwilę, spoglądając na siebie oraz wydawali się rozumieć bez słów. W końcu, pierwszy krok miał zaraz nastać. Poczyniono ostatnie przygotowania, sprawdzono raz jeszcze urządzenie na Drogowskazie, po czym dowódcy chwilę jeszcze czekają, widząc, jak kolejne to osoby dochodzą z Bractwa Aiwe.

    Obrazek


    Ubrany w ciężki pancerz Marszałek Paktu, zauważył jak wpierw przybywa Xerion, który spoglądał na niebo oraz wypatrywał niebezpieczeństw. Widział jak to zsyłało coraz to mniej padające na glebę krople wody. Wydawało się, że powoli zaczyna się rozpogadzać, a uderzenia piorunów nie były aż tak częste. Przybył zatem na miejsce i wyczekiwał dalszych wydarzeń. Wziął łyk wody i sprawdził jeszcze swój ekwipunek, informując o swych preferencjach taktycznych...

    Logan następnie zauważył Airra wraz ze swoim wyposażeniem i hełmem na głowie, wcześniej chowając swe okulary w bezpiecznym miejscu. Logan jako Strażnik wyczuł, że człowiek jest przygotowany nie tylko mentalnie, ale również magicznie, napełniony swymi mantrami i w pełni gotowości do przywołania swych ksiąg...

    Kolejną osobą była sama Asti, która wkrótce przeprowadziła dialog ze swym ukochanym. Słowa wsparcia, otuchy oraz bliskości na pewno mogły uspokoić jej nerwy i dodać pewnej siły jak lepsze samopoczucie. Sama natomiast również swoją postawą starała się wesprzeć każdego obecnego z Bractwa swą mimikę oraz uśmiechem. Posiadała ze sobą środki medyczne, które były jej podstawą zawodową. Miała przygotowany w pogotowiu swój kostur i spoglądała wkrótce na każdego, by nieść swą pomoc - skupiona i gotowa do działania...

    Nassan przybył jako kolejny wraz z poprawionym karabinem na plecach. Popielec trzymał się głównie na tyłach oraz przygotował swą piersiówkę, by podtrzymać poziom alkoholu we krwi. Wcześniej pożywiony oraz napojony widocznie był w bardzo dobrej kondycji na zbliżające się działania i posiadał swój wcześniej przygotowany ekwipunek w gotowości...

    Edward, na wezwanie sygnału ożywił się z obserwacji nieba oraz przegrupował się wraz z innymi członkami Bractwa niewiele później. Widocznie nie był w nastroju do rozmów, lub raczej, nie miał nic do powiedzenia. Medyk Bractwa miał przy sobie swój Tajemniczy Ametyst z Inicjacji, umieszczony na końcu swego kostura, napełniony magią. Ustawił się gdzieś po środku grupy, wedle swoich preferencji oraz widocznie był skupiony na roli wsparcia...

    Logan był nieco zdziwiony widząc Wardena, który był niegdyś jego człowiekiem w Seraph. Lecz nie był to czas na sentymenty, tylko skinęli sobie widocznie głową. Radny wyczekiwał na swą żonę Kaeiles oraz spoglądał na otoczenie. Jak zawsze posiadał swą aktywną Egidę, która miała go chronić przed pierwszym atakiem...

    Następnie przybyła Radna Złata wraz z krukiem na przedramieniu oraz Szarym, Logan również i ją kojarzył. Kobieta o białych włosach rozmawiała widocznie z Xerionem wymieniając kilka zdań przed wyruszeniem w dalszy rozwój wydarzeń. Badała wzrokiem okoliczne osoby, podczas gdy rozładowywała część swych emocji poprzez krótki spacer, wyczekując akcji...

    Gremuar przed przybyciem spoglądał w niebo, zaciskając dłoń na swej broni. Na jego twarzy była widoczna różnorodna gama wszystkich uczuć. Dość wiekowy Norn ruszył wkrótce do reszty Aiwijczyków, zbierając swe myśli, których zapewne miał teraz wiele. Wkrótce po sprawdzeniu swego wyposażenia, miał wyczekiwać rozkazów...

    Kolejny był Alarug, kroczący twardo po ziemi oraz wytężonymi zmysłami, skupiony na otoczeniu oraz zachowując zimną krew. Ustawił się wkrótce po lewej stronie szyku, mając już przygotowaną tarczę do boju. Posprawdzał, czy wszystko jest w porządku, a po pozytywnym upewnieniu się, był gotów do wymarszu, co wykazywał swą postawą...

    Visiner z kapturem na głowie oraz palącym się bladym ognikiem szlugiem, przybył jako następny. Miał wszystko przy sobie, jedyne co zostało, to czekać na następne działania oraz na Claire, z którą widocznie chciał pomówić, swój stres odreagowywał widocznie humorem...

    Wkrótce i dołączyła Claire, stając tuż przy Sylvarze w towarzystwie swej wilczycy, również paląc. Visiner oraz łowczyni wyglądali jak dobrana para, która jednocześnie i produktywnie wytwarzała tytoniowy dym. Claire zauważyła Logana, a on ją. Cóż, zbroję na pewno miał wyśmienitą i ciekawą, choć po bohaterze mogła się spodziewać... Ciut więcej. Popiła wodą, przeciągnęła się odpowiednio, ustawiła się po środku szyku i wyczekiwała na wyjście, mając w świadomości czyhające zagrożenie...

    Logan zauważył również przybywającą Kaeiles, którą również kojarzył jako członkinię Rady Bractwa. Zamyślona kobieta została otrzeźwiona przez bliskość Wardena. Logan już wiedział, co się tam święci i lekko się uśmiechnął. Cif, na kosturze Kae, widocznie siedziała i grzebała dziobem w jej włosach, Melandru wie, czego szukając. Wkrótce i ptaszyna rozglądała się, by ostrzegać swą panią...

    Kolejna była Pralinka wraz z Shiny na ramieniu. Sówka biała jak śnieg bacznie siedziała na swej kompance nie dość że w bitwie, to i w duszy. Gotowe, baczne oraz przygotowane na nadchodzące akcje, były gotowe by się złączyć podczas akcji. Póki co, czekały...

    Nekromanta, Gidoko, poprawiał swój ekwipunek i przed przybyciem przywołał swego golema z odmętów Mgielnych. Nieumarły twór towarzyszył swemu panu oraz miał zamiar go wspierać wedle rozkazów. Poczuł, że parę osób umarło nieopodal, dlatego też zapożyczył sobie ich energię życiową - w końcu, już z niej nie zrobią pożytku. Wkrótce dołączył do reszty swych towarzyszy w miejscu zbiórki, ustawiająć się nieopodal Claire oraz Visinera, natomiast sługi swe posłał bardziej na front...

    Rytlock spojrzał na Logana, jasno dając znać, że nie mają czasu do stracenia. Miał już wydać sygnał, aż po chwili dołączył Greyvart, akurat przed samym wyruszeniem. Wraz ze swą klingą na ramieniu i popijając wodą, odparł i po chwili był świadkiem początku wymarszu...

    Logan po chwili wyprostował się, widząc całe zbiorowisko oraz solidną grupę osób, po czym chrząknął w gotowości i skierował spojrzenie na pierwszego Revenanta, mówiąc - No dobra, jesteśmy wszyscy zgromadzeni. Rytlock, gotowy? - Trybun chrapnął swym charakterystycznym gestem i odparł grubym głosem -Już byłem gotów. Od chwili, gdy tu przybyliśmy... - Logan cicho westchnął i skierował swój wzrok ku dalszej drodze, jednocześnie mówiąc - Brakowało mi tego. Te niewielkie "tam i z powrotem". No dobra, wszyscy! Wymarsz na południe! - W tym samym czasie deszcz jedynie kropił nieznacznie, a niebo nabrało jaśniejszych kolorów, poprawiając tym samym widoczność, choć dalej wyładowania występowały, tak czy owak...

    Obrazek


    Po tym dobrze słyszalnym dialogu zarówno Rytlock oraz Logan pogonili wszystkich, do wyruszenia w dalszą drogę. Raptory wraz ze swymi jeźdźcami, mieli ciągnąć ze sobą urządzenie z Drogowskazem, te zaświeciło oraz wytworzyło pewien niebieski okrąg, jakby pole siłowe, chroniące przed wyładowaniami. Niemniej jednak, nie była to bariera, co chroniła pociski, dlatego sam Drogowskaz był podatny na ostrzał. Aiwijczycy słysząc donośną komendę dołączyli do wymarszu, gdy już dwójka legendarnych bohaterów zaczęła prowadzić konwój na południe...

    Obrazek


    Logan i Rytlock z przodu prowadzili całą kompanię, przechodząc przez holograficzny most. Było to dość dziwne uczucie, gdyż każdy krok wydawał się niestabilny, a patrząc w dół - widoczny był ogromny spadek i klify wytworzone na skutek upadku Kralkatorrika. Na stąpanie nóg, konstrukcja technologiczna również reagowała delikatnym "mruganiem" oraz wydawaniem dźwięku, dość specyficznego i trudnego do określenia, jednak również w dziwny sposób przyjemnego dla ucha. Ci co niezbyt przepadali za wysokościami, czuli dość dyskomfort, ale wraz z konwojem czuli bardziej potrzebę pójścia dalej, niż poddać się strachu. W oddali widoczna była piękna, bujna oraz zielona dżungla. Świeża i tętniąca zarazem życiem, niemniej jednak przepełniona specyficzną energią z Mgieł oraz mocą Kralkatorrika. Słyszalne z dala uderzenia błyskawic z zjonizowanego powietrza, dobrze dawały znać o tym, że lepiej jest trzymać się wewnątrz pola siłowego, negującego dany efekt. Co oznaczało, trzymać się w grupie i wytworzyć bastion...

    Przechodząc już na drugą stronę, lecz bardziej będąc na pograniczu między dwiema strefami, widoczny był jeden fakt - niebo miało zostać kompletnie przysłonięte koronami drzew, które występowały wszędzie dookoła. Tuż przed samym wejściem w głębiny dziczy Domeny Melandru, wszyscy widzieli przemieszczający się w powietrzu okręt - Gniew Aiwe, który czuwał nad obozem i robił widocznie rekonesans w miarę możliwości. Z jednej strony, Aiwijczycy nie byli widoczni dla sług Kralkatorrika, którzy są w postaci pomniejszych smoków, lecz z drugiej - nie mogli oczekiwać pomocy okrętów bojowych - byli odizolowani, a komunikatory szwankowały, uniemożliwiając kontakt z obozem...


    Obrazek

    Obrazek

    Obrazek

    (tego obrazka powyżej, nie brać jako stan faktyczny - tylko projekcję - trudno uchwycić dobrze konwój bez graczy obok)

    Niebo było coraz jaśniejsze, dlatego widoczność również lepsza. Przy wejściu do gęstwin towarzyszyły uderzenia błyskawic o ziemię oraz odległe wybuchy. Wewnątrz głuszy dżungli wszyscy musieli trzymać się razem, co również robili. Rozglądając się dookoła wszyscy mogli widzieć przeróżne i niesamowite odmiany roślin oraz drzew, których wcześniej mogli nie spotkać lub nawet nie słyszeli o ich egzystencji. Powietrze było zjonizowane magią brandową, a pierwsze wyładowanie nastąpiło wkrótce. Ogromny piorun uderzył w niewidzialną barierę, a setki - jak nie tysiące, nici z energii przeszło w dół w chaotyczny sposób, rozładowując się na glebie...

    Było to dopiero pierwsze z zagrożeń, drugim była nieznana fauna, która już wiedziała o przybyciu nieproszonego gościa. Niespokojne zwierzęta, wyrwane z swego domu i zaniepokojone nieznaną magią wydawały przeróżne głośne dźwięki w dziczy. Łowcy mogli wyczuć, że natura tutaj jest dzika i wręcz niepojęta, nieujarzmiona oraz przede wszystkim - wolna, choć jednocześnie w paradoksie, związana magią Kralkatorrika...

    Idąc dalej drogą prowadzącą na wprost, Rytlock oraz Logan wydawali się być niespokojni. Być może faktem, że Raptory ciągnące ze sobą lewitujący Drogowskaz, wyczuwały, że ten teren jest zupełnie dziki. Niemniej jednak jeźdźcy dawali sobie póki co radę, choć nie wiadomo na jak długo. Kolejne uderzenie nastąpiło gdzieś w okolicy, a po chwili drugie wprost w niewidzialną tarczę, co przetransportowała potężny ładunek magiczny bezpiecznie w glebę...


    Obrazek


    Po nieco dłuższym marszu i będąc już głębiej w dziczy, Aiwijczycy dotarli do szerokiej polany. Wyglądała ona pięknie oraz zjawiskowo, jak nie z tego świata - choć dosłownie taka była. W oddali za drzewami coś płonęło, niemniej jednak nie wiadomo co - być może związane z wybuchem, który słyszeli chwilę przed wejściem do gęstwin. Rytlock i Logan nagle stanęli oraz zauważyli, że coś jest nie tak...

    Jasne niebo nagle spowiły czarne zastępy kłębów chmur, naładowanych magią Kralkatorrika, a tuż pokrótce od lewej, jak prawej strony zaczęły napływać siły Kralkatorrika. Przemienione zwierzęta oraz twory z brandu, plugastwa, które swymi śladami kalają piękną naturalną glebę. Wszystko nagle zmieniło się z ułamka sekundy. Wrogów wydawało się, że było z 20 na lewą oraz 30 na prawą stronę. Głównie były to na pierwszych liniach konstrukty, golemity z brandu, które pełniły funkcję tarcz, by nie strzelano w zasięgowych. Na drugiej ich, przemienione szybkie zwierzęta, co przebiegły nagle na przód, chcąc wyminąć powoli przechodzące do przodu twarde i wytrzymałe golemy tarcze, jako atak. Natomiast na trzecich, konstrukty strzelające już na odległość i posyłające deszcz pocisków. Na tyłach obu, znajdowały się dwie Hydry spaczone Brandem, które wyczekiwały by wejść do walki w najlepszym dla nich momencie...

    Logan i Rytlock przygotowali zerwali się szybko, ale widzieli, że nie mogli przejść za okrąg, więc mieli zamiar walczyć z nadciągającą pierwszą falą piechoty, broniąc raptory oraz Drogowskaz przed atakami wroga z lądu... Teraz Aiwijczycy mają okazję wykazać się w walce i zająć dogodne pozycje przed impetem ataku. Walka ta wymaga współpracy wszystkich ochotników...

    [+] Oznaczenia mapy
    - Złota gwiazda otoczona punktami - Siły Bractwa i Paktu,
    - Niebieski okrąg - Obszar ochrony przed wyładowaniami,
    - Ciemny purpur - Pierwsze linie, wytrzymałe golemity (5L, 10P)
    - Ciemny fiolet - Drugie linie, szybkie spaczone zwierzęta (10L, 10P)
    - Róż - Trzecie linie, golemity zasięgowie (5L, 10P)
    - Czerwone gwiazdy - Spaczone potężne Hydry,


    Obrazek

    ObrazekObrazekObrazek


    OOC
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział I
    PostNapisane: Śr paź 30, 2019 11:56 pm 
    Airra nie czekał bezczynnie na atak wroga. Chcąc uprzedzić i załagodzić pierwsze szkody, Airra przywołał lśniące błękitną magią stronice Księgi Odwagi. Przeszedł na prawą stronę z tarczą wystawioną przed siebie, informując pozostałych o widocznych ilościach i rodzajach wrogów w okolicy, licząc że w razie czego pobudzi to pozostałych towarzyszy do działania jeśli nie obaczyli zagrożenia.

    Dbał o to żeby stał w linii z innymi obrońcami i żeby nie wystawać przypadkiem za obszar ochronny i mieć chociaż wyładowania brandu z głowy.

    Pierwsze wyrecytowane słowa III rozdziału "Bohaterskiego Bastionu" miały zmniejszyć szkody lub uchronić całkowicie przed dystansowymi atakami przeciwnika. Następna w kolejności miał by być IV rozdział "Mężny Opór" zabezpieczając jego stronę defensywy przed potencjalnymi efektami magicznymi, z możliwością spowolnienia kolejnych magicznych ataków.

    Na koniec przyszykowałby na natarcie przeciwnika wszystkich razem z nim stojących w formacji Epilogiem "Niezłomną Formacją" by upewnić się że nie zostaną zepchnięci w głąb ich własnych sojuszników.

    W trakcie walki Airra głównie skupiałby się na defensywie, odpierając, przyjmując na tarczę i odrzucając ataki przeciwników, starając się zachować defensywną formację z pozostałymi dając pole do popisu innym z Paktu i Bractwa, jeśli byłoby to możliwe starałby się swoim ciałem nie zasłaniać im pola widzenia chyba, że to by stwarzało bezpośrednie narażenia na atak.

    Tarcza w rękach Airry jest równie groźną bronią jak jego miecz, i nie wahałby się używać jej ofensywnie jeśli w miarę bezpieczna okazja by się przytrafiła. Wiedząc, że może to być długa jeszcze droga po walce Airra zacząłby zużywać swoje pulsy mantry tylko w wyraźnej konieczności.
    Góra
       
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział I
    PostNapisane: Pt lis 01, 2019 12:38 pm 
    Właściciel karczmy "Pod Pijanym Strzelcem"
    Właściciel karczmy "Pod Pijanym Strzelcem"
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 48
    Nassan skrzywił się dość mocno coś mu nie pasowało i wiedział że to dopiero początek kłopotów. Gwałtownie ściągnął swój karabin, chwytając go swoimi włochatymi łapami, by szybko i profesionalni przybrać pozycje strzelecką w celu lepszej stabilizacji broni. Trzy pociski były już załadowanie popielec w krótkiej chwili starał się zapoznać z pozycją wroga, oraz terenem.
    Widząc golemity z brandu starał się znaleźć możliwość spowolnienia oraz odkrycia mniej odpornych wrogów, chociażby strzelając w liane która ledwie utrzymywała większy pniak na gloemitami. Zamierzał poświęcić na to jeden nabój gdy jego głównym piorytetem była likwidacja mniejszych wyskakujących jednostek w formie plugawych zwierząt i poświęcał na to duże skupienie oraz starał się wykorzystać umiejętność pijanego strzelca aż do limitu by jak najszybciej pozbyć się wrogów.



    Podsumowanie Ekwipunku



    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział I
    PostNapisane: So lis 02, 2019 8:55 pm 
    Mieszkaniec
    Mieszkaniec
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 23
    Edward wyruszając w drogę zarzucił na swa głowę kaptur by częściowo zasłonić się przed deszczem. Podczas marszu uważnie rozglądał się w okół od czasu do czasu nie przerywając marszu zamyślał się na niewielką chwilę. Za każdym razem gdy błyskawice waliły w ich barierę spoglądał na nie i lekko się uśmiechał.. chyba mu się spodobał ich widok..

    Gdy w końcu natrafili na wrogie im jednostki szybko rozejrzał się w okół. Był odrobinie zawiedziony brakiem jakichkolwiek smoków, jednak dwie hydry to i tak już całkiem dużo. Pamiętał już jedną walkę ze spaczoną hydrą w jakiej wziął udział i to jak wielką moc posiadają i jakie spustoszenie mogą zasiać mając taką obstawę. Ważne było to by jak najszybciej wybić jak najwięcej pomniejszych zagrożeń, postanowił wiec zacząć od używania swej magii do wzmacniania ataków swych towarzyszy, chciał się na tym skupić, jednak gdyby nastała taka możliwość i wrogowie wkroczyliby w jego zasięg i nie było w tym miejscu towarzyszy bezpiecznie dla nich i nie do końca bezpiecznie dla wrogów chciałby wywołać burzę chaosu, jakby nie było tu już zbyt mało burz. Preferowałby tą mniejszą grupę jako pierwszą z nadzieją iż szybko pozbędą się flankującego oddziału. Jednak nie mając takiej okazji nie próbowałby kombinować i zostałby przy wzmacnianiu pozostałych atakujących.



    Góra
      Zobacz profil  
     
    Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
    Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 48 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona

    Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


    Kto przegląda forum

    Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości


    Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
    Nie możesz odpowiadać w wątkach
    Nie możesz edytować swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów

    Szukaj:
    Skocz do:  
    cron