Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Teraz jest So cze 06, 2020 11:14 pm



  • Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 31 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
    Autor Wiadomość
     Tytuł: Wieczna Wojna - Prolog
    PostNapisane: Pt wrz 20, 2019 6:18 pm 
    Weteran
    Weteran
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 480



    Rangi specjalne
    Sekcje
    Tytuły dodatkowe
    Znaczące funkcje fabularne

    Opiekun (RP) Loremaster (RP) ROLE PLAY PVE PVP Zwycięzca Igrzysk Angu Radny
    Muzyka dla klimatu

    Ogłoszenie zostało wydane, wszyscy Sojusznicy jacy pozostali siłom Paktu - wezwani. Tak samo Bractwo Leth mori Aiwe. Wszyscy wewnątrz frakcji Złotego Miasta zostali poinformowani natychmiastowo przez Gabinet Rady o nadciągającej kampanii przeciw Kralkatorrikowi. Wieści szybko się rozniosły, a osoby wyczekujące wyzwań oraz historycznych wydarzeń wkrótce miały okazję - by się wykazać. Ochotnicy mieli się wstawić wkrótce w Dokach Lwich Wrót, gdzie miał czekać gildyjny okręt powietrzny "Gniew Aiwe"...

    Obrazek

    Aeodrom Lwich Wrót stanął otworem, a ze względu na obecny stan rzeczy i wezwanie Paktu, tętnił życiem jak nigdy przedtem. Było to ogromne miejsce charakteryzujące się wysokimi rusztowaniami i miejscami dokującymi. Uwadze nie mogły ujść oczywiście okręty, wiszące dumnie oraz oczekujące nadciągającej podróży. Wszystkie sterowce wisiały w powietrzu podpierane przez specjalne platformy, dostrzec można było również pewne osoby, które dopełniały ostatnich szlifów na strukturach pojazdów. Na parterze Aerodromu było wiele miejsca, niemniej jednak biorąc pod uwagę wezwanie Paktu, można było zaobserwować jak przybywały kolejne osoby wszelakiej narodowości, czy przynależności. Drogowskaz nie nadążał za tak wieloma sygnałami, dlatego też Asury spowolniły przepust, by nie przepychać się niepotrzebnie. Raz za razem ktoś nowy wychodził w blasku magicznym po teleportacji. Wkrótce zrobiło się dość tłoczno, a istoty przepychały się między sobą żeby tylko odnaleźć swe miejsce zbiórki. Można było odnieść wrażenie, że jest się jedynie mrówką w obliczu całej zaistniałej sytuacji. Wszyscy Ci, co zainteresowali się wydarzeniem, otrzymali wkrótce odpowiednie koordynaty oraz podaną godzinę odlotu, dlatego też nie było mowy o pomyłce...

    Bractwo Aiwe miało zarezerwowane miejsce nieopodal głównej bramy wylotowej. Duży sztandar przedstawiający dumnego czarnego ptaka na czerwonym tle wskazywał dokładnie, gdzie należy się udać na zbiórkę danej frakcji. Był to przyczółek pod platformą, na której czekał stary dobry "Gniew Aiwe", po dość długim okresie spoczynku. Placówka Bractwa była jedną z wielu obecnych oraz nie wyróżniała się zbytnio swym wyglądem - parę namiotów taktycznych wraz ze stołami i mapami. Obecni byli tam na miejscu Strażnicy Rady oraz Warden, który rozmawiał z przedstawicielem Paktu oraz doglądał ostatnich przygotowań do podróży. Obok Radnego stał również Popielec, wyglądający na kogoś kto potrafi nawigować oraz kierować dużymi pojazdami. Przedstawiciel Paktu pozostawił dla całego Bractwa wytyczne oraz wszystko zostało uzgodnione, sam odszedł w swoją stronę, a jedyne co pozostało, to poczekać na ochotników...

    Jako pierwszy przybył Nassan w ostrej woni alkoholu, który aż bił po nozdrzach tych, którzy koło niego przebywali. Obce osoby schodziły z drogi Popielcowi, głównie ze względu na zapach. Uzbrojony po zęby Popielec zjawił się oraz czekał wewnątrz placówki, przywitany przez swoich, choć raczej nikt do niego nie za blisko podchodził z podanego wcześniej powodu. Jako druga przybyła Radna Złata, wypoczęta i pełna sił witalnych, co na pewno przyda się na podróż oraz nadchodzące działania. Kobieta w towarzystwie swych zwierzęcych kompanów dała się rozpoznać dość łatwo, a obecni Strażnicy Rady zasalutowali jej z szacunkiem. Wkrótce z tłumu przechodniów wyłonił się Popielec kroczący groźno i dumnie, przywdziany w pancerz - Alarug - widać było po nim, że wie na co się pisze. Strażnicy bacznie spoglądali na przybyłego, lecz rozpoznając go skupili uwagę na dalszym pilnowaniu placówki. Następnie nadszedł Xerion, który uzyskał zgodę na podróż od przełożonych bez żadnych problemów oraz stawił się na miejscu tak jak trzeba oraz z precyzyjną punktualnością, jak na taką personę przystało. Kolejna była świeża osoba w szeregach Bractwa, Grevyart - Strażnicy jemu przyglądali się uważnie, by zapamiętać nową twarz. Tuż po nim, zjawiła się Claire wraz ze swoją wilczycą Hati, która wiernie podążała za właścicielką. Łowczyni widziała już całkiem spore zbiegowisko, a ono się jeszcze bardziej poszerzało o kolejne osoby. Edward przybył również, zapewne rozmyślał wiele o bezpośrednim kontakcie ze smokiem - w końcu nie mógł przegapić takiej okazji - przycupnął sobie gdzieś, gdzie mógł zatopić się w obłokach własnego umysłu. Astariss była kolejna na miejscu w towarzystwie Airry, który już wcześniej przyszykował sobie odpowiednie Mantry, oboje tak samo punktualnie jak trzeba, po czym czekali cierpliwie na rozwój sytuacji. Kolejna była Radna Kaeiles Mathre, przybyła również wypoczęta tak jak Złata, kobiety wiedziały co ze sobą odpowiednio począć przed solidnymi przygodami. Strażnicy przepuścili obie Radne na przód, a dokładniej pod namiot, gdzie był Warden oraz tajemniczy Popielec. Wszyscy czuli w powietrzu, pomijając woń alkoholu Nassana, że wkrótce miał nadejść czas na wprowadzenie i wymarsz do środka okrętu. Obecne osoby spoglądały na siebie i zapewne były ciekawe co stanie się dalej. Po chwili na miejsce przybył Gidoko z usmarowaną na twarzy... Czaszką z krwi. Strażnicy spojrzeli się po sobie, ale rozpoznali Sylvara, choć na pewno byli nieco zmieszani tym co miał na sobie oraz mieli go dokładnie na uwadze. Kto wie, może Grenth wysłucha jego modlitw pochodzących z rytuału? Kolejny był
    Nekromanta, tym razem Gremuar, który niezbyt wyglądał na wypoczętego. Po czym przybyła Pralinka wraz ze swoją Shiny, akurat na moment gdy wybiła już ta godzina...

    Warden spojrzał się po Radzie, po czym skinął głową do Popielca, a następnie zwrócił się ku zebranym. - Witajcie... Naprawdę mnie cieszy widok, że aż tak wiele osób przybyło. Jak dobrze wiecie, lub może nie... To, czego jesteśmy obecnie częścią jako Bractwo Aiwe, to wydarzenie historyczne. Prawdopodobnie będą o tym opowiadać przez najbliższe dziesięciolecia, być może, nawet i stulecia. Niemniej jednak, niech Wam to nie zakryje oczu i zdrowemu rozsądku... Stoimy przed zagrożeniem w postaci Prastarego Smoka, co prawda osłabionego, lecz nadal przepotężnego i niebezpiecznego. Jest okazja, a MY jako Bractwo Aiwe ją wykorzystamy. Zaraz wyruszymy na okręt, który poprowadzi nasz gościnny Kapitan z Paktu. Poznajcie Garroka... Pozwólcie, że dam mu przemówić, będzie przewodniczył organizacji przemieszczania się. - Popielec po słowach Wardena powoli skinął głową i podrapał się po swym włochatym podbródku, a następnie swoim grubym głosem odparł wprost - Sporo Was i dobrze... Podróż będzie długa, ale przybędziemy tam jako jedni z pierwszych. Za niedługo otworzą się wrota do doków i wylecimy. Podróż będzie trwała z kilka godzin, bo nie posiadamy w pełni idealnych koordynatów. Macie piękny okręt, ale jak to w nieużytkowanych sterowcach bywa, nie będziecie mieli odpowiednich warunków na odpoczynek... Więc jeśli nie zadbaliście o to wcześniej, to macie pecha. Będzie bardzo głośno huczeć. Uprzedzając pytania, tak, każdy dostanie swój przydział. Mam nadzieję, że statek po tak długim okresie spoczynku, nie rozleci się na kawałki podczas lotu. He, he... He... Dobra, dość gadania, wszyscy na pokład, mamy mało czasu! - Kapitan odparł głośno, wtedy Warden skinął głową oraz z pomocą Straży i reszty Rady doprowadzili wszystkich w górę platformy do abordażu. Wszyscy z odpowiednią organizacją zostali zapisani do odpowiednich list i tym samym doprowadzeni do serca statku, w którym już głośno huczało oraz buczało. Maszyneria wewnątrz okrętu pracowała w najlepsze, lecz ze względu na długi okres nieużytkowania - urządzenia dawały o sobie znać. Rada już miała zamykać drzwi, a Warden zauważył, jak jeszcze jedna osoba - Visiner - który szybko biegł w górę, akurat zdążając na ostatnią chwile przed odlotem. Radny pokręcił lekko głową i cyknął kącikiem ust, niemniej jednak miał zamiar kupić biegnącemu spóźnionemu parę chwil, by wejść do środka. Nagle wszędzie dookoła zaczęły wyć głośne syreny, a bramy doków ciężko się otwierały z rozchodzącym się po całym Aerodromie hukiem. Kapitan nagle wydarł się głośno gromkim głosem, przezwyciężając huki i buczenia silników - ZAMYKAĆ DRZWI! MAMY ZIELONE DO STARTU, MUSIMY RUSZAĆ I TO JUŻ! - Warden syknął cicho i patrzy jak Visiner biegnie, trzymając dla niego drzwi. Okręt już zaczął się ruszać powoli, odpychając się od platformy i zwiększać odległość od solidnego gruntu. Sylvari wdrapał się ile sił w nogach i znalazł się na ostatniej prostej - widząc jak okręt się unosi, drzwi były wciąż otwarte. Ruszył jak rasowy sprinter, łapiąc dech w piersiach ile się da i dając z siebie wszystko, po czym przy krawędzi skacze ku wejściu. Ten bez problemu na ostatnia chwilę się dostał do wnętrza, robiąc unikatowe i zarazem męczące wejście. Gdy Sylvari był w środku, Radny zamknął drzwi z hukiem. Warden poklepał po plecach Visinera, gratulując mu przybycia, po czym zajął się osobiście wpisaniem dodatkowo do listy...

    W tym czasie ogromny statek oderwał się całkiem od platformy i powoli wylatywał z ogromnego Aerodromu. Przez okna w środku okrętu, widoczne były niesamowite widoki z lotu ptaka. Ciekawskim obserwatorom ukazał się wkrótce widok, nie przeludnionych doków, a piękna panorama Lwich Wrót oraz jej unowocześniona architektura. Niemniej jednak szumienie, buczenie jak i rozległe huki w okręcie były dość irytujące, dało się jednak przyzwyczaić, lecz nie wypocząć. Po pokładzie przechadzali się inżynierowie Paktu, a dokładniej Asurańscy Technolodzy, którzy drapali się po głowie i starali się jakoś ogarnąć te huki podczas lotu - widać było po nich, że raczej nic się z tym zrobić nie da. Również można było zaobserwować małą sówkę, która sobie latała tu i ówdzie, a była to Shiny Pralinki. Ciekawski ptaszek obadał prawie każdego, widząc czym się obecnie zajmują. Poirytowała przy okazji Kapitana, przelatując mu przed zakazaną Popielczą mordą, wprawiając przy tym w śmiech jednego z asystentów lotów. Temu natomiast Popielec posłał mordercze spojrzenie, które umilkło rozbawionego Asura z Paktu, a wkrótce skupił się na locie. Sówka widziała również jak Visiner spotkał się z Claire oraz przywitał się z nią w objęciach, choć Sylvari był solidnie zmęczony po biegu na ostatnią chwilę. Widziała również jak Astariss modli się, a Airra również, zapewne o jak najlepszy przebieg wyprawy. Podróż zaczęła trwać w najlepsze, a towarzyszyły temu głośne huki okrętu, który potężnie mknął w przestworzach przed siebie. Aiwijczycy mogli zauważyć, jak już oddalają się Lwie Wrota, a za nimi leci klucz licznych podniebnych okrętów, które przejęły niczym ptaki całe niebiosa. Kapitan zadowolony chrapnął pod nosem jak to Popielec i napił się wody, po czym skupił się w pełni na pokonywaniu kolejnych odległości. Wszystkie sterowce uniosły swój poziom lotu, wysoko nad ziemią, lecąc ponad chmurami swoim tempem jak flota. Obecni na okręcie mogli podziwiać wręcz unikalny widok, którego prawdopodobnie mogą nie ujrzeć ponownie...


    ObrazekObrazekObrazek

    Obrazek

    ObrazekObrazek

    ObrazekObrazek

    Obrazek

    Mijały długie i głośnie godziny lotu po przestworzach. Przez okna niektórzy znużeni podróżą Aiwijczycy zauważyli, że lecieli przez całą noc. Oznaczało to, że nikt nie był w stanie spać przez emocje, choć bardziej przez głośną pracę sterowca. Przez chmury oraz horyzont wybijały się pierwsze promienie świtu przez krwiste niebo, które charakteryzowały się również domieszką szkarłatu oraz odcieni ciemnego fioletu. Co dziwne, niebo było pełne ciemnych kłębów chmur zasłaniających pole widzenia. Flota nakazała zmniejszyć wysokość lotu ze względu na pojawiające się wyładowania magiczne w chmurach, które rozjaśniały dokładnie ciemne krwiste niebo. Kapitan popijający sobie wodą i sprawdzający odpowiednio nawigację, komunikował się też z innymi pilotami, choć bardziej można to było nazwać krzykiem przedzierającym się przez huk silników. Okręt wytrwał próbę czasu ku pociesze Kapitana, co wydawał się wątpić w zdolności "Gniewu Aiwe". Podczas rozmów Kapitan kątem swego Popielczego oka zerknął na szybę oraz zauważył dość nietypową strukturę na oceanie, była to wyspa z przygniecionym ciałem Kralkatorrika. Wkrótce i wszyscy mogli zobaczyć ten bardzo niespotykany widok. Na miejscu krążyło już parę znacznie mniejszych sterowców, które przybyły w momencie upadku smoka i nadzorowały dokładnie teren. Kapitan wkrótce warknął głośno -TE! WYSPA! JESTEŚMY NA MIEJSCU! - Wszyscy mogli ujrzeć bardzo nietypową strukturę całego powstałego archipelagu. Okręty nagle zaczęły nadawać swoimi sygnałami oraz wszystkie wraz z "Gniewem Aiwe" obniżały się do zajęcia miejsca. Nagle dobiegł głośny pisk i komunikat z jednego radia - Tutaj Szpon! Nie jesteśmy tu sami... Tutaj są kolejne smoki! O CHOLERA... JEDEN Z NICH NA NAS... - W tym momencie wszyscy mogli usłyszeć jak za okrętem rozległ się ogromny wybuch. Po chwili przez szybę można było zobaczyć pomniejszego smoka przypominającego swym wyglądem kryształowego pomniejszego smoka, przypominającego Shatterera, który był cały w płomieniach i wyłaniał się z kłębów dymu, po zlikwidowaniu okrętu sojuszniczego. Kapitan zaklął pod nosem i cała flota dostała nakaz manewrów, nadając alarmowe sygnały, przy czym doszło do turbulencji wewnątrz "Gniewu Aiwe". Piski i huki maszyn rozlegały się po całym okręcie, wszystkim mogło dosłownie podejść serce do gardła w obliczu bezsilności. Wszystko w tym momencie zależało od Kapitana i jego umiejętności. Popielec zacisnął wszystkie swe ostre kły oraz wykrzywił swoją mordę, widocznie walcząc z wszystkimi warunkami. Jakiś niewielki odłamek przebił się przez szybę w boku z ogromną siłą, wdzierając się do środka statku. Na szczęście nikomu się nic nie stało, ale nagle czuć było ogromne różnice ciśnień. Tutaj przydała się Mantry Airra, które musiał wszystkie wyczerpać. Efekt nie objął wszystkich niestety, a jedynie kilka najbliżej osób, które miały łatwiej w wytrzymaniu lądowania. Okręt zbliżył się do lądu i wkrótce miał zacumować, wszyscy nagle zobaczyli jak na niebie rozpętało się piekło, trzymając się kurczowo swych miejsc solidnie. Sterowce zaczęły strzelać do smoków i rozproszyły się, a co niektóre również miały osiadać na wyspie, lecz po kolei. Kapitan klnąc siarczyście pod nosem, zacumował jako pierwszy i pozostawił silniki włączone, doszło do wstrząsu na całym statku. Następnie wziął w dłoń komunikator i nadał głośne powiadomienie w środku - POBUDKA KSIĘŻNICZKI! Jesteśmy na miejscu, rozpętała się wojna! Wszyscy wymarsz na zewnątrz i pomóżcie Paktowi, "Gniew Aiwe" będzie walczyć w powietrzu! PRZY OKAZJI, STRAŻ TUTAJ MI SIĘ PRZYDA. ASURY! ZAKLEJCIE JAKOŚ TO PIEPRZONE OKNO BO NAS ZASSA! - Rada i Straż zajęły się szybką ewakuacją z okrętu, a wszyscy ochotnicy wyszli na duże puste pole, które idealnie nadawało się na obozowisko. Po prawej stronie było widać niesamowicie ogromny kawał ciała Kralkatorrika, pokrytego dziwną magią. Nie dało rady się do tego zbliżyć tak po prostu do smoka, należało wcześniej przeprowadzić odpowiednie działania. Na lewo i z tyłu dookoła było widocznie umiejscowione morze. Na froncie natomiast były widoczne spomiędzy skał wystające wielkie zielone drzewa. Natomiast jeszcze ciemne niebo było przesiąknięte granatowymi chmurami, wydającymi z siebie wyładowania, a pod nimi szalały smoki, tocząc istnie zajady bój z statkami w powietrzu...

    Na miejscu wkrótce obecne były również siły Paktu, które zaczęły się zajmować fortyfikacją miejsca oraz zwalczaniem nadchodzących zbrandowanych istot czy też poirytowanych miejscowych stworzeń. Po chwili przybiega do Aiwijczyków, a dokładniej Rady - Generał Almorra Soulkeeper i przekazuje wytyczne po krótce. Jej gestykulacja była szybka oraz konkretna i łapą widocznie pokazywała na całe widoczne pole. Nagle "Gniew Aiwe" zerwał się z miejsca po wypuszczeniu wszystkich ze swoim ekwipunkiem oraz ruszył w jeszcze ciemne przestworza by walczyć ze smokami, w tym samym czasie pojawił się kolejny statek wypuszczający z siebie istoty wraz z zapasami do budowania obozowisk. Nieopodal w powietrzu widać było jak zaczęły krążyć również Charrkoptery wydając charakterystyczny łopot skrzydeł. Można również dostrzec jakieś tajemnicze istoty przypominające smoki - niemniej jednak nie atakowały one placówki, a ułożyły się wysoko na niedostępnej nikomu skale, obserwując z widocznym zainteresowaniem. Trudno było dokładniej wyczytać co to było, naukowcy się zapewne zainteresują dokładniej później po stabilizacji sytuacji. Wybuchy, strzały, okrzyki oraz katastroficzna panorama u boku spoczywającego pod gruzami smoka były mocnym przeżyciem, który podkreślał - nie jesteśmy na placu zabaw, witamy na wojnie. Wszyscy mogli się poczuć jakby wylano na nich wiadro z zimną wodą, wszystko zaczęło się dziać tak szybko. Po chwili Warden podchodzi do wszystkich i mówi - Dobra! Generał Soulkeeper dała nam wytyczne, mamy pomóc tutaj jak się tylko da z postawieniem pierwszego i zarazem głównego obozowiska. Pomóżcie jak tylko możecie, a walkę pozostawcie na razie żołnierzom Paktu. Uważajcie na siebie... Gdy będzie pora zostaniecie wszyscy wezwani do Centrum Placówki, obok jest stolik z mapą, zapoznajcie się z nią. Wymarsz! - Dookoła można było zauważyć ogrom możliwości do podjęcia czynności - należało postawić główne namioty z zapasami, ustawić mosty do najbliższych odłamków z Mgieł, pomóc z Drogowskazem Asurom Paktu. Dodatkowo asysta w przydzielaniu racji żywnościowych oraz broni obecnym żołnierzom również by się przydała, choć nie można zapomnieć o fortyfikacji trzech wyjść. Dodatkowo pomoc w ustawianiu wielkich dział przeciwlotniczym przydałaby się na miejscu, lecz również wiele innych możliwych sposobów na przydanie się w zależności od kreatywności...


    Obrazek

    Obrazek

    OOC WAŻNE
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Prolog
    PostNapisane: So wrz 21, 2019 6:05 pm 
    Właściciel karczmy "Pod Pijanym Strzelcem"
    Właściciel karczmy "Pod Pijanym Strzelcem"
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 54
    Obrazek

    Wspomnienia z przeszłości.


    Po wylądowaniu i opuszczeniu "Gniew Aiwe, poziom alkoholu we krwi popielca wyrównał się, sprawiając że był on zdolny na trzeźwą ocene sytuacji. Wiele się rozglądał i słuchał, by zapoznać się z sytuacją. Sięgnął łapą do kieszeni, w poszukiwaniu miętówek, by zniwelować swój odór alkoholu, i nie dekoncetrować osób w pobliżu. Licząc że pare sztuk zostało w kieszeni zbroji, gdyż nie zadbał o ich uzupełnienie, a mimo wywietrzenia się zapach ten mógł być wyczuwalny. Jeżeli znalazł parę sztuk wrzucił je sobie do pyska.
    Gdy Warden dał pierwsze wytyczne, Nassan w dużym wielkim zapałem wybrał sobie piorytet fortyfikacje, jako że był popielcem i nabył już w tym doświadczenie będąc w płomiennym i krwawym legionie. Nie zwlekająć udał się do zachodniego wyjścia. Na miejscu początkowo pomagał i wspierał osoby wykonujące konstrukcje, przynosząc potrzebne narzedzia, elementy lub przytrzymywał je podczas montażu, a gdy już nabrał w tym wprawy, sam zaczął montować poszczególne elementy by usprawnić pracę. Popielec co jakiś czas brał łyki z piersiówki za pazuchy, lecz żaangażowanie jakie wkładał sprawiało że jego praca przebiegała szybko i sprawnie. Dodatkowo zasugerował by przygodować jakąś substancje klejącą lub śliską, awaryjna opcja która by mogła spowolnić wrogów. Powagę i skupienie jakie zachowywał Nassan podczas tych czyności, sprawiało że gdyby nie zapach, uznano by go za trzeźwego. Jeżeli ktoś zwrócił uwagę na jego stan trzeźwości, dał do zrozumienia że jest to konieczne i jeśli ma wątpliwości to może zapytać rady, lecz w obecnej sytuacji nie ma czasu na pierdoły. Jeżeli prace zostały ukończone wcześniej, udał się do kolejnej fortyfikacji, by usprawnić jej budowę. Mimo panującej atmosfery wokół, popielec nie odczuwał strachu, wracały do niego wspomnia z walk i przygotowań jakie doświadczył w legionach, czuł że żyje...



    Podsumowanie Ekwipunku



    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Prolog
    PostNapisane: Cz wrz 26, 2019 12:35 am 
    Radny miasta Aiwe
    Radny miasta Aiwe
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 26
    Nie spodziewała się, że i on tutaj będzie, dodając złudnej otuchy. Widok Xeriona sprawił, że brwi jasnowłosej zbiegły się ku sobie, a na twarzy pojawiło się napięcie. Jeszcze nie wylecieli, a już pojawiły się pierwsze problemy i myśl, że jej umysł nie będzie wolny od trosk. Dołączyła do mężczyzny, szturchnęła go łokciem w bok i pokręciła głową. Zamierzała towarzyszyć mu w drodze, ale nie narzekała, że nie powinien lecieć – to był jego wybór.

    Wyglądała przez okna, gdy zbliżali się do celu; oceniała teren z góry, przyglądając się kolejnym elementom, ale była świadoma, że po wylądowaniu wszystko mogło wyglądać inaczej. Była zmęczona, ale nie poddawała się temu uczuciu, od czasu do czasu sięgając po manierkę z wodą, by się ożywić. Smok był złym omenem, ale Zlata nie zwykła panikować; zaciskała zęby i liczyła, że kryształowa bestia nie zderzy się z `Gniewem Aiwe`. Nawet ona żegnała się z życiem, gdy zostali zaatakowani, a wilk i kruk wpadły w niemałą panikę i musiała uspokajać zwierzęta przez resztę drogi, a właściwie lądowanie.
    A później musieli opuścić sterowiec i zabrać się za robotę, a każde ręce miały ogromną wartość, dlatego Srebrnooka nie traciła czasu na rozglądanie się po nowym terenie – zakasała rękawy i zaczęła pracować, decydując się na pomoc przy stawianiu namiotów z zapasami. Nie była szczególnie silna i mogła mieć problem przy przenoszeniu ciężarów, dlatego nie rządziła się, a słuchała wskazówek tych, którzy wiedzieli, jak takie namioty rozstawić. Wysłała kruka do lotu, by w razie pojawienia się zagrożenia informował ją o tym, a wilk miał być przy jej nodze. Podczas pracy robiła przerwę na napicie się, przekąszenie czegoś i odpoczynek, ale nie obijała się.



    Obrazek
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Prolog
    PostNapisane: Cz wrz 26, 2019 1:42 pm 
    Droga nie była spokojna. Wręcz przeciwnie. W szczególności kiedy z zewnątrz przywitała ich aura brandowej, nienaturalnej, przesączonej magią Kralkatorrika pogody. Mimo to, nie prognozowali nagłego ataku pomiotów smoka, ale można było się tego spodziewać, że Kralkatorrik będzie się bronił wszelkimi sposobami. Mimo, że nie był osobą, która obawiałaby się śmierci, to jednak nie chciał, żeby nadeszła teraz, choć był z nią pogodzony. Miał mimo wszystko nadzieję, i prosił o to piątkę, by popielczy kapitan wymanewrował wszelkie zagrożenia, a następnie w miarę przynajmniej bezpiecznie posadził okręt. Wtedy wziąłby swój ekwipunek i po rozkazie opuszczenia pokładu, wraz ze swoim sprzętem zszedłby na ląd.

    Miała rozpocząć się bitwa. Oni – Tu na ziemi – Mieli stawić czoła, ramię w ramię z Paktem. Zatłuc bestię, która spadła wraz z wyrwanymi kawałkami mgieł na ocean. Tamci – Nad nimi – Mieli zetrzeć się z niebezpieczeństwem w postaci świty prastarego smoka, która była może nawet jeszcze bardziej niebezpieczna. Na ziemi można zawsze uciec, stworzyć jakiś okop, znaleźć schronienie w jakiejś grocie, gdzie można wybić wroga jeden po drugim, zastawiając przy okazji zmyślne pułapki. W powietrzu nie ma się takiej możliwości. Tam jedyne co wchodzi w grę to wymanewrowanie ciężkim okrętem wielkiego bydlaka ze skrzydłami. Coś, co latało dzięki technologii, magii i wyszkolonej załodze, przeciwko stworzeniu, które latanie i walkę w powietrzu ma we krwi i jest to w jego naturze.

    Xerion, mimo stoickiego spokoju jaki starał się zachować na pokładzie Gniewu, kiedy stanął na gruncie odetchnął z ulgą. Uznał, że smoki stanowią największe i bezpośrednie zagrożenie dla grup sterowców jak i dla nich, na ziemi. Poza tym, zapewnienie supremacji powietrznej pozwoli paktowi nie tylko łatwiej strącić smoki, ale też bezpieczniej i skuteczniej dostarczać zasoby. Dlatego właśnie zamierzał pomóc przy rozstawianiu dział przeciwlotniczych. Nie rzucał się z motyką na słońce. Nie zamierzał udawać, że wie jak to robić. Zamiast tego zaoferował swoją pomoc i poprosił o przydzielenie zadań. Wykonywał rozkazy bez sprzeciwów. Jeśli kazano mu nosić zapasy potrzebne do konstrukcji dział, to nosił je. Jeśli kazano mu coś przytrzymać, żeby łatwiej było zamocować jakiś element to robił to, starając się jak najwierniej trzymać powierzanych przez inne, wyższe rangą i wiedzą w tym zakresie osoby. Nie kwestionował rozkazów.

    Co jakiś czas, kiedy czuł pragnienie sięgał do manierki z wodą by wziąć niewielki łyk. Nie zamierzał zużywać racji za szybko. Nigdy nie wiesz, kiedy skończy ci się woda i kiedy będzie potrzebna. Wolał zwyczajnie racjonować sobie tyle, by ugasić pragnienie, zapewnić nawodnienie organizmowi i nie przesadzać z zużywaniem płynów.

    Starał się również co jakiś czas rozglądać, czy aby ktoś nie potrzebuje nagłej pomocy przy innych zadaniach w pobliżu. Gdyby tak było nie szedłby sam do pomocy, bo miał inne, powierzone zadania, ale poinformowałby kogoś z paktu o tym, że potrzebna jest gdzieś większa pomoc. Bez oficjalnego oddelegowania nie porzucał wsparcia konstrukcji dział przeciwlotniczych.

    Miał też nadzieję, że ktoś z paktu już wykopał jakiś wychodek, a jeśli nie, to zasugerował, że warto to zrobić, żeby wszelkie nieczystości gromadzone były w jednym miejscu.
    Góra
       
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Prolog
    PostNapisane: Cz wrz 26, 2019 1:59 pm 
    Medyk miasta Aiwe
    Medyk miasta Aiwe
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 24
    Obrazek

    Gdy Edward ujrzał pierwszego smoka, jego oczy pozostały szeroko otwarte i długo takie zostały, z pewnością ogarniało go szczęście, choć może jednak było to szaleństwo? Na niebie spowitym purpurem kryształowe smoki z powietrznymi okrętami toczą bój. Burza brandowych wyładowań wszędzie w okół otaczając ogromne cielsko smoka pradawnego, a on stoi tu. Razem z resztą bractwa i paktem. Nie był w stanie stwierdzić po której stronie się znalazł, czy to niewłaściwa strona wiecznego raju, czy ta właściwa domeny cierpienia.

    Będąc już na stałym gruncie wysłuchał odprawy Wardena, jednak nie mógł się powstrzymać przed obserwacją niebios. Po tym jak Warden oddał rozkaz do wymarszu został na miejscu jeszcze chwilę dłużej, gdyż jego uwagę zwróciły smokopodobne istoty obserwujące ich z niedostępnych półek skalnych ponad nimi, gdyby były wrogo nastawione zapewne już dawno by zaatakowały, może to w końcu jakieś dobre smoki tak jak Aurene? W tym momencie jednak nie dało się im przyjrzeć, a i nie był to czas na takie zabawy, w końcu jeżeli nie rozłożą obozu wystarczająco sprawnie wróg roznieść nas wszystkich. Nie ma co być dalej kompletnie bezużytecznym obserwatorem...

    Edward podszedł do mapy by zapoznać się dokładnie z jej zawartością, przeanalizował ją jak mógł. Postanowił iż może zająć się pomocą w ustawianiu mostów. To najdalsza część obozu co prawda, jednak jeżeli ktoś by ich zaatakował ma możliwość użycia swej magii i przywołania klona czy dwóch do odwrócenia uwagi. Wybiera się na początek wspomóc stawianie mostu na południu. Jeżeli po uporaniu się z mostami pozostanie jeszcze trochę czasu może zaoferować jeszcze swą pomoc przy wydawaniu żywności i broni, zależnie od tego gdzie będzie bardziej potrzebna dodatkowa para rąk. Zapowiadają się ciekawe chwile w tym miejscu, lecz najciekawsze może jeszcze chwilę poczekać.



    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Prolog
    PostNapisane: Cz wrz 26, 2019 5:16 pm 
    Mieszkaniec
    Mieszkaniec
    Offline

    Posty: 24
    Popielec w trakcie drogi nie pokazywał po sobie żadnych skrajnych emocji. Na pewno był przejęty, ale jednocześnie nadzwyczaj spokojny i skupiony, pogodzony z tym, że w powietrzu jest na łasce losu. Wypatrywał w przestrzeń w pełnym skupieniu, gdy docierali do wyspy, jego mięśnie poruszały się tylko na tyle, ile było to niezbędne do zachowania równowagi na pokładzie. Dopiero słysząc dodatkowy huk skulił uszy i się pochylił, a obiema łapami chwycił najstabilniejsze rzeczy, które miał pod łapą. Trwał tak chwilę, szykując się na pogorszenie sytuacji, ale wrócił do wcześniejszej postawy od razu, jak tylko się zorientował, że jeszcze są dosyć bezpieczni.
    Warknął patrząc na opadający wrak i wyłaniającego się smoka, w myślach zapewne życząc mu śmierci. Teraz jednak nie mógł zadziałać nic więcej.
    Po wylądowaniu, upewnił się, że ma ze sobą swoją torbę i ruszył do zejścia z pokładu na stały grunt. Od razu zebrał się do odprawy, nie ociągał się, wyraźnie zależało mu na usłyszeniu wytycznych. Szybko pogodził się z tym, że pracę mają zorganizować sobie sami. Skinął łbem na słowo o wymarszu i podszedł do mapy. Nie przepychał się do niej, tylko spojrzał na nią z góry, wykorzystując atut swojej wysokości.
    Postanowił wesprzeć Paktowiczy pracujących przy mostach, obserwacją, ochroną i fizyczną pracą, jeśli tylko zostanie o taką poproszony. W pełni zdyscyplinowany, przyjmowałby polecenia członków Paktu, jednak oceniał by wszystko rozsądnie i nie podejmował by się zadań, które są nierealne, ponad jego siły, albo zdecydowanie do niego nie pasują i lepiej, jeśli wykona je ktoś inny. Ale nawet w takim wypadku starałby się służyć radą i pomocą, w takim zakresie, by nie osłabiać swojej wartości bojowej
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Prolog
    PostNapisane: Cz wrz 26, 2019 5:35 pm 
    Obrazek

    Lot mógł minąć spokojnie. Mogła starać się ignorować huk, zamęt i zlęknione spojrzenia. Ba, mogła nawet próbować zdrzemnąć się chwilę w ramionach Airry. Ale nie mogła zignorować kryształowego smoka, który zaatakował Gniew Aiwe. Wtedy dotarło do niej, na co tak naprawdę się pisze. Jakie ryzyko mają przynieść kolejne godziny, dni. Było to jak łyk lodowatej wody. Zdziwiła się jednak reakcją swojego organizmu, bo kiedy popielec walczył, by spokojnie wylądowali, ona nie czuła nic. Cały lęk, niepokój i strach, w chwili, gdy zobaczyła smoka, zamienił się w determinację i chłodną logikę.

    Z takim nastawieniem zeszła ze statku, kiedy szczęśliwie udało się im wylądować. Wiedziała, czego szuka. Znalazła kogoś odpowiedzialnego za sekcję medyczną i tam postanowiła wykorzystać swoje umiejętności. Wznoszenie namiotów zostawiła silniejszym od siebie, a sama skupiła się na gromadzeniu i zorientowaniu się we wszystkich zapasach lekarstw, opatrunków i ziół - wszystkiego, co mogłoby się przydać. Rozejrzała się również po okolicy, oceniając położenie samego obozu. Wiedziała, że jeżeli dojdzie do walki, nie będzie to miało większego znaczenia, ale analiza i kalkulacje zawsze ją rozluźniały.

    Jeżeli miała możliwość, starała się zapamiętać cały rozkład miejsca, w którym jest, osoby dowodzące i ilość zapasów. Jak tylko była okazja, starała się również odpocząć, by zachować jak największą ilość sił i móc służyć każdemu, kto będzie potrzebował jej pomocy. Przy budowie mogło zawsze dojść do niechcianych wypadków.

    W powietrzu czuć było wyczekiwanie, strach i podniecenie. A może to magia smoka? Czuła ją, tak samo jak czuła magię wody, krążącą w swoim ciele.


    Obrazek
    Góra
       
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Prolog
    PostNapisane: Cz wrz 26, 2019 8:26 pm 
    Mieszkaniec
    Mieszkaniec
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 59
    *Pierwszym co zrobiła zaraz po wypuszczeniu z objęć Visa było upewnienie się czy zabrał ze sobą wszystko i czy nic mu nie jest. Drogę spędziła na odpoczynku i przygotowaniach, na tyle na ile pozwalały warunki. Analizowała swój ekwipunek, organizowała rzeczy i zadbała o to, by bronie były w najlepszym stanie. Gdy pojawiły się pierwsze turbulencje siedziała w swoim pokoju, uspokajając wilczycę i trzymając za rękę Visa. Nie przywiązywała zwykle większej wagi do religii, ale w tym momencie nawet i ona po cichu prosiła bogów o pomoc. Po odzyskaniu przez popielca kontroli nad lotem odetchnęła z ulgą. Nie zapomniała mu podziękować przed opuszczeniem pokładu.

    Stanąwszy na stabilnym gruncie rozejrzała się uważnie po okolicy. Nie traciła jednak czasu i głosiła się do pomocy. Wybrała miejsce, w którym uważała, że przyda się najbardziej, czyli tam gdzie rozdawano bronie i racje żywnościowe. Po dostaniu wytycznych od razu wzięła się za pracę. Uwijała się i była dokładna w tym co robi. Czasami tylko jej wzrok wędrował na niebo. Nie umiała powiedzieć czego tam szukała. Na pewno jednak nie chciała też tam niczego znaleźć.*



    Obrazek
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Prolog
    PostNapisane: Pt wrz 27, 2019 9:17 am 
    Vis w czasie lotu jeszcze raz sprawdził swój ekwipunek, czy czegoś nie zgubił w czasie biegu lub czy o czymś nie zapomniał. Gdy się upewnił - odpoczął na tyle, na ile było to możliwe.

    W chwili, kiedy zrobiło się w powietrzu "gorąco", zachował spokój (duchowy) i równowagę (fizyczną). Cokolwiek miałoby się zdarzyć, czuł, że Awijczycy wyjdą z tej opresji cali. Nie mógł zrobić i tak nic pośród chmur. Więc został przy Claire i Hati.

    Zaraz po zejściu ze statku, wziął głęboki oddech i rozejrzał się dokładnie po okolicy szukając newralgicznych punktów czy ważnych obiektów, bo już w tym momencie włączył mu się tryb "zwiadowcy". Przy tej okazji, gdzieś na boku szybko zrobił rozgrzewkę, by przygotować swe ciało na nadchodzący wysiłek. Następnie nawodnił organizm i jak kazał Warden - podszedł do mapy, uważnie ją studiował przez chwilę (starał się zapamiętać jak najwięcej szczegółów).
    Postanowił udać się na Zachodnie wyjście, by pomóc tam w fortyfikacji.

    Ponownie udał się lekko na ubocze, by przez chwilę pomedytować, skupić się i zyskać nieco energii, a potem odszukał już Claire - powiedział jej o swoich zamiarach, a potem ruszył.

    Na miejscu starał się pomóc jak tylko mógł, oddając się pod rozkazy tamtejszych dowodzących (uprzednio przedstawiając się i informując, że jest z Aiwe), wszak oni - koordynatorzy powinni wiedzieć co trzeba zrobić najpierw. Generalnie był widoczny w dobrym humorze i starał się od czasu do czasu rzucić jakimś głupim tekstem, żartem, nawiązać w jakiś śmieszny sposób do tej latającej kupy kryształów, by podtrzymać na duchu obecnych przy nim żołnierzy, zagrzać do pracy, walki i współpracy.
    Jednak, czy to był "dobry humor" czy też jakaś reakcja na stres??

    W czasie pracy zachowywał czujność, i gdzieś choćby kątem oka co jakiś czas zerkał, czy nie czekają na niego i jego towarzyszy jakieś nieprzyjemne niespodzianki, czy ktoś nie potrzebuje pomocy, nie wpadł w jakieś kłopoty w swojej pracy i czy "coś" nie zwiastuje jakiegoś nieszczęścia.
    Góra
       
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Prolog
    PostNapisane: Pt wrz 27, 2019 8:14 pm 
    Przyzwyczajony do podróży naziemnych nekromanta podczas lotu był dość niespokojny, lecz starał się to dzielnie znosić. Otuchy dodawała mu myśl że zaraz po wylądowaniu i wyjściu ze sterowca zaparzy sobie herbatę i wypije ją wraz ze swoją przybraną córką. Rzeczywistość okazała się być zupełnie inna, po wyjściu ze sterowca Heksagon udał się na zbiórkę i po usłyszeniu poleceń postanowił pomóc rozkładać namioty. Nie było czasu na przyjemności, jedyne co mógł zrobić to zapytać kilka przechodzących osób o Ivy Heksagon, jednak nikt nie mógł mu odpowiedzieć na to pytanie, nekromancie nie pozostało więc nic innego jak ruszyć do pracy.
    Kiedy dotarł na miejsce odłożył swój sprzęt w miejscu widocznym i łatwym do zapamiętania. Nekromanta zajął się łączeniem kijków i rozstawianiem w taki sposób by namiot wytrzymał jak najdłużej.
    Podczas pracy towarzyszyło mu dziwne uczucie, poczuł je już przy wysiadaniu, lecz coraz bardziej zaczęło się nasilać. Ta pewna aura niepewności oraz uczucie o nadchodzącym wielkim zagrożeniu sprawiła że choćby chciał nie mógł przestać być czujnym.
    Góra
       
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Prolog
    PostNapisane: Pt wrz 27, 2019 8:34 pm 
    Wyszedł na pokład chcąc zobaczyć wyspę na której mógł spędzić ostatnie minuty swojego życia. Tak w jaki sposób często rozpoczynają się chwile agonii tak wraz z chwilą ujrzenia lądu rozległ się ogromny wybuch. Na szybach okrętu odbił się blask płomieni. Drżenie podłogi i sygnały alarmowe odezwały się chwile później. Nekromanta przełknął ciężko ślinę i chwycił się czegoś by nie upaść. Myśli chaotycznie przebiegały mu przez głowę kiedy lekka dawka adrenaliny rozchodziła się po organizmie w powstałym szoku. Po chwili przymknął oczy uspokajając emocje. Gdy je ponownie otworzył został w nich widoczny jedynie błysk determinacji.
    Na lądzie odetchnął z większą ulgą. Kiedy dostali wytyczne dotyczące aktualnych działań przyglądnął się dokładnie mapie starając się ją zapamiętać. Rozejrzał się po miejscu które miało stanowić obóz. Prawdopodobnie najbezpieczniejsze miejsce jakie zobaczy w najbliższej przyszłości. Podjął szybko decyzję i lekko uginając nogi przywołał z chmur nekromanckiej magii dwa pajęczakowate golemy. Skierował się w stronę zachodniego wyjścia gdzie chciał pomóc w budowie mostu. Słuchając poleceń używał swoich minionów do pomocy noszenia ciężkich materiałów. Starał się być ostrożny by przypadkiem się nie ześlizgnąć, stosował się do wszystkich środków ostrożności należytych przy konstrukcji na wysokościach. Jeśli skończył przed czasem miał zamiar sprawdzić czy nie potrzebna jest pomoc w innych częściach obozu.
    Góra
       
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Prolog
    PostNapisane: Pt wrz 27, 2019 10:39 pm 
    Weteran
    Weteran
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 210



    Rangi specjalne
    Sekcje
    Tytuły dodatkowe
    Znaczące funkcje fabularne

    Opiekun (RP) ROLE PLAY Radny
    To był długi lot i chociaż zmęczenie dawało jej się we znaki to by nie marnować wody wyciągnęła z sakwy kawałek materiału lekko zwilżyła go nią i w ten sposób orzeźwiała swoja twarz, w usta wsunęła jeden kawałek suszonego mięsa i przeżuwała go by zaspokoić pierwsze objawy głodu.
    Jej twarz zazwyczaj uśmiechnięta i pogodna teraz była spięta i poważna, jej turkusowe oczy niespokojnie przeczesywały niebo
    "Ile to czasu minęło" - pomyślała wpatrując się ciemny punkt na niebie. "Dopiero co pokonaliśmy Mordremotha, a teraz przyjdzie nam się zmierzyć z kolejnym smokiem" - pokręciła przecząco głową spuszczając wzrok po czym unosząc go i przypatrując się osobom przebywającym na statku. "Bogowie miejcie nas w opiece, gdziekolwiek się udaliście. Dwayno czuwaj nad wszystkimi, którzy zdecydowali się zaryzykować swoim życiem" - zamknęła na moment powieki.
    Nie dane jej było zatopić się na dłużej w myślach, gdy usłyszała huk, Cif podskoczyła na na kosturze odwracając swój łepek w stronę z której dobiegł hałas, a ona uniosła powieki szukając źródła wybuchu.
    "Kraylok miał rację, co ja tu robię, mam dwójkę dzieci o które trzeba zadbać" - przebiegło jej przez głowę. "Jaka przyszłość ich czeka jeżeli Kralkatorik przeżyje" - zganiła siebie od razu i zapanowała nad sobą biorąc głęboki wdech i wypuszczając powoli powietrze.
    "Kapitan da radę, wybraliśmy najlepszego do kierowania "Gniewem"" - pewność słów w jej myślach spowodowało,ze na jej twarzy pojawił się spokój pomieszany z pewnością, że będzie dobrze.
    Pewnie ustawiła nogi na pokładzie i wystawiła dłonie tak by w razie wstrząsu oprzeć się na arkanowych ścianach, gdy statkiem rzuciło, a po chwili usłyszała, komunikat kapitana opuściła dłonie i wyszła ze statku jako ostatnia.
    Pozwoliła sobie na szybki rzut okiem na otaczający ją krajobraz, by następnie skupić się na słowach Almorry, wysłuchała popielki w ciszy po czym poszukała sobie zajęcia.
    Zanim jednak udała się do południowo-zachodaniego wyjścia, przysiadła na ziemi z dala od biegających osób, skrzyżowała nogi i przymknęła oczy, jej oddech spowolnił, medytacja nie była długa, trwała zaledwie parę minut nie dłużej niż pięć, lecz było jej to potrzebne by zregenerować swój organizm na tyle by być pomocną i cały czas gotową na walkę.
    "Urodziłaś dwójkę dzieciaczków, co to dla Ciebie zarwane i nieprzespane noce" - wewnętrzny głos w jej głowie wspomagał medytacje.
    Wstała, rozluźniła ramiona, chwyciła za bukłak i zrobiła solidnego łyka wody po czym nie zatrzymując się wręcz truchtem przebyła odległość dzielącą ją od fortyfikacji.
    Nie miała na tyle siły by stawiać bele, czy też je trzymać, lecz wspomagając się magią ziemi, chciała chociaż spiętrzyć jej grudki, by bele wchodziły w nią głębiej, jeżeli poczuła, że jest to ponad jej siły to zaproponowała iż w niedalekiej odległości od fortyfikacji można zrobić pułapki, ale żeby nie machać łopatą i osłabiać się fizycznie, to skorzystałaby z mocy arkan i dzięki niej wydrążyła za pomocą wybuchów podłużny lej, który następnie wypełniłaby wrzącą lawą.
    Jeżeli pomysł uznany byłby za dobry zabrałaby się od razu do pracy, jeżeli jednak pracujący przy fortyfikacjach potrzebowaliby innej pomocy porzuciłaby swój pomysł i bez wahania rzuciłaby się w wir przygotowań.



    Obrazek


    Ostatnio edytowano Pt wrz 27, 2019 11:29 pm przez Kae, łącznie edytowano 1 raz
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Prolog
    PostNapisane: Pt wrz 27, 2019 11:17 pm 
    Sylwari nie wytrzymała i wybuchnęła śmiechem widząc minę Kapitana okrętu, kiedy Shiny przeleciała mu przed nosem. Przez myśl jej przebiegło, aby skarcić sówkę za przeszkadzanie w locie, ale ostatecznie tego nie zrobiła, bo przecież Shiny nie zrobiła niczego złego, a przyda się wszystkim chwila śmiechu. Kto wie, czy nie ostatnia. Jednak kiedy statkiem wstrząsnęły perturbacje przywołała sówkę do siebie, aby nie przeszkadzała załodze w chwili niebezpieczeństwa, oraz... aby mieć ją przy sobie. Myśl, że okręt mógłby zostać strącony, a one rozdzielone przeraziła ją. Resztę lotu spędziła na ubieraniu Shiny w kubraczek (ciężkie godziny lotów z obciążeniem okazywały się nie tylko zwykłą rozrywką dla rozbicia monotonii dnia w Gaju) oraz ostatnim przeglądzie sprzętu. Gdy okręt przycumował były już w pełnej gotowości do działania, po drzemce w swoich objęciach w środku nocy (konieczność nieustannego skupienia przy życiu w dwóch ciałach pomagała w wyciszeniu się niezależnie od warunków zewnętrznych)
    Kiedy wszyscy wyszli na wyspę podeszła w kierunku mapy, ale nie pchała się w tłok przy stole tylko stanęła tak, aby nikomu nie przeszkadzać i skorzystała z oczu Shiny, która podleciała nad stół. Starała się dokładnie zapamiętać topografię terenu wyrysowaną na niej, tak aby wrył się zarówno w jej jaki i w Shiny umysł. Już z sową na ramieniu i mapą w głowie skierowała się do punktu wydawania racji żywnościowych. Nie była silna, więc budowanie obozu pozostawiła innym, jednak dobrze wiedziała, że gdzie jest wielu żołnierzy jest też wielu głodnych, a pomoc w kuchni polowej zawsze się przyda. Dlatego tez poszła do zarządzających tą strefą zaopatrzenia i przedstawiła się mówiąc kim jest i zaproponowała swoją pomoc. Albo - jeżeli w drodze do dowództwa zauważyła, że ktoś potrzebuje pomocy - zaczęła pomagać wpadając w wir pracy. Shiny siedziała jej na ramieniu, co jakiś czas wzlatując w górę aby zorientować się w sytuacji otoczenia, a jeżeli trzeba było przenieść jakieś małe i lekkie pakunki to grzecznie i ostrożnie nosiła je w szponach. Mogła też nosić meldunki wewnątrz obozu, jeżeli zostały zawarte na piśmie i przytwierdzone do jej nóżki.
    W pewnym momencie Shiny przyleciała do Pralinki, aby przypomnieć jej, że powinny coś zjeść i wypić.
    Góra
       
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Prolog
    PostNapisane: Pt wrz 27, 2019 11:26 pm 
    Mieszkaniec
    Mieszkaniec
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 8
    Greyvart całą podróż zadziwiony był otaczającą go skomplikowaną technologią. Przyglądał się pracy załogi i wsłuchiwał się w szum i łomot działającej maszynerii.
    Widok smoków przyprawił go o niepokój, który wzmógł jednak chęć poznania. Ogromne cielsko pradawnego stworzenia było czymś czego nie wyobrażał sobie w najśmielszych snach.
    Gdy wyszli ze statku, wojownik postanowił pomóc przy rozkładaniu artylerii. Szczególnie interesowała go konstrukcja tej potężnej broni. Zastanawiał się czy mógłby wykorzystać coś podobnego do swoich celów.
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Prolog
    PostNapisane: Pn wrz 30, 2019 10:27 pm 
    W trakcie gdy okręt stawał się wylądować, Airra z całym skupieniem wspierał wysiłki tych na pokładzie wyczerpując przy tym całą moc przygotowanych wcześniej mantr. Nie spodziewał się że już od samego początku tak bardzo będzie musiał włożyć w to energii. Zanim jeszcze jednak opuścił okręt spojrzał w dół na miejsce upadku Kralkatorika, marszcząc się, zaciskając pięści i zęby a oczy zabłysły delikatnie płomieniem "Wreszcie się spotykamy w osobie ty gadzie...." pomyślał sprawdzając status każdego z Awijczyków.

    Gdy okręt wylądował, miał w głowie tylko jedno żeby nie zapomnieć niczego i żeby bezpiecznie wyjść z Astariss i pozostałą częścią Awijczyków na solidny grunt, gdzie wysłuchał tego co Warden ma do przekazania, po czym przyjrzał się mapie obserwując wcześniej gdzie kto idzie.

    Po krótkiej chwili zostawił wszelkie części zamienne i mniej konieczne części rynsztunku w okolicy gdzie miały zostać postawione namioty. Pierwszym jego ruchem było ostatnie troskliwe i zmartwione spojrzenie w kierunku Asti zanim ruszył w stronę miejsca gdzie miały być stawiane machiny przeciw lotnicze. Chcąc wykorzystać wiedzę, którą posiadł podczas treningów na Strażnika o machinach bojowych i oblężniczych starał się być bardzo dokładny i precyzyjny w wykonywanych pracach.

    W trakcie prac nad składaniem baterii, Airra bacznie obserwował niebo, w razie gdyby były jakiekolwiek próby ataku z góry, Airra mógłby mieć w gotowości wersety III rozdziału z Księgi Odwagi, lub cytaty z pozostałych rozdziałów jeśli takowe byłyby potrzebne obecnym tam Paktowiczom.

    Zdając sobie sprawę z tego, że Mantry zostały wyczerpane przed wylądowaniem, sam zdecydował najpierw o pomocy w postawieniu baterii przeciwlotniczych, a dopiero potem jeśli na to spokój i chwila czasu pozwoli, chciał spróbować przygotować na przyszłe potyczki Mantrę Pocieszenia i Mantrę Mocy.
    Góra
       
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Prolog
    PostNapisane: Cz paź 03, 2019 4:21 pm 
    Weteran
    Weteran
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 480



    Rangi specjalne
    Sekcje
    Tytuły dodatkowe
    Znaczące funkcje fabularne

    Opiekun (RP) Loremaster (RP) ROLE PLAY PVE PVP Zwycięzca Igrzysk Angu Radny
    ObrazekObrazek
    ObrazekObrazek

    Obrazek


    Po długich godzinach lotu oraz przybyciu na dany scenariusz wszystko okazało się być nie snem, a jawą. Wyciągnięci nagle z pięknego snu, zauważyli jak wygląda prawdziwe oblicze walki z Prastarym Smokiem. Wpierw po pustym polu, gdzie miały się pojawić namioty oraz inne obiekty wymagane do konfrontacji, przemierzali różni żołnierze Paktu oraz najemnicy. Po niebiosach latały Charrkoptery oraz sterowce odpierające desant z powietrza od strony pomiotów Kralkatorrika.

    Po przekazanych instrukcjach Nassan zareagował jako pierwszy biorąc parę miętówek do pyska, by zniwelować odór. Popielec czuł wewnątrz siebie odpowiedni poziom alkoholu we krwi, można powiedzieć, że zadowalający i pozwalający mu jednocześnie normalne funkcjonowanie. Zapach pochodzący od niego już nie irytował, tak bardzo, lecz został zakamuflowany. Po szybkiej odprawie Popielec ruszył na zachodnią część, gdzie zaczął pomagać z fortyfikacjami. Siła Nassana oraz jego zapał okazały się przydatne, współpracownicy wykorzystali całą pomoc, jaką otrzymali. Na sugestię, by ustawić pewną śliską substancję, żołnierze Paktu oraz operujący nimi strateg - nie zgodzili się oraz skupili się na swej głównej pracy, by jak najszybciej ustawić, to co trzeba. Prace u Popielca trwały długo i jednocześnie były męczące, lecz dali sobie radę w sam raz. Będąc w najdalszym zakątku, widział ogromne cielsko Kralkatorrika oraz jak dziwnie emituje energią. Był jednocześnie najdalej od zagrożeń, które mogły być widoczne z dołu, a występujące ku niebiosach.

    Złata czuła zapewne napięcie oraz sporo myśli przebiegało przez jej głowę, lecz zachowała swój profesjonalizm. Radna wyruszyła w mig wspomóc ustawianie namiotów, jednocześnie przeciskając się przez innych żołnierzy, którzy mieli swoje do roboty. W gąszczu skrajnych emocji oraz wobec oblicza samego Kralkatorrika, nawet rangi nie pomagały. Słychać było jednak od czasu do czasu warknięcia Almorry, która sama miała problemy by nad wszystkim zapanować. Złata spotkała na swej drodze dobrych współpracowników, a sama kobieta, wypoczęta i pełna sił, nawet zdziwiła się, jak wiele ludzkie ciało może przenieść ciężarów oraz jak dużo pracy można wykonać. Adrenalina płynęła w żyłach każdego, nie czuła zatem też zmęczenia, lecz nawet pewną werwę do dalszej pracy. Kruk przez ten czas zauważył, co prawda nie zagrożenie bezpośrednie, ale nadal dość ważny znak. Towarzysz łowczyni był na tyle wysoko, że widział jak Kralkatorrik jest pokryty pewną twardą dziwną substancją, wydzielającą pewne ciemno-purpurowe kłęby zjonizowanych magicznie chmur. Zwierze od razu wiedziało, że to nie jest dobry znak. Również zauważyło, jak na niebiosach statki strzelały w smoki, a przerośnięte pomioty uderzały w sterowce. Niektóre z latających pojazdów wybuchały, tak samo jak silne jednostki smoka upadały do morza, wcześniej postrzelone ciężko przez artyleryjne pociski. Tam na ziemi jednak od czasu do czasu upadały odłamki z sterowców, jak czerwony jasny deszcz ognisty z nieba. Złata została ostrzeżona przez swego kruka i jednocześnie udało się jej wraz z Szarym schować za skałą. Radna widziała, jak do jej miejsca chciał podbiec również panikujący Asur z Paktu. Niemniej jednak tuż dojściem do azylu, jego małe ciało upadło bezwładnie na ziemie, a Złata zauważyła wielką dziurę w głowie ofiary, która sączyła się krwią. Samemu ptasiemu towarzyszowi nic się nie stało, natomiast Złata mogła powrócić do pracy, choć zapewne nieco spanikowana nagłym aktem zgonu współpracownika. Również mądrze postępująca kobieta odpoczywała i dostała swoją rację żywnościową oraz wodę, zgodnie z standardowym przydziałem Paktu. Pożywiła się oraz nawodniła, po czym wyruszyła do dalszej owocnej pracy, jednocześnie mądrze pożytkując czas.

    Xerion po szybkim spotkaniu ze Złatą wyruszył wkrótce do dział przeciwlotniczych, a raczej do miejsca, gdzie miały one zostać ustawione. Człowiek wraz ze swoim sprzętem, przeszedł przedzierając się przez tłumy żołnierzy idących do swych obowiązków, lecz bez większych problemów. Widząc jednocześnie sytuację na niebie, trafnie ocenił potrzebę posiadania wsparcia do walki powietrznej. Xerion nie marnował czasu, wyruszył do pracy wraz ze swoimi współpracownikami, którzy powierzali mu odpowiednie zadania, polegające głównie na doniesieniu odpowiednich komponentów w skrzyniach, czy innych workach oznaczonymi odpowiednimi numerami seryjnymi. Dzięki swej ostrożności, Xerion podczas krótkiego deszczu ognistego z wraku powietrznego statku, ukrył się oraz przeczekał, widząc jak reszta żołnierzy spanikowała, a paru z nich padło. Widział również jak sanitariusze sprzątają zabitych tak jak rannych, po czym wyruszają w swoją stronę w dużym skupieniu. Człowiek mądrze pracował oszczędzając siły, ale też nie obijając się. Uzupełniał swe potrzeby fizjologiczne oraz bez problemu mógł kontynuować swą misję. Na sugestię z wychodkami, został poinformowany, że to dobry pomysł, po czym za wysłuchaniem pomysłu Xeriona, zrobiono w ustronnym miejscu dołki na nieczystości. Poinformowano również wszystkich o tym fakcie, co zapewne dało Xerionowi pewnego plusa, jeśli chodzi o siły Paktu.

    Edward widząc smoka, zapewne odczuł ogromną fascynację graniczącą z ekspresją nieco wyższych form szczęścia, jakie można odczuć psychofizycznie. Wlepił swe oczęta w niebiosa, wpatrując się w tamtejszą walkę - można powiedzieć, że myślami odfrunął, przez co gdy stał tak jak kołek, był popychany i trącany przez przebiegających żołnierzy, aż upadł tyłkiem na błoto. To z pewnością przywołało Edwarda z powrotem na ziemię w trybie ekspresowym, choć wręcz natychmiastowym. Człowiek pozbierał się w sobie oraz wyruszył do mapy, zapoznając się z nią. Przez myśl Edwarda przeszła pomoc z mostami, co oczywiście miał zamiar zrobić. Przez moment nie był pewny od którego zacząć, ale w końcu zdecydował się by pójść na stronę zachodnią, gdzie również poszedł Nassan. Dzięki temu Edward ominął deszczu ognia, ale widział w oddali oznaki paniki oraz poruszenia. Niemniej jednak poszedł do zachodniej bramy i wraz z Asurami zaczął ustawiać most oraz słuchać się ich instrukcji. Jednocześnie Mesmer mógł odczuć nagły przypływ adrenaliny, szczęścia, czy też innych dziwnych skrajnych emocji - zauważył duży kawałek ciała Kralkatorrika oraz był najbliżej niego niż reszta towarzyszy. Ogromny przepotężny prastary twór leżał osłabiony, lecz nadal skrajnie niebezpieczny, pokryty kryształami i emanujący brandową energią oraz zjonizowanymi chmurami magicznymi. Edward mógłby tak podziwiać godzinami ten twór, lecz nie miał czasu. Mocno zdezorientowany nic nie jadł, ale też coś pomagał, głównie gapiąc się na smoka. Udało się jednak ukończyć zachodni most.

    Alarug z kamienną twarzą, ale z wewnętrznym niepokojem myślał spokojnie i racjonalnie. Miał ze sobą swoją torbę oraz wysłuchał wytycznych odnośnie jego zadania. Miał na myśli pomoc przy mostach, lecz trochę ich było. Jeden z Paktowiczy poprosił go o pomoc przy południowym moście, gdzie miał najbezpieczniejsze warunki do pracy oraz jednocześnie najpiękniejsze widoki na wyrwany kawałek z Mgieł, należący do Melandru. Miał tam najlżej i w sumie pracował bez większego problemu, dostosowywał się do poleceń swych współpracowników oraz pomagał, jak tylko mógł - nic ponad siły.

    Astariss ostatecznie nie zdrzemnęła się w sterowcu. Same próby kończyły się tym samym, niepowodzeniem oraz zapewne lekką irytacją. Na lądzie jednak miała pozbierane myśli oraz wobec ogromnego natłoku niebezpieczeństwa skupiła się by myśleć chłodno i logicznie, choć odczuwała nieco zmęczenie poprzez odpoczynku w irytujących warunkach. Po odprawie oraz odnalezieniu się w nowym otoczeniu wyszła do jednego z sanitariuszy oraz dzięki temu była w stanie pomóc z rannymi, chociażby tymi, którzy oberwali deszczem ognia od góry. Została ona przydzielona do składu, który zajmował się tymi najlżejszymi przypadkami uszkodzeń fizycznych, gdzie się bez problemu odnalazła. Słusznie przewidziała nawet wypadki w tworzeniu obozowiska, gdyż przyszedł jakiś Popielec, któremu spadła na łeb belka. Kobieta widziała, jak obecni tam medycy opatrzyli mu głowę, przez co finalnie Popielec wyglądał dość zabawnie. Brakowałoby tylko do tego naklejki o treści "Dzielny Pacjent". Widziała również jak w oddali sanitariusze zajmują się zwłokami tych, co zabrał ze sobą ognisty deszcz, a dokładnie wsadzano do worków i jednocześnie składowano w odległym miejscu od prac.

    Claire rozejrzawszy się widziała wszystko to co znajdywało się dookoła, czyli obraz nadciągającej walki oraz przygotowań na najgorsze. Prace ruszyły mocną parą do przodu, a sama po odprawie przeszła do rozdawania racji żywnościowych i broni. Jej wzrok utkwił na niebie, szukała, szukała... Aż znalazła i na szczęście ominęła skutki wybuchu statku, noszące pustoszące deszcze ogniste. No cóż, miała przeczucie łowczyni. Wykonywała swoją robotę tak jak trzeba, nikt jej nie przeszkadzał.

    Vis wydawał się wręcz wyrwany jak z innego świata. Tam gdzie wszędzie ogromny stres, to on zachował swe pozytywne podejście. Nikt nie zwracał większej uwagi na niego, każdy miał swoje obowiązki i własne plany. Po krótkim przygotowaniu się oraz hydracji przeszedł do mapy i ruszył na zachód, gdzie Nassan oraz Edward. Lecz zanim przeszedł spotkał się z Claire i przekazał jej swoje plany, choć widział jak łowczyni była kompletnie zestresowana, nie widząc nigdzie swej wilczycy, lecz widocznie wiedziała, że gdzieś tu jest. Vis nie miał czasu do stracenia, po czym poszedł na zachodnią stronę by pomagać, jak tylko się da. Przy okazji zobaczył Hati, jak się kręciła gdzieś i skitrała się pod skałą. Zwierze również było dość zestresowane. Na miejscu mężczyzna dostał lekkie zadania, głównie wypatrywanie, czy nic nie nadciąga na most oraz nie chce zjeść budowniczych. Na szczęście ominęło go to, tak jak ognisty deszcz z góry.

    Gremuar tak jak przeczuwał, rzeczywistość okazała się taka jak nieceremonialny cios otwartą dłonią w twarz. Postawny i wielki, choć stary Norn, wielce przydał się przy namiotach i widział, jak jeden durny Popielec poprzez swoją nieuwagę dostał żelaznym prętem mocno w łeb, aż wydał z siebie dziwny dźwięk. Widział, jak ten sam niezdara został skarcony i jednocześnie posłany do sanitariuszy. Jeśli chodziło o pytania o Ivy, raczej nikt nie miał czasu mu odpowiadać. To nie był czas na rozmówki, znaczna większość osób pracowała i była skupiona wyłącznie na tym, by zabezpieczyć obóz, tak jak trzeba. Wyposażenie co prawda zostawił w widocznym miejscu, ale czy na pewno to był dobry pomysł? Norn załatwiając swoje sprawy oraz wykonując robotę wyśmienicie, zauważył w międzyczasie, że ktoś zawinął cały jego plecak. O zgrozo... Gremuar czuł tą niepewność, a ona stała się rzeczywistością. Niemniej jednak dzięki swej czujności udało mu się uniknąć deszczu ognistego.

    Gidoko po wyjściu na ląd przywołał swe sługi w mrocznych obłokach, ale niestety jedno z nich zostało pospiesznie zdeptane na śmierć zupełnie przypadkiem przez przebiegających obok żołnierzy i odesłane z powrotem. Pozostał zatem Nekromancie ostatni sługa, po czym Gidoko zacisnął zęby oraz wyruszył na zachód, tam gdzie całkiem spora część swych towarzyszy. Sprawnie i słuchając poleceń mocno przysłużył się w budowie mostu, gdzie słuchał się Asurańskich inżynierów oraz ich wytycznych. Tak jak reszta osób, które znajdywały się w tamtym miejscu, uniknął deszczu ognia.

    Kaeiles po opuszczeniu statku posiliła się oraz oszczędzając wodę (ecologists aprrove!), nawilżała sobie twarz, sprytnie przepędzając niedogodności fizjologiczne. Tak jak Vis, gdy Radna sobie przycupnęła gdzieś na uboczu, wyglądała jakby wyrwała się z innego scenariusza. Niemniej jednak było to na plus, bo mogła odczuć w sobie większe poczucie witalności, czy spokoju ducha. Wkrótce po przygotowaniach i zaspokojeniu potrzeb wyruszyła w południowo zachodnie miejsce, gdzie przyczyniła się do pomocy. Również była z dala niebezpieczeństwa, więc ominął ją deszcz ognia. Na szczęście Radna nie musiała wykorzystywać woich umiejętności ofensywnie oraz skupiła się na pomaganiu, oceniając racjonalnie swoje umiejętności. Również mogła zauważyć Wardena, który odwiedzał ją i dodawał jej otuchy na kilka minut, a potem wracał do swoich spraw, uzgadniając z Almorrą kluczowe sprawy organizacyjne.

    Pralinka natomiast w locie również nie mogła zasnąć, ze względu na mocno irytujące i ciężkie warunki do snu, natomiast ubrała sówkę w uroczy kubraczek. Przyczyniło się to do jej irytacji, czy też sówki jednocześnie. Na polu bitwy natomiast po zapoznaniu się z sytuacją, kobieta wyruszyła do kuchni polowej i tam pomagała z przydzielaniem racji żywnościowych oraz ich tworzeniem. Wewnątrz szybko zrobionej kuchni, odnalazła się idealnie oraz wykonywała zadania zlecone przez żołnierzy Paktu, na szczęście nikt nie wymagał od Pralinki by się rozdzielała z Shiny, przy czym mogła skupić się na swoich sprawach z towarzyszką na ramieniu. Kobieta również uniknęła konsekwencji deszczu ognia, no i Shiny podleciała do właścicielki, by przypomnieć jej o jedzeniu, czy piciu. Warto o takich rzeczach przypominać, lecz Pralinka finalnie tego nie wykonała, nie wiedząc czemu.

    Greyvart zapewne zaskoczony otaczającym go scenariuszem mógł poczuć się jeszcze bardziej zadziwiony. Czując niepokój poszedł śladem Xeriona i pomagał przy artylerii, która miała pomóc statkom walczącym w niebiosach. Zastanawiał się nad wyglądem tej artylerii oraz przyglądał się jej, ale był szybko przeganiany do roboty przez Asura, który poganiał brudną szmatką człowieka wrzeszcząc "Nie obijaj się!". Niestety przez cały ten natłok emocji, nie mógł dokładniej zbadać obiektu swych zainteresowań.

    Airra jakoś reagował jako ostatni, może podróż na niego jakoś zadziałała nieprzychylnie. Widząc Kralkatorrika jednak ożywił się i jednocześnie poczuł w sobie nieco więcej energii płynącej z agresji. Wkrótce wyruszył do mapy i obserwował gdzie poszli jego towarzysze, przy czym zapoznał się z rozpiską graficzną terenu oraz planami. Airra pozostawił swoje części zamienne do pancerza i mniej potrzebne rzeczy, przy czym nieco później podzielił los Gremuara... Ktoś chytry, lub nieroztropny, zakosił te rzeczy. Posłał swe spojrzenie Asti tuż przed wyjściem w swą stronę, po czym wykorzystując swą podstawową wiedzę odnośnie maszynerii artyleryjnej przyszedł do miejsca, gdzie trwały już budowy dział. Na nieszczęście nie było to zupełnie nic, co kojarzył Strażnik. Dokładniej to była prototypowa technologia, którą świetnie ogarniały Asury, koordynujące tamtejszymi ruchami. Airra widział również ognisty deszcz spowodowany zniszczeniem statku oraz osłonił siebie oraz paru innych za pomocą Bohasterskiego Bastionu, który wytrzymał nagłe zdarzenie. Pomagał jak mógł, no i znalazł wolną chwilę, przy czym przygotował obie Mantry.




    Godziny mijały, prace trwały, a walki w powietrzu ciągle się rozgrzewały. Wszystkie oznaki wojny, konfliktu oraz potyczek były tutaj widoczne oraz bardzo wyczuwalne. Dla tych, co nie odpoczęli zaczęły następować pierwsze objawy głodu i odwodnienia, tak jak powoli postępującego zmęczenia. Niemniej jednak pracy trwały nadal, a adrenalina wisiała w powietrzu, co pozwalało na zignorowanie tych bodźców. Co innego, Aiwijczycy, którzy się przygotowali na to, nie czuli żadnych negatywnych efektów. Wkrótce, gdy obóz nabrał kształtów, nareszcie nastąpiła głośna syrena, docierająca do wszystkich uszu wewnątrz placu działań.

    Nie było wyjścia, każdy musiał przybyć na miejsce, porzucając swoją pracę, a jedynie Ci, co posiadali twardo wydane rozkazy - pozostali na swych miejscach. Almorra Soulkeeper zebrała wszystkich oraz wydawała nowe rozkazy poszczególnym oddziałom, aż przyszła pora na Aiwijczyków, którzy zostali zgromadzeni jako ostatni, by mieć dłuższą chwilę na podjęcie własnej decyzji. Dumna i postawna Popielka odparła do obecnych - Dzięki za pomoc, lecz na tym dopiero zaczynamy. Zachodnia brama oraz artyleria obecnie są w najlepszym stanie. Działa już pomagają niszczyć i odpierać smoki w przestworzach, co kupi nam nieco czasu na swobodę działań. Też nie zapomniałam o Waszej pomocy przy przydzielaniu zapasów, czy stawianiu namiotów, dzięki czemu również mamy poprawioną koordynację działań... Jednak... Mamy teraz główny problem. Nie ma czasu do stracenia, Kralkatorrik leży i mamy okazję go wykończyć, dlatego, obmyśliliśmy strategię. Waszym zadaniem będzie przyłączenie się do jednej z trzech ścieżek, które zajmą się skoordynowanym atakiem...

    Pierwsza ścieżka, prowadzi na południe przez leśne gęstwiny, które należały do domeny Melandru. Wyruszycie tam wraz z moimi ludźmi, prowadząc urządzenie, które zabezpieczy Was przed tamtejszymi wyładowaniami. Droga przez leśne terytoria łatwa nie będzie, sporo jest tam dzikich zwierząt oraz niebezpieczeństw, przy czym mamy informację, że trzeba również wybudować most...

    Druga ścieżka, będzie skupiona na dostaniu się do odłamków, należących do domeny Zaświatów. Co oznacza, że musimy przejść blisko Kralkatorrika, jest to równie niebezpieczne, co wymagające, nie wiemy czego możemy się spodziewać po drugiej stronie. Wedle zwiadowców, występują tam niebezpieczne istoty, które chcą zgładzić każdego, jednocześnie... To najdłuższa droga.

    Trzecia ścieżka, prowadzi przez odłamki Wiecznego Pobojowiska, które było królestwem Balthazara. Jest tam wiele ognia i potężnych wrogów, niemniej jednak będzie to najkrótsza droga. Przy okazji trzeba będzie przejść koło Kralkatorrika i wspomóc w budowie mostu, lecz głównym zadaniem będzie bezpieczne dotarcie do punktu docelowego.

    Nie traćmy czasu... Zagłosujemy tu i teraz. Większość zadecyduje, gdzie się wybierzemy. W przypadku braku porozumienia, sama Wam wyznaczę drogę. Więc? Jakie jest Wasze zdanie?


    Po tych słowach Almorra zamilkła i skrzyżowała ręce, prostując się wysoko. Obecni na miejscu Aiwijczycy wewnątrz Centrum Placówki, mieli do podjęcia jedną z kluczowych decyzji strategicznych. Mieli również wyruszyć od razu, po podjęciu decyzji wraz z odpowiednim oddziałem. Jaką szybką decyzję podejmą Aiwijczycy? Którą drogą wyruszą na pierwsze działania przeciw Kralkatorrikowi?


    OOC
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Prolog
    PostNapisane: Pt paź 04, 2019 5:10 pm 
    Xerion mimo rozmowy nie zamierzał tracić czujności. Postanowił obserwować okolice i być gotów do tego, że cielska martwych smoków i zniszczone sterowce paktu nie latają, więc miał na uwadze, żeby poinformować jeśli zobaczy jakieś zagrożenie ze strony wraków czy martwych ciał smoków spadających na obóz i starać się znaleźć bezpieczne miejsce, w które będzie mógł się udać, jeśli będzie taka konieczność, starając się również zabezpieczyć i odeskortować Złatą, jeśli będzie taka potrzeba i jeśli nie będzie bezpieczna.

    Kiedy doszło do podjęcia decyzji, rozejrzał się po obecnych.

    - Jak dla mnie najlepszą drogą będzie ta, na której będę miał nieco więcej przestrzeni i wygodnych pozycji strzeleckich, żeby móc osłaniać oddział. Wydaje mi się, że niezależnie od długości trasy, jako dodatkowe wsparcie paktu, powinniśmy wybrać tę drogę, którą obarcza największe ryzyko, według waszych zwiadowców. - Przerwał na moment by wziąć łyk z manierki i sprawdzić jej stan. - Jeśli o mnie chodzi, sugeruję jako priorytet trasę z dogodnymi pozycjami strzeleckimi, albo jeśli wiecie, że pozycje snajperskie są porównywalne na każdej z tras, wybór tej, która jest obarczona największym zagrożeniem ze strony wroga, a nie terenu.

    Po swoich słowach spojrzał na resztę, czekając ich decyzji.

    Następnie po ich podjęciu zamierzałby dowiedzieć się, czy i gdzie może uzupełnić zapasy, głównie mając na myśli wodę. Jeśli czuł potrzebę, postanowił skorzystać z przygotowanej latryny uprzednio sprawdzając czy są w niej potrzebne środki sanitarne, by jeśli ich brakowało, zorganizować je.
    Góra
       
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Prolog
    PostNapisane: N paź 06, 2019 10:49 am 
    Radny miasta Aiwe
    Radny miasta Aiwe
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 26
    Wiedziała, że na wojnie nie mogło obyć się bez ofiar, ale widok ginącego towarzysza nie napawał optymizmem. Radna przeklęła pod nosem, gdy zobaczyła, że asura był martwy i nie mogła pomóc mu w żaden sposób. Gwizdnęła na swojego kruka i pozwoliła mu wylądować na swojej rękawicy, a później poszukała dwóch osób, które wyznaczyła, wskazując palcem, bo szukanie ochotników w takiej sytuacji wydawało się jej stratą czasu.
    Pochowajcie go; widok martwego obniża morale – wydała krótki rozkaz. – Nie forsujcie się; pamiętajcie o wodzie i posiłku – mówiła do osób, które pracowały razem z nią, gdy widziała, że się przepracowywali.
    Nim odeszła na spotkanie z Almorrą, napoiła wilka i kruka, a następnie uwolniła tego drugiego ze swojej ręki, pozwalając mu krążyć po niebie nad obozem.
    Nie zastanawiała się długo nad wyborem ścieżki, ponieważ wśród wymienionych znajdowała się jedna, która wydawała się najbliższa jej sercu. Informacja o konieczności budowania zniechęcała i sprawiła, że Srebrnooka zastanawiała się chwilę dłużej, ale ostatecznie miała swoją decyzję.
    Jestem za pierwszą ścieżką, ponieważ wydaje się najbliższa temu, co znamy – powiedziała krótko i konkretnie, podając ogólny argument. Wybrała ścieżkę, kierując się własnym doświadczeniem, znajomością leśnego terenu, zwierzyny i bestii, ale zdawała sobie sprawę z tego, że każdy mógł czuć się lepiej w czymś innym. Patrzyła po zebranych uważnym spojrzeniem.



    Obrazek
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Prolog
    PostNapisane: N paź 06, 2019 12:21 pm 
    Nieaktywny
    Nieaktywny
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 56



    Rangi specjalne
    Sekcje
    Tytuły dodatkowe
    Znaczące funkcje fabularne

    ROLE PLAY Medyk
    Edwardowi ciężko było się skupić na budowaniu mostu gdy na horyzoncie widać było upadłego pradawnego smoka. Czuł się w tym miejscu niemalże jak w raju, wszędzie w okół smoki. Co prawda zapewne równie łatwo jak dostrzec tu smoka jest i umrzeć więc starał się nie rozpraszać za bardzo, choć przynajmniej teraz średnio to wychodziło, zapewne trochę bardziej ochłonie z czasem, ale na ten moment.. nawet trochę pomógł przy budowie mostu w przerwach od przyglądania się wspaniałym bestią. Starał się wykonywać dokładnie polecenia Asur i niczego nie zepsuć przy okazji aż nazbyt się nie rozpraszając i utrzymać skupienie na wykonywanym działaniu. Zdając sobie sprawę z tego co spadło na obóz z jednej strony trochę cieszył się że nie spadło to przy nich, jednak z drugiej miał nadzieję że pozostali są cali. To zdarzenie sprawiło iż odrobinę bardziej skupił się na budowie..

    Gdy budowa mostu została pomyślnie zakończona i usłyszał syrenę udał się niezwłocznie na kolejną odprawę. Po wysłuchaniu słów Almorry i opisu dostępnych trzech ścieżek z której mieli wspólnie wybrać jedną przemyślał szybko możliwości i wyraził swoje zdanie.
    -Osobiście niezbyt podoba mi się opcja trzecia, wszechobecne płomienie mogą brzmieć fajnie, ale gdybym miał wybierać postawiłbym na pierwszą, bądź drugą opcję. Pierwsza jest o tyle dobra że może być nas ciężko dostrzec, jednak równie ciężko będzie dostrzec wrogów, na drugiej powinno być wręcz przeciwnie, łatwo dostrzec wrogów jak i nas. Tak więc byłbym za opcją pierwszą lub drugą, z może lekkimi skłonnościami bardziej w kierunku opcji drugiej.

    Zakładając że nikt już nie będzie go o nic pytał i zdając sobie sprawę z tego iż całkowicie zapomniał o jedzeniu przez ta ekscytację, postanowił jeszcze przed podjęciem decyzji przez pozostałych szybko skonsumować małą porcję racji i napić się wody, nie za dużo by nie przeszkadzało mu to podczas działań po wymarszu, ale wystarczająco by zaspokoić swoje potrzeby. Przy okazji wysłuchiwał opinii pozostałych i od czas do czasu zerkał na niebo.



    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Prolog
    PostNapisane: N paź 06, 2019 2:20 pm 
    Właściciel karczmy "Pod Pijanym Strzelcem"
    Właściciel karczmy "Pod Pijanym Strzelcem"
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 54
    Nassan mógł się nie czuć zmęczony, za sprawią alkoholu, werwy do pracy, oraz doświadczeniu*. Mimo tego zdawał sobie sprawę że zmęczenie w końcu go dopadnie, gdy awijczycy zostali wezwani odetchną z ulgą.
    Gdy Almorra wyznaczyłą do wyboru droge, a popielec miał możliwość "zgłosować" Nassan dość konktetnie i z powagą na pysku odparł, że obecna sytuacja jest ciężka i pójdzie tam, gdzie najbardziej będzie potrzebna pomoc.

    Popielec nastepnie usiadł gdzieś z boku, by nie przeszkadzać i uzupełnić siły oraz poziom alkoholu we krwi. Sięgająć łapą do torby wyciągnął i spożył dwa kawałki suszonego mięsa, które popił wodą i alkoholem. Reszte czasu posświęcił na odpoczynek, przysłuchując się.



    *Zużyte zapasy: 2 kawałki suszonego mięsa, 0,5 litra spirytusu, 1/10 bukłaka z wodą, który uzupełnia na bierząco.

    *Popielec brał udział w "Czają się mroku" jak i innych wydarzaniach z ciężką walką, gdzi z jednej z nich dostał nawet wiecej wytrzymałości OMG, lecz ten system nieaktualny i wspominam do rozważenia Lorowo.


    Podsumowanie Ekwipunku



    Góra
      Zobacz profil  
     
    Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
    Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 31 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

    Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


    Kto przegląda forum

    Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości


    Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
    Nie możesz odpowiadać w wątkach
    Nie możesz edytować swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów

    Szukaj:
    Skocz do: