Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Teraz jest Cz kwi 02, 2020 3:02 pm



  • Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 3 ] 
    Autor Wiadomość
     Tytuł: "Gladium"
    PostNapisane: So kwi 20, 2019 12:23 pm 
    Weteran
    Weteran
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 173



    Rangi specjalne
    Sekcje
    Tytuły dodatkowe
    Znaczące funkcje fabularne

    Korektor (RP) ROLE PLAY Zwycięzca konkursu Cosplay Właściciel Karczmy Strażnik
    Obrazek

    "Gladium"

    Nie liczy się przeszłość, a przyszłość. Nie wszystkie błędy da się naprawić, nie na wszystko ma się wpływ, a czasu nie da się cofnąć. Lecz zawsze mroki przeszłości można zasłonić, dobrocią i dobrymi uczynkami.
    Rany dawnych dziejów zostały ponownie otwarte. Popielec uznany za martwego, który najbardziej poharatał przeszłość Eastii, żyje budząc u niej to co zostawiła w tyle i nie spocznie dopóki problem ponownie nie zostanie rozwiązany...



    Obrazek

    Obrazek

    "Zemsta"

    Obrazek

    Karczma "Pod Pijanym Strzelcem" jak co wieczór tętniła życiem.Wszyscy pili, spożywali ciepłą strawę, po ciężkim dniu, lub po prostu umilali sobie wieczór towarzyskimi rozmowami. Kilku obecnych zauważyło że coś trapi popielke Eastie. Warden Mathre radny złotego miasta, oraz Rhobar Trzeci wielbiciel ziela. Wedle wyznań popielki, trapił ją fakt że zdrajca który przyczynił się do śmierci jej, oraz innych band i mimo uznania za zmarłego, żyje i ma się dobrze, napadając karawany w Deszczogórach. Zaoferowano jej pomoc, a wkrótce wysłała chętnym informacje...

    Obrazek

    "Zamęt"

    Obrazek


    Awijczycy w składzie który wchodzili Rhobar Trzeci, Warden Mathre i jego żona Kae którą przygarnął ze sobą, weszli przez drogowskaz do wskazanego miejsca. Zastała ich zamieć, śnieg i wiatr sprawiał że osoby które nie były ciepło ubrane mogły odczuć nieprzyjemne skutki. W oddali przy bramie ujrzeli ognisko, oraz trzech nornów. Prawdopodobnie służby porządkowe w tych okolicach. Rhobar zasugerował by z nimi porozmawiać a szczególnie zainteresował go trunek, którym norn częstował towarzysza przy ognisku. Cała grupa ruszyła za nim do ogniska. Nornowie spojrzeli dość dziwnie gdy Rhobar zaczął rozmowę. "Cześć jesteśmy tu nowi" Warden z Kaeiles u boku, zaczął zadawać pytania i prowadzić rozmowe na temat ich przybycia. Nornowie nie za bardzo chcieli ruszać tyłku by ich wesprzeć zalecili udania się do świadka, zbieracza chrustu. Wszyscy udali się do wskazanego miejsca, przedzierając się przez zamieć. Kae o mały włos nie wpadła w pułapkę podczas drogi, na szczescie nasz wielbiciel ziela ostrzegł ją, by po chwili ujrzeć wspomniany namiot świadka. Warden udał się do śpiącego człowieka, gdy wszyscy usłyszeli drapanie i piszczenie małego stworzenia że jednej ze skrzyn. Jak Rhobar poniechał jej sprawdzenie, tak Kaeiles wywierciłą magią ognia mały otwór.
    Warden mimo próby zbudzenia zbieracza, nabrał niepokoju. Obrócił ciało by ujrzeć wyrwane serce z klatki piersiowej. W tym czasie nastąpiłą eksplozja, skrzynia z piszczącym stworzeniem wybuchła, pozbawajając awijczyków egidy. Po niej następna w reakcji łancuchowej...
    Kae dostała kawałkiem drewna w udo, mimo że utknął głęboko nie przebił tętnicy. Warden mimo zbroji jaką posiadał dostał od tyłu fragmentem skrzyni akurat w łączenie pancerza, a konkretnie w łokieć sprawiając ból przy korzystaniu z ręki. A Rhobar? Poleciał na drzewo łamiąc sobie nos. Po szybkim uporaniu się z kawałkami drewna w ciele, oraz zabezpieczeniu się barierą Kaeiles ujrzał postać skradającą się na wzgórzu, a następnie nastał ostrzał. Pierwszy pocisk odbił się od bariery, następny dzięki barierze Wardena odbił się tak ze trafił w skradającą się postać. Rozległ się krzyk i wulgaryzmy. Rhobar zaczął zbliżać się do wroga przez śnieżyce, która utrudniała widoczność. Po chwili widząc że postać chwyta bron, przebił mu ręke mieczem, którą sięgał za miecz. Jakie było zdziwienie, obu stron gdy się okazało że to Norn, Antek który wcześniej częstował go alkoholem, a aktualnie nie wiedział czy się złapać za postrzeloną noge czy też przebitą rękę. Rhobar w okolicy ujzał dwie łuski, oraz wgniecenie w śniegu gdzie towarzyszyły temu ślady popielczych nóg prowadzące na wschód Po chwili do Wardena oraz Kae podbiegł drugi norn z ogniska, z wulgaryzmem i pytaniami na ustach. Rhobar pomógł przetransportować Antka do reszty. Dyskusja była długa, oraz nieprzyjemna, można by powiedzieć że dążyła do przelania krwi, co nornom było nie na ręke. Nornowie oskarżali Awijczyków o próbe zabójstwa i wybuchy, a Awijczycy o wprowadzenie w pułapkę. Po długich wyjaśnieniach okazało się że wszyscy zostali zrobieni w balona. Poszukiwany popielec pod nosem Nornów zabił światka, zostawiając pułapkę dla ciekawskich, gdzie awijczycy zostali w nią wprowadzeni. Antek po usłyszeniu wybuchu udał się sprawdzić co się stało,a po ujrzeniu popielca, atakujących awijczyków, starał się go obezwładnić. Co nie wyszło bo został ranny przez pocisk odbity od bariery Wardena, po czym bardziej okaleczony przez Robara. Po zażartej dyskusji, Awijczycy wrócili do złotego miasta. A nornowie do sporzątania bałaganu.
    Popielec "Gladium" nadal pozostaje nie uchwytny....


    [+] Ciekawostki
    Gdyby Warden nie zrobił bariery odbijających pocisków, a Rhobar nie przebił ręki Antkowi, być może udało by się pochwycić popielca

    Awijczycy zmobilizowali nornów do przyszłej pomocy w pochwyceniu "Gladium" aktualnie są w trakcie poszukiwania informacji.


    Dziękuje za udział


    Ciąg dalszy nastąpi...





    Nassan Hosted
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: "Gladium"
    PostNapisane: Pt maja 03, 2019 11:18 pm 
    Strażnik miasta Aiwe
    Strażnik miasta Aiwe
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 21
    ]
    Obrazek

    "Śmierć"


    Davros długo czekał na radnych którzy się jednak nie pojawili, po kilku godzinach w lekturze, popielec ruszył do drogowskazu. Zastała go zamieć, oraz mróz przed którym zasłonił głowę kapturem, i uchronił się w forcie który był przy drogowskazie. Po zlustrowaniu miejsca, udał się w stronę wejscia do pomieszczenia, próbując zamykać drzwi których nie było. Tracąc równowage Icechild uderzył łbem w mur. Lekko wnerwiony zaczął badać otoczenie. W środku były szafki z miodem pitnym, chleb i inne zapasy które stały nienaruszone. Kotowaty podchodząc do stolika, pełnego kufli i kart zaczął przeglądać poniszczone przez alkohol raporty, by następnie udać się do góry. Po ponownym dostaniem chłodem po pysku ujrzał światełko na południu. Popielec oczywiście udał się w tym kierunku.
    Na miejscu zastał namiot, oraz ognisko obok przy którym było trzech nornów. Dwóch lerzało na boku, gdy trzeci siedział na pienku plecami do popielca wpatrzony widocznie w kufel piwa. Wszędzie leżały po rorzucane puste butelki po trunku, wskazujące na mocną libacje alkoholową. Z mieczem w gotowości Davros udał się do postaci, by po chwili zorientować są że są martwi. Metaliczny zapach..zapach krwi, był wyczuwalny przez popielca w powietrzu. Wszyscy mieli wyrwane serc, a spoczywający na pienku, również oczy gdzie pustymi oczodołami wpatrywał się w trzymaną w sztywnym uścisku małą drewnianą skrzyneczkę. Davros wyrwał zwłokom skrzyneczke, by po chwili usłyszeć dzwięk przesuwanej zawartości.
    Pojemnik został odrzucony gdy dotknął podłoża, wybuch...
    Popielec poleciał na sześć metrów. towarzyszyło mu piszczenie w uszach, gdy powoli tracił przytomność. Lecz nim pogrążył się w ciemności, ujrzał sylwetkę, przypominającą popielczą postać...

    Po Davrosie został tylko miecz który, odnalazła popielka


    Obrazek


    Obrazek


    Serdecznie dziękuje za udział


    Ciąg dalszy nastąpi...





    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: "Gladium"
    PostNapisane: Pt lip 12, 2019 7:50 pm 
    Strażnik miasta Aiwe
    Strażnik miasta Aiwe
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 21
    Obrazek

    "Gladium - Zakładnik"


    "Wyprawa po informacje do nornów na temat "Gladium" nie skończyła się dobrze. Radni ze względu na sprawy Złotego miasta nie mogli sie udać. A popielec Davros udał się tam sam. Po odważnym popielcu który wyruszył na misje został tylko miecz, a po nornach truchła leżące w śniegu...


    Obrazek


    "Niepowodzenie"
    Nikt nie zjawił się na ratunek Davrosa. Popielec jest aktualnie zaginiony...

    Cytuj:
    Pierwszym uczuciem, jakie napłynęło do świadomości popielca był ból. Zdawał się dochodzić z każdego zakątka jego ciała. Nie miał pojęcia, gdzie się znajduje, ani nawet jak mógł się znaleźć w tym miejscu dlaczego. Po prawdzie nawet przez myśl my nie przeszło, by otworzyć oczy. Dopiero po chwili, która trwała może kilka sekund, a może kilka minut, udało mu się nieco oprzytomnieć. Przynajmniej był już w stanie stwierdzić, jak się nazywa.
    Po tym kolejne wspomnienia zaczęły powracać coraz szybciej, jakby ktoś pociągnął za jedną nitkę z plątaniny; ta pociągnęła za sobą kolejne, a te jeszcze inne. Dotarło tez do niego, że leży na czymś twardym, a dookoła jest zimno. Coś ściskało mu ręce w okolicach nadgarstka — najwyraźniej był związany. Między łapami coś było, coś twardego. Jakby jakąś drewnianą skrzynkę…
    Wraz z tą myślą dreszcz przerażenia przeszedł Davrosa. Starając się całą siłą woli zignorować ból i zmusić organizm do gwałtownego wysiłku popielec zamachnął się zarówno łapami jak i tułowiem. Chciał odrzucić szkatułę jak najdalej przed siebie.
    Pod wpływem gwałtownego szarpnięcia, w skrzyni coś się poruszyło. Popielec włożył resztę sił, usiłując wbrew pętom rozchylić łapy na tyle, by rozpędzony ładunek wybuchowy wyleciał do przodu.
    Udało się. Skrzynia opuściła łapy Davrosa i poleciała dalej. Jeżeli miał dużo szczęścia, to nie natrafi na żadną zbyt blisko położoną przeszkodę. Minęło może pięć sekund, w trakcie których Davros zdążył opaść z powrotem na skały. Z kierunku, w którym cisną szkatułę–pułapkę dotarł do jego uszu głośny wybuch, lekko przytłumiony. Nie posypały się na niego żadne kamienie. Po kolejnej sekundzie popielec odetchnął z ulgą.
    Leżał dalej, obolały i zmęczony dodatkowo gwałtownym wysiłkiem, powoli rozmyślając o cholernym szczęściu, jakie go spotkało. Szkatuła–pułapka nie wybuchła w trakcie snu, choć może “nieprzytomność” byłaby tu lepszym słowem. Jakimś cudem udało mu się zareagować dość szybko. Jaskinia była płytka i wybuch najwyraźniej nastąpił już na zewnątrz — inaczej byłby już przygnieciony kamieniami. Rzut wykonał w dobrym kierunku — w końcu mógł leżeć obrócony do ściany. Prawdopodobnie wyczerpał zapas szczęścia na najbliższe kilka miesięcy.
    Po chwili do jego uszu dotarło dochodzące z zewnątrz narastające dudnienie. Powinien usłyszeć je wcześniej, gdyby nie szum krwi w jego uszach. Przysłuchiwał się hałasowi, próbując wymyślić, jakie też mogłoby być jego źródło. Jeżeli, jak mu się zdawało, znajdował się gdzieś w górach Shiverpeaks, to całkiem możliwe, że wybuch spowodował lawinę. Niezbyt pocieszająca myśl, zwłaszcza, że mogłaby ona zasypać wejście do jaskini, skutecznie uniemożliwiając mu wydostanie się. Wątpił, by w obecnym stanie dał radę przekopać się przez tak grubą warstwę ubitego śniegu.
    Davros podniósł się powoli, z cichym jęknięciem i usiadł. Już przez zamknięte powieki dotarło do niego, że w miejscu, gdzie leżał, było jasno. Spróbował je lekko rozchylić — pod wpływem światła pociekły mu łzy. Po chwili uświadomił sobie, że przez futro wyczuwa ciepło promieni słonecznych. Gdy ponownie spojrzał przez przymknięte powieki, doszedł do wniosku, że koniec jaskini jest całkiem blisko, a za nim widać tarczę słońca.
    Obrócił się powoli, kilkoma niezgrabnymi ruchami i zupełnie otwarł oczy, tym razem siedząc przodem do wnętrza jaskini. Ta okazała się być bardzo płytka. Kończyła się już kilka kroków przed popielcem.
    Davros dostrzegł, że nie ma na nim żadnej zbroi. Po krótkich oględzinach stwierdził, że chyba ktoś ubrał go jedynie w podziurawiony worek, który przykrywał tylko tułów i uda. Doszedł jednak do wniosku, że powinien być za to wdzięczny porywaczowi — w zbroi z pewnością nie udałoby się mu wyrzucić szkatuły.
    Pozostawała jeszcze kwestia związanych łap. Popielec rozejrzał się, poszukując ostrzejszego kawałka skały, o którą mógłby spróbować rozciąć pęta. Sznur nie wydawał się być dobrej jakości, choć był dość gruby. Niestety nie dostrzegł nic, co mogłoby pomóc mu się uwolnić.
    Uniósł łapy i przyjrzał się węzłowi. Sznur był gruby, więc nie było trudno dokładnie zobaczyć, jaki węzeł został zeń wykonany. Davros niechętnie zbliżył wiązanie do pyska i począł przerywać włókna swoimi popielczymi zębami.
    Za jakiś czas, na zewnątrz huk lawiny zaczął powoli cichnąć. Davros wypluł z pyska resztki poszarpanych włókien i podjął pierwszą próbę rozerwania częściowo rozsupłanego sznura. Po kilku bolesnych szarpnięciach udało mu się uzyskać istotnie więcej swobody w łapach, ale później napotkał na opór. Wrócił więc, do przegryzania liny.
    Gdy skończył i udało mu się w końcu uwolnić łapy, poruszał zesztywniałymi nadgarstkami. Większość jego ciała, była pokryta sińcami i w kilku miejscach splamiona krwią. Przyglądając się ranom, doszedł do wniosku, że ktoś ciągnął go po skałach. Poza tym został chyba też dodatkowo poobijany, gdy był nieprzytomny. A porywacz mógł przecież po prostu poderżnąć mu gardło… miło z jego strony, że tego nie zrobił. Pytanie, dlaczego postąpił z nim tak łagodnie, popielec zostawił sobie na później.
    Spróbował wstać — o dziwo udało się. Zaraz po tym lekko go zamroczyło i zaczął tracić równowagę. Zamachał łapami w poszukiwaniu podparcia i jedna z nich natrafiła na skalną ścianę. Jaskinia była istotnie niewielka. Stał tak przez chwilę, w miarę jak jego zmysł równowagi wracał do normalności. Zauważył przy tym, że część tylna część jaskini była już zacieniona lekko, podczas gdy resztę dalej oświetlały promienie słoneczne. Był więc ranek, a nie wieczór.
    Popielec obrócił się, żeby spróbować wyjrzeć poza jaskinię. Na zewnątrz roztaczał się widok na dolinę w całości pokrytą śniegiem. Słońce znajdowało się jeszcze dość nisko na bezchmurnym niebie i zaczynało chować się za naprzeciwległą górą. Gdzieś z dołu dobywała się smuga dymu, jednak z miejsca, w którym stał popielec nie dawało się dojrzeć dna doliny. Nie wiedział więc jeszcze, co było jego źródłem
    Stawiając ostrożnie kolejne kroki, Davros podszedł bliżej wyjścia. Za jaskinią znajdowała się ośnieżona powierzchnia, urywająca się gwałtownie kilka metrów dalej. Przepaść mogła mieć ponad sto metrów, jak oszacował popielec. Z braku widocznych śladów wybuchu należało wyciągnąć wniosek, że udało mu się wyrzucić szkatułę–pułapkę aż za skraj tej przepaści.
    Stojąc bliżej krawędzi mógł się też zobaczyć już dno doliny. Mniej więcej środkiem, przepływał niewielki, parujący strumień gorącej wody. Wypływał on spod jednego ze zwalisk skalnych, których skupisko znajdowało się na zboczu jednej z gór. Stamtąd przepływał aż na drugi koniec doliny, gdzie jego błyszcząca smuga urywała się nagle, wraz z ośnieżonym podłożem. Musiało się tam znajdować kolejne urwisko.
    Mniej więcej w połowie widocznej długości strumienia, dostrzegł też źródło dymu. Na dole znajdował się średniej wielkości obóz, na którego środku paliło się duże ognisko. Sądząc po kształcie namiotów, mogła to być ekspedycja durmandczyków.
    Popielec powiódł wzrokiem dalej w górę strumienia, chcąc tym razem przyjrzeć się formacjom skalnym, z których wypływała woda. Dostrzegł wyłaniające się z bieli szare kamienie o kształtach zbyt nienaturalnych, by można było je uznać za skały. Miał przed oczyma jakieś ruiny, najwyraźniej odśnieżone przez durmandczyków. Między nimi znajdowało się kilka wyłożonych drewnem ścieżek, z których jedna wiodła brzegiem strumienia aż do obozu. Ruiny pięły się w górę zbocza. Przez chwilę popielec przyglądał się pozostałościom zabudowań i chodzącym się między nimi badaczami, z tego miejsca widocznymi tylko jako niewielkie ruchome punkciki. Pozostałości po zabudowaniach ciągnęły się w górę zbocza.
    Ruiny urywały się nagle, wraz z drewnianymi dróżkami, zastępowane szerokie wybrzuszenie z nierównego śniegu. Popielec przyjrzał się mu dokładniej i wstrzymał oddech. Jego wzrok powędrował w górę, gdzie grubsza warstwa śniegu coraz bardziej się zwężała. Teraz nie miał już wątpliwości, którędy zeszła lawina. Zaklął cicho pod nosem, co mu się rzadko zdarzało. Na szczęście lawina ominęła obóz, jednak jeżeli ktoś znajdował się akurat w przysypanej części ruin, to znajdował się teraz pod kilkumetrową warstwą ciężkiego śniegu. Niestety, było to całkiem prawdopodobne.
    Popielec omiótł jeszcze raz wzrokiem wnętrze jaskini. Jak się domyślał, nie zostawiono tu nic wartego zabrania. W ogóle nic tu nie zostawiono. Oczywiście prócz samego Davrosa.
    Wyszedł na zewnątrz. Zimny śnieg sprawiał wrażenie, jakby w jego stopy wbijały się dziesiątki igieł. Kilkumetrowa półka skalna wokół wejścia do jaskini dalej przechodziła w nieco węższą ścieżkę, prowadzącą łagodnie w dół. Widać jeszcze było na niej ślady łap i kopyt dolyaka zostawione przez porywacza. Może przynajmniej z dojściem do obozu nie będzie większych kłopotów.
    Powolnym krokiem popielec szedł w dół, starając się trzymać jak najdalej od krawędzi. Ostatecznie nie mógł być pewien, czy lada moment nie straci równowagi, lub czy łapy nie odmówią mu posłuszeństwa. Jak dotąd jednak nic takiego się nie działo. Droga w dół, choć powolna i bolesna, przebiegała raczej spokojnie. W końcu popielec pogrążył się w myślach o całej sytuacji.
    Ten, kto zastawił pułapkę w obozie nornów, których wcześniej najwyraźniej wymordował, z jakiegoś powodu akurat Davrosa oszczędził. Czy planował użyć go jako przynęty, zwabić kogoś w pułapkę? Jeżeli tak, pewnie chodziło o awijczyków… może samą Eastię. Za taką hipotezą przemawiałby fakt, że najwyraźniej nie starał się ukryć swoich śladów, prowadzących do jaskini — popielec dalej dokładnie widział je na drodze, którą teraz sam szedł. Nie zauważył natomiast tropu, który porywacz mógł zostawić odchodząc.
    Ale w takim razie z jakiego powodu porywacz nie dobił Davrosa, kiedy się okazało, że przynęta nie zadziałała? Coś go może wygoniło… ale żeby musiał się śpieszyć aż tak bardzo? W takim razie nie chodziło raczej o durmandczyków. No i wreszcie — dlaczego przynęta nie zadziałała? To ostatnie pytanie uwierało najbardziej…
    Może jednak zadziałała, a może porywaczowi wcale nie o to chodziło. Jeżeli się okaże, że istotnie lawina przysypała kogoś z członków Klasztoru Durmanda, to co dalej? Na podobnie pochmurnych rozważaniach upłynęła reszta wędrówki w dół.
    Dotarł w końcu na dno doliny. Tam przystanął, by się rozejrzeć. Ślady wiodły dalej na południe, w kierunku, w którym teren opadał łagodnie. Na północy powinien znajdować się obóz i ruiny, które wcześniej widział rozglądając się ze szczytu półki skalnej.
    Nie czekając długo popielec ruszył dalej, chcąc uniknąć choć części odmrożeń, jakie z pewnością pojawią się na jego łapach. Wcześniej, schodząc w dół, cały czas miał przy prawej łapie skały, na których mógł się lekko oprzeć. Ruszając dnem doliny musiał iść już bez jakiejkolwiek podpory, a dodatkowo pod górę, miast w dół. Na skutek tego już po przejściu może pięćdziesięciu metrów, potknął się, gdy podniósł stopę zbyt nisko, a ta została zatrzymana przez śnieg, i upadł.
    Droga przed nim nie była zbyt długa ale z chyba miała stanowić najmniej przyjemną część wędrówki. Choć nie miał jeszcze pojęcia, co czeka go w obozie… Nikt w Klasztorze z pewnością nie ucieszy się, gdy opowie im historię swojego porwania… i uwolnienia, zwłaszcza, gdy lawina rzeczywiście kogoś przysypała.


    Porwanie Davrosa [Historia personalna Quazyrog]



    Obrazek





    Ostatnio przesunięty w górę Pt lip 12, 2019 7:50 pm przez: Eastia Bloodclaw.
    Góra
      Zobacz profil  
     
    Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
    Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 3 ] 

    Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


    Kto przegląda forum

    Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 49 gości


    Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
    Nie możesz odpowiadać w wątkach
    Nie możesz edytować swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów

    Szukaj:
    Skocz do:  
    cron