Forum

 

Autor Wątek: Historia  (Przeczytany 1934 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Narrator

  • Wiadomości: 2096
    • Tytuly
Historia
« dnia: Kwiecień 24, 2015, 02:37:40 am »




Księga Aiwe dzieli się na wiele części, a jedną z nich jest historia, w której to można znaleźć od groma interesujących opowieści o bractwie Leth mori Aiwe. Nie brakuje także wątków dotyczących poszczególnych członków gildii, którzy zapisali się na kartach historii jako Ci mający na nią jakiś wpływ - a ten niekoniecznie musiał być pozytywny. Każdy zainteresowany znajdzie w tym miejscu księgi informacje o tej dobrej, jak i złej przeszłości. Z biegiem czasu historia zapełnia się kolejnymi wydarzeniami. Jest to z pewnością jedna z ważniejszych części Księgi Aiwe.


Aiwe: dzieciństwo
Wszystko zaczęło się w małej, zamieszkiwanej przez ludzi miejscowości, gdyż to właśnie tam przyszła na świat Aiwe, zielonooka dziewczynka o ciemnych włosach. Jedyna córka Ofelii i Jamesa. Aiwe od najmłodszych lat przysparzała swojej rodzinie wiele kłopotów i zmartwień - nie była przeciętną dziewczynką. Jej zainteresowania zdecydowanie odbiegały od typowych, dlatego wciąż zachodzono w głowę, po kim odziedziczyła taki charakterek.  Drugie tyle czasu zastanawiano się jaka czeka ją przyszłość.

Dom
Dom

Przystanęła przy jednym z drzew - miała jeszcze do przebycia naprawdę długą drogę, żałowała, że tego czasu nie może spędzić na beztroskim odpoczynku, gdyż pogoda zdecydowanie dopisywała. Słońce świeciło coraz mocniej i najwyraźniej nie miało zamiaru przestawać. Okolica była przepiękna, wokół kwitły kwiaty, tu i ówdzie buszowała zwierzyna, oddając się swoim codziennym, mało istotnym zajęciom. Aiwe położyła swój tobołek na trawie i usiadła obok - musiała chwilę odpocząć, ale wiedziała, że nie może sobie pozwolić na zbyt długie lenistwo, miała jeszcze tyle do zrobienia. Uznała jednak, że jeśli zregeneruje siły i na chwilę się "wyłączy" od codziennych problemów, to później znajdzie więcej energii.
Patrząc na promyki słońca przebijające się przez gałęzie drzewa, rozmarzyła się - zaczęła wspominać czasy swojego dzieciństwa. Co prawda nie było to aż tak dawno temu, ale czuła, jakby od tych beztroskich chwil minęły całe wieki...
♫ Zaczęła nucić pieśń, którą śpiewała jej babcia ♫



-Aiwe?! W tej chwili do mnie!- Ryk rozwścieczonej kobiety rozniósł się po okolicy. Stała przed płotem i łypała złowrogo - była średniego wzrostu i z racji swego wieku, na jej twarzy dało się dostrzec pierwsze zmarszczki. Niebawem pojawiła się zielonooka dziewczynka, na jej obliczu widniały mocne rumieńce, a na ciele nie dało się przeoczyć licznych zadrapań i siniaków. Włosy były potargane. -Znowu się wdawałaś w bójki z chłopcami! - Nie było to pytanie, kobieta doskonale wiedziała, że właśnie tak było. - To ich wina, sami zaczęli... - broniła się dziewczynka, ale to najwyraźniej nie było żadnym argumentem dla matki - Ile razy Ci tłumaczyłam, że tak młodej damie nie przystoi zachowywać się w ten sposób! Co ty wyprawiasz! Na miłość boską, popatrz na siebie. Jak ty wyglądasz? - Aiwe zwiesiła głowę, ale po jej minie było widać, że nie zgadza się z matką, miała własne zdanie na ten temat. - To mój wygląd i... - Nie mogła jednak dokończyć, bo kobieta kontynuowała swoją przemowę - Kto Cię zechcę, jeśli będziesz się tak prezentować?! Nie znajdziesz męża, będziesz sama! - W tym momencie Aiwe jakby się ożywiła - I bardzo dobrze, mi to nie przeszkadza! Chłopcy są... - Twarz matki zrobiła się cała czerwona. - Marsz do domu! Ale już! - Dziewczynka słysząc to, posłuchała się - wiedziała, że tą rozmową nic nie wskóra, chciała się znaleźć jak najszybciej sama ze sobą.

***

- Znowu się biła z chłopcami - Matka dziewczynki skarżyła się jej ojcu, który właśnie wrócił do domu. Aiwe przysłuchiwała się rozmowie, będąc w swoim pokoju. - Stało się jej coś poważnego? - Zapytał mężczyzna, ale nie uzyskał odpowiedzi, wyglądało na to, że zdaniem kobiety pytanie było nieodpowiednie - przecież powinien zainteresować go sam fakt, iż jego córka wdaje się w bójki. -Ofelio - Było słychać, że mężczyzna zajmuje miejsce przy stole. - Powinnaś to zauważyć już dawno. Aiwe nie jest typową dziewczynką, jej zachowanie zdecydowanie odbiega od większości z nich. Ten jej charakter... - Mężczyzna zamilkł na chwilę. - Nie wiem... Naprawdę nie wiem, ale ... - Westchnął - Mam przeczucie, że ona będzie kimś wielkim, Ofelio. Nie możemy jej ograniczać, ona może nam kiedyś tego nigdy nie wybaczyć. - Nastała cisza, po czym dało się ponownie słyszeć głos kobiety. Był już nieco raźniejszy - Ale pamiętaj, że jeśli nic z niej nie będzie, to ja nie wybaczę tobie - Ojciec Aiwe zaśmiał się głośno. - Wiem, wiem. Nie martw się -

Po policzku dziewczynki spłynęła łza.

***

- Aiwe, to miejsce jest wspaniałe! - Wykrzykiwał jeden z chłopców, długowłosy blondyn, patrząc uradowany na zielonooką. - Bo ja wiem, brakuje tu jeszcze paru rzeczy, ale widzę potencjał - Odpowiedziała, aczkolwiek było widać, że jest zadowolona ze swojego znaleziska. - Cała ona. Jesteś dla siebie zbyt wymagająca - Zaśmiał się inny młodzieniec - brunet, którego twarz przypominała trochę dziewczęcą. Aiwe rozglądała się po okolicy, miejsce było idealne dla ich grupy: niedostępne, dzikie, ale też przestronne, wokół znajdowało się wiele drzew i skał, które odgradzały je od uczęszczanych ścieżek. Mogli się tam śmiało ukrywać przed zewnętrznym światem i o to właśnie chodziło. Z zamyślenia wyrwał ją szelest wydobywający się z korony drzewa, a kiedy zwróciła tam swój wzrok, dostrzegła grupę czarnych ptaków, które wnet opuściły gniazdo i wzbiły się w powietrze. Leciały takie piękne, wolne...



Obudziła się i wystraszona zaczęła spoglądać wokół. Z tego wszystkiego się jej przysnęło... Zmartwiła się, że straciła tyle czasu - lada moment wstała i zaczęła się szykować do dalszej drogi.



Aiwe: dorosłość
Zielonooka coraz bardziej poświęcała się swojej pracy i podróżom, a jej napięty do granic możliwości terminarz idealnie to obrazował, ale nie było też tak, że ktokolwiek narzucał jej czas pracy, to ona sama była dla siebie najbardziej wymagająca. Poza swoimi normalnymi zajęciami budowała również gildię, która w miarę czasu stawała się dla niej coraz ważniejsza. Szybko dostrzegła, że nadaje się na przywódczynię, miała do tego talent, dlatego nie chciała go marnować i w pełni go wykorzystywała.

Asury
Asury

Kolejna długa podróż, kolejne starcia z bestiami. Te były naprawdę zawzięte, gdyby nie pomoc mieszkańców Rata Sum, nie poradziłabym sobie z całym stadem Raptorów.  Dość… dziwnie się czułam, kiedy istoty sięgające mi do pasa prowadziły mnie do miasta. Do tego ten ich niezrozumiały język… nie przestanie mnie dziwić.
Ich miasto było.. inne od poprzednich, które odwiedziłam. Inne od osiedli nornów, czy też Kryteńskich osad. Lewitujące platformy, golemy, monumentalne wieże i ta magia, którą wykorzystywali do swoich projektów. To był niecodzienny widok. Jeszcze te… Golemy, które od czasu do czasu szły za swoim stwórcą.

Same asury zaś są… specyficzną rasą. Zarozumiali, egoistyczni, pyszni. I mimo starań jakie pokładałam, dalej nazywali mnie bookah - z tego, co się dowiedziałam  oznacza to głupią istotę. Mimo jednak tych licznych wad jest w nich coś dobrego. Pomimo ostrego języka pomogą potrzebującym. Troszczą się o swoją rasę, posiadają chęć samodoskonalenia. To bardzo wiele, sądząc po ich małych rozmiarach. Mają wielkiego ducha w małym ciele.
Dowiedziałam się też o Wielkiej Alchemii. To podobno siła rządząca wszystkimi prawami i istotami w Tyrii. No cóż… Więcej na ten temat nie byłam w stanie pojąć.

Pomimo ich technologicznego rozwoju, nadal potrzebowali podstawowych surowców, jak skóra czy mięso. Nie sądziłam, że mnie poproszą o pomoc. W zasadzie to nie poprosili, po prostu postawili mi warunek – mogę zostać pod warunkiem że zdobędę potrzebne materiały. Chciałam odpocząć od ciągłej podróży, więc zgodziłam się.
W zamian za „pomoc”, nauczyły mnie pewnej gry – Polymock. Podobno prostszej czynności nie było. Chodziło o walkę magicznymi pionkami, każdy z nich miał własne umiejętności, a zasady nie były aż tak skomplikowane. Całość opierała się na dobrej strategii. Nie szło mi najlepiej na początku, ale chciałam im pokazać, że mam trochę oleju w głowie. No i cóż… napiszę tylko tyle, że miło ich zaskoczyłam pracą, jaką włożyłam w naukę. Zyskałam ich szacunek, tak sądzę.
Tyle już widziałam… a jeszcze drugie tyle przede mną. Jeden z Asurów wskazał mi drogę, gdzie moja podróż może się okazać jeszcze ciekawsza. Dał mi też pewien artefakt i niemały plik zapisków na jego temat. Dlaczego mi to dał? Może uznał, że jestem mądrzejsza od innych? A może po prostu dla niego to śmieć, który wcisnął mi tylko po to, bym mogła powiedzieć, że tylko „wielki intelekt asur” go pojmie. Nie wiem... Sprawdzę to, jak wrócę do domu.
Pasja
Pasja

Deszcz padał niemiłosiernie, a chłodny wiatr zmuszał każdego wędrowce udającego się w te rejony, by odział coś cieplejszego. Momentami dało się nawet dopatrzeć płatków śniegu, ale nie było to łatwe, bo po kontakcie z ziemią w mgnieniu oka się roztapiały. Okolica nie wyróżniała się niczym szczególnym, ot jedna z wiosek zamieszkałych przez ludzi - część domostw prezentowała się lepiej, inne gorzej. Postawny mężczyzna ubrany w długi płaszcz stąpał powoli w kierunku małego, biednie wyglądającego budynku. Kiedy znalazł się pod drzwiami, głośno zapukał, ale nikt najwyraźniej nie miał zamiaru mu otworzyć. Ponowił czynność - żadnej reakcji. Kątem oka dostrzegł, że okno jest uchylone, postanowił się do niego zbliżyć i zawołać - Aiwe! - Niestety tak jak wcześniej, nie przyniosło to żadnego efektu. - Aiwe, wiem że tam jesteś. Otwórz, to ja! - Głucha cisza.
Mężczyzna był coraz bardziej poirytowany zaistniałą sytuacją, w jego głosie dało się też wyczuć strach. W akcie bezradności postanowił wspiąć się na parapet i wejść oknem - przez moment pomyślał również o wyważeniu drzwi, ale wolał nie niszczyć czyjegoś mienia. Najwidoczniej próba wtargnięcia na obcą posesję wcale go nie martwiła.

W środku było strasznie zimno - temperatura bardzo przypominała tę co na zewnątrz - a pomieszczenie w którym się znalazł wyglądało na nieużywane od dłuższego czasu. Kurz zalegał na meblach, a i tych zresztą nie było zbyt wiele, ot jakaś komoda i dwie małe pułki. Wszędzie walały się książki. Mężczyzna szedł w głąb domu. Cisza, jaka w nim panowała, miała w sobie coś złowrogiego, ale dzielnie przeglądał kolejne pokoje, aż w końcu znalazł to czego szukał - siedzącą w fotelu zielonooką, bardzo chudą kobietę. Znaczna część jej ciała była ukryta pod masywną narzutą. Przed sobą trzymała książkę, którą zdawała się być dość mocno pochłonięta. - Aiwe? - Słysząc swoje imię, popatrzyła na niezapowiedzianego gościa. Była wyraźnie zmęczona. -Och, to ty Edelharcie. Dawno przyszedłeś? Wybacz, nie słyszałam kiedy wchodziłeś - Po czym ziewnęła. Mimo wyczerpania wyglądała raczej pogodnie. - Dlaczego nie dajesz znaków życia? Ludzie zachodzą w głowę gdzie jesteś i co robisz. Nie zapłaciłaś też rachunków za dom, gildia musiała zrobić to za Ciebie. Jak mogłaś zapomnieć o czymś tak ważnym? - Pytał, przypatrując się kobiecie. - A no tak, opłaty. Wybaczcie, kompletnie wyleciało mi z głowy. Mam tyle pracy... - jej wzrok ponownie zwrócił się w kierunku książki. - Muszę szybko dokończyć to czytać i wziąć się za zbadanie pewnej rzeczy - Dodała. Edelhart dopiero teraz zauważył, że w pokoju znajdują się dziwne przedmioty - jak gdyby magiczne - prezentujące się naprawdę zagadkowo. - A tak właściwie to jak się tutaj dostałeś? Nie przypominam sobie bym dawała Ci klucze - Zmrużyła oczy, czekając na wytłumaczenie. Wyglądało to też trochę tak, jakby chciała zmienić temat. - Pukałem, nikt nie otwierał i zobaczyłem otwarte okno. Przeszło mi przez myśl, że może ktoś się włamał. Zresztą... kiedy znalazłem się już w środku, stan domu tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu. - W tym momencie mężczyzna spojrzał na materiał, którym okrywała się Aiwe - Dlaczego nie grzejesz? Chcesz zamarznąć? - Wolał nawet nie myśleć, do jakich temperatur musiało tu dochodzić wieczorami, czy w nocy. Jego wzrok przykuła również wychudzona twarz dziewczyny - Jadłaś ty coś w ogóle? - W odpowiedzi machnęła ręką. - Mówiłam, że nie mam czasu. Muszę zrobić kilka naprawdę ważnych rzeczy. - Ta rozmowa najwyraźniej coraz bardziej ją męczyła, wyglądało na to, iż zdała sobie właśnie sprawę z tego, że cały ten czas mogła poświęcić na swoją pracę. - Jeżeli brakuje Ci pieniędzy, to przecież wiesz, że wystarczy powiedzieć - Aiwe odłożyła książkę - To nie jest żaden problem, nagrzewanie tego miejsca jest zwykłą stratą czasu. Mogłabym to robić, ale po co? Jest mi tu dobrze - Wyraz twarzy mężczyzny był nieokreślony - I dziękuję, że opłaciliście rachunki. Co ja bym bez Was zrobiła. W biurku znajdziesz pieniądze, weź je. - Edelhart skinął głową - Może przysłać tu kogoś, żeby zajął się stanem tego domu? Posprząta, nagrzeje, ugotuje. Co ty na to? - Zdziwiło go, że sama na to nie wpadła. - Nie ma sensu, zresztą... - Mężczyzna dostrzegł, że Aiwe co jakiś czas nerwowo spogląda na tajemnicze urządzenia i notatki walające się wokół. - Nie chcę, żeby ktoś się tu kręcił - Powiedziała bardzo stanowczo, wpatrując się w swojego gościa. - Pójdę już - Odparł, przeczuwając, że on również nie powinien tu przebywać. Podszedł jeszcze tylko do biurka, z którego wziął odpowiednią sumę pieniędzy i ruszył w stronę drzwi. Zielonooka wstała i odprowadziła mężczyznę do wyjścia, a kiedy ten się na chwilę zatrzymał, Aiwe śmiejąc się zapytała - No chyba, że wyjść chcesz też oknem? - Popatrzył na nią spode łba, ale jego nastrój wyraźnie się poprawił. Z jej stanem zdrowia nie mogło być wcale tak źle, skoro potrafiła śmiać się i żartować. Niepotrzebnie się zamartwiał - Kusząca propozycja, ale jednak podziękuję. Tylko nie zapomnij go zamknąć, będzie tu przynajmniej trochę cieplej - Aiwe pokiwała głową - Tak zrobię -

***

W pomieszczeniu było tak zimno, że z jej ust wydobywała się para. Otulona grubym kocem, siedziała przed niecodziennym artefaktem i bardzo dokładnie go obserwowała. Jak gdyby nie chciała przegapić ważnego momentu. - No dalej... co jest grane? Dlaczego nie działa? - Myślała, przeglądając notatki i szukając w nich błędu, czy odpowiedzi na swoje pytania. - Może potrzeba jeszcze niższej temperatury? - Zachodziła w głowę - Nie, to musi być coś innego - Zaczęła nerwowo krążyć po pokoju. Od czasu do czasu podchodziła do magicznych przedmiotów i zmieniała ich parametry. W końcu jednak z jej ust wydobyło się ciche - Już wiem... -
Tajemniczy podróżnik
Tajemniczy podróżnik

Tej nocy szalała burza. Słyszałam jak otacza mnie szumiący wiatr, świst kropel deszczu i huk grzmotów. Miałam jeszcze długą trasę do przebycia, to była dopiero połowa drogi do Świątyni Wieków. Ludzie ostrzegali mnie przed Opończą, przed bestiami i innymi zagrożeniami. Ale gdybym ich nie posłuchała, nie przeżyłabym tej historii, którą teraz opiszę.

Przynajmniej w trakcie burzy Minotaury i inne zwierzęta pochowały się. To było jedyne pocieszenie, patrząc na to, że moje zapasy zebrane w Gorących Źródłach były na wyczerpaniu. Mój mały czarny przyjaciel chował się przy mojej piersi, aby nie zmoczyć piór. Ignorowałam te trudne warunki, idąc dalej. Ostatnie, co pamiętam w tej burzy to był błysk i ogłuszający trzask łamanego drzewa.

Myślałam, że staniemy się przekąską jednego ze zwierzów, albo co gorsze – opończa porwie mnie a mojego towarzysza zabiją. Ale moje obawy rozwiał przyjemny blask ogniska i suchy materiał, w który byłam owinięta. Mój mały przyjaciel siedział na głowie dolyaka, który leżał za mną. Kompletnie nie rozumiałam, co się wtedy wydarzyło, ale patrząc na to z perspektywy kilku dni teraz mogę wszystko wyjaśnić. Znalazł mnie podróżnik, który razem ze swoich ogromnym zwierzem wyciągnęli mnie spod zawalonego drzewa.  Pamiętam, że chciałam się odwdzięczyć, jednak on się tylko zaśmiał i podarował mi zapasy na dokończenie podróży. Pytałam się, kiedy wyrusza i czy nie mogłabym się z nim zabrać, nie usłyszałam konkretnej odpowiedzi. Jednak  spytany o swoje przygody nie mógł przestać mówić, pewnie doskwierała mu samotność. Słuchałam jego opowieści o Tyrii, o miejscach które zwiedził, o przyjaciołach. O starym Askalonie, które musiało być naprawdę pięknie sądząc po jego łzie wzruszenia.  Zdradził mi niewiele, ze swoich planów, które przysięgłam nie wyjawić.  Powiedziałam mu w zamian o swoich planach, on pokiwał głową i dorzucił trochę ziaren dla mojego towarzysza. Siedziałam zafascynowana słuchając jego kolejnych opowieści, głaszcząc jego zwierzę, które było nad wyraz miłe.

Następnego dnia obudziłam się przykryta licznymi płachtami i kocami. Mój przyjaciel rozprostował skrzydła i strzepnął ostatnie rosy z pobliskich traw. Trochę zaskoczyło mnie to, ale przypominając sobie jego słowa uśmiechnęłam się pod nosem. Zrozumiałam wtedy, że dla niektórych wolność i niezależność jest po prostu najważniejsza.
Decyzja
Decyzja

Nie czuję już nóg. Brnęłam przez te zaspy niemalże bez przerwy przez cztery dni. Nie jestem przyzwyczajona do takich niskich temperatur, na szczęście znalazłam miejsce na nocleg w Domostwie Olafa. Czuję się… nieswojo w tak wysokim towarzystwie. Dowiedziałam się, że czeka mnie jeszcze tydzień drogi w stronę jaskiń prowadzących do Rata Sum. Podobno to najszybsza droga, ale nie najbezpieczniejsza. No cóż… umiem się bronić, najwyżej zapłacę za eskortę do jaskiń. Siedząc przed ogniskiem zaczęłam zastanawiać się… czy ta podróż była dobrym pomysłem? Czego ja tak naprawdę szukam? Nie umiałam sobie odpowiedzieć na te pytania, po prostu nie. Nadal nie umiem… Może na czas odpoczynku porozmawiam z nornami, to mnie odciągnie od tych nurtujących myśli.

Słyszałam opowieści o Sif Łowczyni Cieni. Chciałabym ją spotkać ,może mogłabym się od niej sporo nauczyć? Wiem, że nornowie są świetnymi myśliwymi, ale nie bez powodu jest o niej głośno. dowiedziałam się, że mogę ją znaleźć w Sifhalli. To byłoby ogromne zboczenie z kursu, chociaż…


Postanowione, jutro uzupełnię zapasy i wyruszę w stronę jeziora Drakkar.  Nie obchodzi z czym się będę musiała zmierzyć – Modnirry, Elementale, czy czerwie. Chcę się spotkać z Sif, chcę się dowiedzieć ile warte są moje umiejętności. Na pewno udzieli mi wiele cennych wskazówek.
Kolejna podróż
Kolejna Podróż

Jestem na statku, którym za tydzień dopłynę do Kintaju. Mam mnóstwo czasu na rozmyślanie, studiowanie map, czytanie książek.  Nie zapowiada się żaden sztorm, cała podróż ma minąć spokojnie. I oby tak było.

Trochę… boje się podróży przez kontynent. Słyszałam o zimnej wojnie między Am Fah i Jadeitowym Bractwem. Mam nadzieję, że nie wmieszam się w żaden konflikt, ale mam też dziwne przeczucie, że nie będę ich obchodziła i zabiją mnie jak tylko mnie zobaczą. W dodatku panuje tam jakaś zaraza.


Nie mogę przestać myśleć o czarnym moa. W Centrum Kaineng postaram się znaleźć o nim więcej informacji.  Na razie wiem tylko tyle, że można go spotkać tylko w Lasach Drzewoskały, na terenie Kurzików. Jeszcze są Luksoni i Kurziki… Sporo tych konfliktów. Ale to nieistotne.
Choroba
Choroba

Am Fah, Jadeitowe Bractwo… to nic w porównaniu z zarażonymi. Nie wiem do końca co się z nimi stało, ale nie przypominają już człowieka – w żadnym znaczeniu tego słowa. Zdeformowane ciała, powykrzywiane i pokryte obrzydliwymi bąblami. To… byli ludzie… To straszne…


Skąd to wiem? Walczyłam z nimi. Na całe szczęście nie byłam sama. Wynajęłam najemników, chociaż nawet z nimi nie było to łatwe starcie. Otoczyli nas. Nie byli szybcy, ale byli więksi od przeciętnego człowieka i ten obezwładniający smród… Aż strach było oddychać. Trzymałam mojego przyjaciela na dystans, żeby przypadkiem nie dotknął tych wstrętnych kreatur. Myślałam, że to już koniec. Mieliśmy jednak szczęście, bo te bestie nie były na tyle inteligentne by rozsądnie walczyć. Machały broniami może i silnie, ale nie celnie. Skupiliśmy się na zarażonych magach, stanowili największe zagrożenie. Z wojownikami i łucznikami poszło nam już łatwiej.

Po dotarciu na Rynek najemnicy domagali się zapłaty, ale odmówiłam. Potrzebowałam ich pomocy w dalszej wędrówce na południe.



Straż Aiwe: Kroniki Amulusa
Ostatnie i nowe karty Księgi zaczęły odkrywać kolejne tajemnice z wpisanych do niej treści. Jedne z nich należały do Radnego Amulusa, należącego za swych czasów do Straży Bractwa Leth mori Aiwe. Jego kroniki są mocno powiązane z istotą i historią frakcji sprawiającej pieczę nad bezpieczeństwem.

Rytuał Dołączenia
Rytuał Dołączenia

Pamiętam, jak jeszcze byłem jedynie zwykłym strażnikiem, który miał cel oraz chciał jak najlepiej dla Bractwa. Strzegłem ważnych dla nas zasad oraz broniłem te wartości, które były najbliższe memu sercu. Jednak, najważniejszym dla mnie momentem był pierwszy dzień, w którym wkroczyłem w szeregi Straży Bractwa.

 Nastawała powoli noc, kazano nam zebrać się przy ołtarzu osadzonego tuż obok trzech kamiennych tablic, na których widniały trzy słowa: Zasady, Braterstwo, Historia. Przybyłem na miejsce jako pierwszy oraz wpatrywałem się w ogień tańczący żwawo na palenisku tuż nieopodal. Był hipnotyzujący w takim stopniu, jakbym zapomniał, że czas nadal płynie. Oderwałem wzrok od paleniska oraz spojrzałem na ołtarz. Był ładnie przyszykowany, a na nim były trzy rzeczy: Butelka z szkarłatnym winem, duży złoty kielich oraz tajemnicza czarna szkatułka zamknięta na klucz. Gdy tak się przyglądałem to akurat przybyli moi towarzysze, którzy zostali również wybrani. Miałem wpierw wątpliwości co do wydarzenia. Mrok zaczął zapadać coraz bardziej, aż w końcu cały teren został spowity czernią. Denerwowałem się, przechodziłem z nogi na nogę chcąc rozładować narastające napięcie. Czułem jak moi towarzysze również czuli stres, coś magicznego było w tym miejscu i dawało o sobie znać. Nagle w oddali zauważyliśmy światło pochodni, które zbliżało się coraz bliżej. Powoli dostrzegaliśmy sylwetkę Egzekutorki, które zbliżała się wraz z Aiwe. Spojrzeliśmy po sobie, bardzo niepewni tego co miało się zaraz wydarzyć, serce mi szalało w piersi. Aiwe wraz ze swoim ptakiem na ramieniu oraz księgą w dłoniach stanęła przed nami, a obok niej Egzekutorka. Zerknęły na siebie i krótkim skinieniem głowy dały sobie jakiś sygnał. Aiwe spoglądała na nas, obserwowała nas, tak jakby wpatrywała się w głąb naszych dusz. Egzekutorka podeszła do ołtarza oraz nalała do dużego kielicha  zawartość butli, napełniając naczynie szkarłatnym winem. Wszechobecna noc, palenisko oświetlające otoczenie, nasza trójka, trzy tablice, ołtarz oraz najważniejsze osoby w Bractwie, to wszystko tworzyło tajemniczą i magiczną aurę. Egzekutorka po przeprowadzeniu przygotowań, odwróciła się do nas spojrzała na nas. Na każdego z osoba swoim surowym wzrokiem. Podeszła bliżej oraz powiedziała...

"Słowa, które tu padają, powtarzane są od początku istnienia Straży Bractwa..."

  Aiwe łagodnie uchyliła głowę, spoglądając na Księgę oraz gładziła przedmiot łagodnie kciukami. Ptak na jej ramieniu był spokojny oraz wydawał się czuwać nad swą panią, majestatycznie trzepocząc swymi skrzydłami. Po krótkiej chwili, dotarły naszych uszu słowa Egzekutorki...

"Przyłączcie się do nas, bracia i siostry. Przyłączcie się do nas, do czuwających w cieniu skrzydeł Czarnego Ptaka. Przyłączcie się do nas, pełniących wieczną służbę...

A jeśli zginiecie, Wasza ofiara nie zostanie zapomniana, a my pewnego dnia do Was dołączymy..."

 Moje serce zabiło mocniej, spojrzałem na swych towarzyszy kątem oka, wydawali się odczuwać to co ja. Następnie skierowałem wzrok ku postaci Egzekutorki, a ona widząc moje spojrzenie, wypowiedziała...

"Amulus, wystąp..."

 Przez chwilę czułem niemoc, moje nogi nie chciały się ruszyć, zamarłem na moment. Gdy tylko Aiwe uniosła wzrok ku mnie i wyciągnęła Księgę w moją stronę, poczułem  wtedy lekką ulgę. Wystąpiłem, zrobiłem krok ku Księdze. Spojrzałem na kobiety przede mną, a Egzekutorka na mnie swoim surowym i ostrym jak ostrze wzrokiem. Wiedziałem co robić, skinąłem głową oraz prawą dłonią dotknąłem Księgi Aiwe. Tuz po chwili usłyszałem ponownie twardy kobiecy głos...

"Czy przysięgasz na Księgę Aiwe, przestrzegać Zasad, chronić Braterstwa oraz pamiętać o Historii?"

 Zamknąłem oczy, wziąłem głęboki wdech w swe płuca i po chwili wypuściłem powietrze, jednocześnie mówiąc pewnym siebie głosem...

"Przysięgam."

 Cofnąłem dłoń oraz spojrzałem na Aiwe, która łagodnie odsunęła się, dając nieco miejsca Egzekutorce, która przez ten czas wzięła duży kielich z szkarłatnym winem oraz skierowała go ku mnie. Wziąłem naczynie w dłonie, skierowałem ku ustom oraz wychyliłem popijając szkarłatnym alkoholem. Oddałem kielich oraz cofnąłem się do szeregu, czując jakby coś się zmieniło we mnie. Następnie moi towarzysze przeszli przez to samo co ja. Po dłuższej chwili i przeprowadzeniu rytuału dołączenia Egzekutorka przemówiła raz jeszcze...

"Zostaliście wezwani, by poddac się Słuzbie dla wyższego dobra... Od tej chwili jesteście Strażnikami Bractwa... Dokonało się, witajcie."

 Po tych ostatnich słowach pieczętujących dołączenie, poczułem ulgę. Egzekutorka otworzyła kluczem niewielki pojemnik oraz otworzyła. Wewnątrz znajdywały się trzy Sygnety z wyrytym ptakiem. Wzięliśmy je oraz usadziliśmy na swych dłoniach. Przez długi czas spoglądałem na Sygnet oraz miałem przed sobą jasny cel: słowa, które tworzyły Kodeks Straży...

" Przestrzegaj Zasad, chroń Braterstwa oraz pamiętaj o Historii... "
Powinność
Powinność

 Wkrótce po przejściu Rytuału Dołączenia stałem się jednym z Strażników Bractwa. Gdy po raz pierwszy wstąpiłem między swych braci w służbie, miałem tak wiele pytań. Jednak, kto miałby czas dla świeżaka, prawda? Zafascynowany nowym otoczeniem dokładnie przysłuchiwałem się i zdobywałem wiedzę, zgodnie z Zasadami Księgi. Samodoskonalenie - każdy dobrze wiedział jak bardzo ważnym jest to, by samemu dochodzić do rozwoju umiejętności oraz wiedzy - Rozwijaj swój umysł i ciało. Świat ciągle się zmienia, jeśli chcesz żyć musisz robić to razem z nim. Tu zawsze jest ktoś silniejszy od ciebie.

 Pierwszy dzień służby nie należał do łatwych. Wysłano nas na wyprawę, gdzie mieliśmy chronić naszą liderkę przed potencjalnymi napastnikami. Wraz z braćmi służby, uzbroiliśmy się oraz przygotowaliśmy na nadchodzącą misję wzorowo. Nikt nie miał prawa nas zaskoczyć, a tym bardziej zagrozić z bliska. Przed rozpoczęciem drogi wielu z nich mówiło, że to jedna z najważniejszych misji, ponieważ taka jest nasza powinność. To słowo wryło mi się w umysł, nie wiedząc czemu. Powinność... Powinność... Czym jest moja powinność? Nie dawało mi spokoju, gdy się zebraliśmy do drogi czekając na Aiwe, ciągle zastanawiałem się nad znaczeniem tego słowa. Liderka przybyła odziana w długi płaszcz, zakapturzona. Miała u swego boku Księgę, a na jej ramieniu siedział jak zwykle jej czarny ptak. Cisnęło mi się na usta, by zapytać się Aiwe, co oznacza "powinność", lecz gdy tylko się nieco bardziej ruszyłem - to dostałem z łokcia w bok od starszego kolegi Strażnika. "Zachowuj się..." Odparł krótko i cicho, wtedy dotarło do mnie, jak bardzo głupio miałem zamiar postąpić. Wkrótce ruszyliśmy w wyprawę, chroniąc Aiwe jak tylko mogliśmy...

 Liderka szła tuż przy nas, osłaniana przez jednych z lepszych zbrojnych odzianych w ubiór Bractwa. Zastanawiałem się, czemu wzięli mnie - żółtodzioba - na tak ważną misję. Mogłem się spodziewać jedynie, że to była swego rodzaju próba, czy nadaję się na to stanowisko. Świetnie - pomyślałem - Zostałem rzucony na głęboką wodę. Nie było jednak tak źle jak mi się zdawało na początku. Droga była czysta, wolna od jakichkolwiek stworzeń czy bandytów. Liderka wydawała się być spokojna, skupiona na tym wszystkim co się znajduje dookoła. Szła wraz ze swą Księgą w ręce, pisząc coś na stronicach piórem. Sprawiała wrażenie, że widzi znacznie więcej i szerzej, niż ktokolwiek z nas. Co ona mogła widzieć takiego, czego my nie byliśmy w stanie dostrzec?

 Minęło kilka godzin drogi, a Kapitan w końcu ogłosił przerwę. W głębi duszy tak bardzo się cieszyłem z tego powodu, w końcu myślałem, że nogi mi odpadną od tego ciągłego szybkiego marszu. Usadowiliśmy się między drzewami, nieco dalej od drogi. Sprawdziliśmy wpierw teren, upolowaliśmy królika oraz rozbiliśmy prowizoryczny obóz z małym ogniskiem, by nie zwracać na siebie zbyt wielkiej uwagi. Skończyliśmy, a ja nareszcie usiadłem oraz poczułem ogromną ulgę. Po chwili rozejrzałem się i widziałem jak reszta starszych doświadczonych Strażników. Mój wzrok wkrótce padł na Aiwe, która wręcz nieprzerwanie pisała coś w Księdze, aż na moment przestała i schowała przedmiot do torby. Teraz, albo nigdy - Pomyślałem oraz podszedłem do Aiwe, następnie zapytałem się - Przepraszam, liderko, mogę zająć chwilę? - Wtedy poczułem karcący wzrok reszty Strażników. Aiwe jednak nie zdawała się być zaniepokojona moim wtrąceniem oraz pozwoliła mi mówić...

 Zapytałem się, na czym polega powinność Strażników Bractwa, czując wręcz rozsadzającą od środka ciekawość. Aiwe z wyczuwalnym pozytywnym podejściem uniosła dłoń i wskazała na wszystkich Strażników. Wszyscy oni, widząc gest Aiwe, ustawili się w baczność, porzucając swe czynności. Wkrótce odparła - Powinnością Strażnika jest dbać o dobro Bractwa. Spójrz na swych kolegów - poświęcają się w pełni, by wszyscy byli bezpieczni. Przygotowali się jak najlepiej, wyostrzyli zmysły oraz są lojalni. Precyzując... Powinnością Strażników jest dbanie o bezpieczeństwo oraz dobrobyt Bractwa oraz jego członków. Nadzorujecie, patrolujecie, pomagacie oraz czuwacie by wszystkim się żyło spokojnie, a ludzie czuli swobodnie w swym domu, nie bojąc się o nic. Jesteście pierwszą i zarazem ostatnią linią obrony Bractwa.

 Słowa liderki utwardziły mnie wkrótce w przekonaniu, że ten głód wiedzy oraz zrozumienia został nasycony. Reszta naszej misji przeszła pomyślnie, a nauka Aiwe sprawiła, że gdy stałem się Kapitanem, aż w końcu jednym z szóstki Radnych, to wiedziałem na czym polegała istota bycia Strażnikiem Bractwa.

 Jednak teraz, tak jak każdemu z reszty Rady, zabrakło dystansu do swej własnej wiedzy oraz pozycji i pogrążyłem się we własnej arogancji. Jednak Edelhart sprowadził mnie na dobry tor,  lecz czy nie za późno?

 Czas pokaże co los spisał w kartach przeznaczenia... Wraz z bratem Edelhartem będziemy teraz strzec Księgi własnym życiem, dopóty śmierć nie przerwie tego zadania.



Upadek bractwa: wojny Rady
Śmierć Aiwe była sporym ciosem dla gildii, aczkolwiek nie tak wielkim, by spowodowała jakieś większe spustoszenie w szeregach bractwa - życie musiało płynąć dalej i większość wydawała się o tym doskonale wiedzieć. Dawna mistrzyni w swoich ostatnich dniach przygotowywała wszystkich do tego, że niebawem odejdzie, dlatego zaleciła im między innymi stworzenie nowej funkcji, zwanej Radą Leth mori Aiwe. Miała pewne obawy - kiedy o tym myślała, zmarszczki na jej czole pogłębiały się, a w oczach można było dostrzec niepewność - odnosiła wrażenie, jak gdyby coś przeoczyła. Jakiś istotny szczegół. Swój stan zwalała jednak na podeszły wiek i zmęczony już życiem umysł, który nie był tak świeży jak dawniej. Wychodząc do ogrodów bractwa z uśmiechem obserwowała młodzieńców, których starsi, doświadczeni weterani - wysoko postawieni członkowie gildii - szkolili w rozmaitych sztukach. Poradzą sobie - mówiła do siebie - jakby starając siebie samą przekonać.

Jak zaleciła Aiwe, tak zrobiono i kiedy jej brakło, powołano Radę bractwa, składającą się z najwierniejszych towarzyszy. Nastały bardzo dobre dni, Leth mori Aiwe nigdy wcześniej nie było tak potężne, znacznie rozbudowano struktury, stworzono nowe funkcje i prawa, a to wszystko przekładało się na ogromny rozrost organizacji. Powód tak wielkiego postępu nie był dla nikogo tajemnicą - pomogły w tym wszelakie zapiski, jakie pozostawiła po sobie mistrzyni, co sprawiło, że kobieta jeszcze bardziej urosła w ich oczach. Momentami mieli do niej mały żal, że nie podzieliła się tym wszystkim jeszcze za swojego życia - jak wiele mogliby wtedy razem osiągnąć - ale szanowali jej decyzję. Powstanie Księgi Aiwe sprawiło, że poznali swoją liderkę jeszcze bardziej.

Z czasem jednak zaczęto dostrzegać małą lukę w całym tym przedsięwzięciu, istniała co prawda Rada, ale nie było tego jednego, który wziąłby na siebie najcięższe brzemię i poprowadził ich przez trudne chwile. Każdy z nich był sobie równy, co z pozoru wydawało się być dobre, ale w praktyce powodowało wiele konfliktów. Brakowało przywódcy nadającego wszystkiemu konkretny kierunek, co w miarę czasu zaczynało być coraz bardziej zauważalne. Powiedziałby kto, że w tym przypadku wystarczyło z nich wszystkich wyłonić tego jednego, ale to prędko okazało się być niemożliwe. Wizja władzy przysłoniła im oczy - każdy z nich zapragnął być tym najważniejszym, czego na samym początku otwarcie nie okazywali. Zaczynało się niewinnie, ot jeden drugiemu dyskretnie podkładał nogę, każdy z nich jakby nieświadomie szukał wiernych sobie rycerzy i podjudzał ich przeciw reszcie - były nawet próby otrucia. Nim się obejrzeli, oddalili się od siebie na tyle bardzo, że zaczęli prowadzić otwartą wojnę. Zapomnieli o swojej przyjaźni i Aiwe, która pragnęła, by wspólnie dbali o jej spuściznę.

Wojna była długa i wyniszczająca, żadna ze stron konfliktu nie wydawała się wygrywać, a czasy, w których ją prowadzono, bynajmniej takich potyczek nie ułatwiały. Nie można jednak powiedzieć, iż w tym wszystkim brało udział całe bractwo, gdyż takowe było na tyle wielkie, że zdecydowanie nie brakowało osób postronnych. Należeli do nich między innymi uczeni, bibliotekarze oraz kronikarze, którzy widząc co się dzieje, prędko zainteresowali się Księgą Aiwe i zadbali o jej bezpieczeństwo. Co zresztą nie było trudne, biorąc pod uwagę to, jak bardzo Radę pochłonęła wojna.

I tak oto wszelakie notatki opisujące wojnę Rady, która doprowadziła ostatecznie do upadku bractwa, znalazły się w Księdze Aiwe i miały być kolejną lekcją dla przyszłych pokoleń tworzących gildię. Nikt jednak nie wiedział, czy takie kiedykolwiek miały się pojawić. Zapiski przekazywano z rąk do rąk, z ojca na syna, ale stara księga prędko zaczęła być jedynie pamiątką po zmarłych, bądź zbędnym przedmiotem walającym się na czyimś strychu...  Została zapomniana.

Wspomnienia Radnego Edelharta - Początek Końca
Wspomnienia Radnego Edelharta - Początek Końca

Życie Aiwe chyliło się ku upadkowi. Wszyscy doskonale widzieliśmy, że jej czas już się zbliża. Każdy kolejny poranek był dla niej nowym wyzwaniem, z którym radziła sobie nad wyraz dobrze. Mimo swojego wieku i zmęczenia, które rysowało się na jej licu, każdego dnia dalej z nami rozmawiała, pomagała jak tylko mogła. Sama także czuła, że jej czas się kończy, dlatego próbowała ułatwić nam dalsze życie, chciała wszystko zorganizować, wypełnić wszystkie długi i obietnice. Zorganizować nam dalsze życie, kolejne cele, pocieszyć ze smutku związanego z jej odejściem.
Od samego początku to wolność była dla niej najważniejsza, to nią kierowała się w codziennym życiu i to ją chciała nam zapewnić. Dobrze widziałem, że się bała. Nie wiem czego, jednak to był ten prawdziwy rodzaj strachu, który tkwił głęboko w jej sercu. Być może to widmo śmierci tak ją przerażało, a może obawa, że nie damy sobie bez niej rady. Cokolwiek ją trapiło, próbowała to ukryć. Nie chciała abyśmy widzieli jej wątpliwości, jednak my byliśmy tego świadomi.

Jednym z ostatnich postanowień Aiwe było przekazanie najwyższej władzy w gildii. Zarówno reprezentacyjnej, jak i wewnętrznej. Nie miała ulubionego ucznia, nigdy nikogo nie faworyzowała. Wszystkich zawsze traktowała równo, jak własne dzieci. Właśnie dlatego do życia została powołana Rada Leth mori Aiwe. Nasza szóstka, tych, którzy byli z nią najdłużej,po jej śmierci miała zająć się wszystkimi tajemnicami, obowiązkami. Mimo, że nikt z nas sobie tego nie wyobrażał, mieliśmy ją zastąpić.

Aiwe odeszła nagle, jednak nie widzieliśmy jej śmierci. Pewnego dnia stwierdziła, że nadszedł czas. Pożegnała się ze wszystkimi, jak gdyby wyruszała w kolejną podróż. Oddała Księgę ze wszystkimi swoimi przemyśleniami spisanymi rękami naszych Bibliotekarzy. I odeszła. Zniknęła za horyzontem w promieniach wschodzącego światła i już nie powróciła. Wyruszyła w swoją ostatnią wspaniałą podróż. Do kresu wszechrzeczy.

Wspomnienia Radnego Edelharta - Okres Wielkiego Smutku
Wspomnienia Radnego Edelharta - Okres Wielkiego Smutku

Odejście Aiwe nie było wydarzeniem, które mogliśmy łatwo przyjąć. Przez kilka pierwszych dni nie wiedzieliśmy co ze sobą zrobić, jak przewodzić grupie, która teraz na nas skupiła swój wzrok. Wszyscy oczekiwali, że będziemy wstanie ją zastąpić. My nie czuliśmy się jeszcze na siłach. Torohandra przez długie dnie siedziała w samotności. Ona chyba najgorzej przeżyła jej odejście. W końcu to ona codziennie się nią opiekowała, czuwała przy niej. Przez bliskość, którą ją obdarzyła, nie mogła pogodzić się z jej śmiercią.

Okres smutku i żałoby trwał przez kilka miesięcy. W tym czasie część członków bractwa odeszło. Bez Aiwe nie widzieli sensu dalszego istnienia gildii. Zapewne wszystko, co osiągnęliśmy, co jej zawdzięczaliśmy, przepadłoby gdyby nie Angu. To on na nowo tchnął w nas nadzieję. Uświadomił nas, że teraz to my jesteśmy teraz odpowiedzialni, za przekazanie jej wartości dalej. To nas wybrała jako swoich reprezentantów i nie mogliśmy jej teraz zawieść.

Po kolejnym miesiącu, znów udało się nam stanąć pewnie na nogach. Mimo braku Aiwe, działaliśmy dalej. Ku  jej ostatniej woli, przejęliśmy pieczę nad bractwem i wspólnymi siłami: Synthia, Angu, Torohandra, Ralto, Amulus i ja, Edelhart, stanęliśmy na czele Leth mori Aiwe jako radni.

Wspomnienia Radnego Edelharta - Konflikt
Wspomnienia Radnego Edelharta - Konflikt

Przez pierwsze lata naszego przywództwa, Leth mori Aiwe zyskało jeszcze większą sławę w całej Krycie, jak i po za jej granicami. Zdobyliśmy nowych członków, nowych ludzi, którzy postanowili ruszyć za historią Aiwe. Szerzyliśmy pomoc, tam gdzie była taka potrzeba. Odnaleźliśmy spokój, który po jej odejściu został zachwiany. Nie mieliśmy już wątpliwości. Każdy z nas dalej pragnął wypełniać swoją rolę w tej wielkiej rodzinie.

Niestety, z czasem między nami zaczęły pojawiać się różnice. Początkowo niewielkie, jak te dotyczące kolejnych wypraw. Zawsze z nimi sobie jakoś radziliśmy, w końcu wszystkim nam zależało na jedności gildii. W końcu zaczęły jednak pojawiać się większe wątpliwości. Każdy z nas był inny i wraz z następnymi latami, każdy z nas zaczął inaczej postrzegać zasady, którymi się kierowaliśmy. Mimo Księgi Aiwe, która była dla nas oparciem, nie potrafiliśmy odnaleźć wspólnego języka. Skupiliśmy się na znaczeniu słów Aiwe, a nie na ich sensie, czy przekazie. Sześciu radnych, zaczęło mieć swoją własną wizję Leth mori Aiwe, zaczęli nadbudowywać zasady, tworzyć odstępstwa i wiedzę według własnych doświadczeń. Edelhart również.

Wspomnienia Radnego Edelharta - Rozpad
Wspomnienia Radnego Edelharta - Rozpad

Konflikt Radnych pogłębiał się z każdym dniem, z każdą decyzją podjętą za plecami reszty. Nikt nie chciał odpuścić, każdy z nich wypracował swoje oddzielne zdanie, swoją wizję Leth mori Aiwe. Wspólna władza uderzyła im do głowy, nie potrafili się nią podzielić. Teraz wiem, że Aiwe właśnie tego się bała. Znała nas lepiej od nas samych i widziała zagrożenie które leżało w jej decyzji. Bez jej obecności i z naszą chęcią podążenia jej śladami,  zapędzimy się na drogę, z której nie będzie powrotu.

Rozpad stał się już tylko kwestią czasu. Członkowie gildii znów zaczęli opuszczać nasze szeregi, a oni ich nie zatrzymywali. Walczyli o swoje, dopuszczali do rozłamu, tylko dlatego, że chcieli udowodnić swoje racje przed innymi. Z przyjaciół, którymi byliśmy już od bardzo dawna, staliśmy się wrogami. Już dla nikogo nie liczył się sens, dla którego powstało Leth mori Aiwe, każdy chciał narzucić swoją własną wizję nauk Aiwe. Najbardziej zatwardziały w swoich przekonaniach był jednak Angu. On od zawsze miał twardy charakter, jednak przez zaślepienie żądzą władzy zbłądził razem z nimi wszystkimi.

To on jako pierwszy nie wytrzymał wspólnej walki. Dążył do samodzielnej władzy. Chciał zostać jedynym następcą Aiwe w takim stopniu, że dopuścił się najgorszej możliwej zbrodni. Nie mógł dobrocią odwieść ich od ich własnych planów. Postanowił więc to uczynić siłą. Przyjaźń, która ich łączyła rozmazała się wraz krwią Radnych. Desperacja Angu sięgnęła tak wysoko, że nie pacząc na wartości naszej mistrzyni, postanowił zabić ich wszystkich. Dopiero po śmierci Synthi zrozumiałem. Zarówno ja, jak i inni, zauważyłem, co się z nami stało, jak bardzo wszyscy zboczyliśmy ze ścieżki, którą pokazała nam Aiwe. Zbezcześciliśmy jej pamięć, zaniedbaliśmy nasze obowiązki i doprowadziliśmy do upadku tego, dla czego poświęciliśmy całe nasze życie.

Niestety, Angu nie dostrzegał już błędów. Zmienił się i z obawy przed podzieleniem jego losu, postanowiliśmy rozwiązać Leth mori Aiwe. Bractwo, którego celem była równość i wolność, upadło.

To są ostatnie zapiski, które zostają zapisane w Księdze Aiwe. Ku przestrodze tym, którzy kiedykolwiek odnajdą i przeczytają to dzieło.




Historia najnowsza
Można tylko gdybać, czy znalezienie księgi po tylu latach, właśnie przez osobę, którą zafascynowała jej treść, jest wynikiem przypadku. Czyżby jednak kryło się za tym coś więcej? Tak czy owak jedno jest pewne - Leth mori Aiwe powróciło, a w Księdze Aiwe w miejscu poświęconym Historii zaczęły pojawiać się kolejne akapity. Wiele również trafiia do kronik, które są częścią księgi.
« Ostatnia zmiana: Luty 12, 2019, 01:25:00 pm wysłana przez Xar »

Warden Mathre

Odp: Historia
« Odpowiedź #1 dnia: Luty 12, 2019, 01:28:18 pm »
Dodano nowy rozdział historii - Kroniki Amulusa: "Powinność"