Forum

 

Autor Wątek: Pradawna uraza - na południe!  (Przeczytany 57 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Joy

  • ArtanisJoy.7640
  • Wiadomości: 590
  • Płeć: Kobieta
  • Ta dzisiejsza młodzież...
    • Karta postaci
    • Tytuly
Pradawna uraza - na południe!
« dnia: Grudzień 07, 2018, 01:35:18 pm »



Cytuj
Wstęp

Vendetta Duszy leciała przodem. Dumny sterowiec równie dumniej Popielki, która chcąc pomścić swoich towarzyszy stworzyła instytucje uważaną przez niektórych za najpotężniejsza gildie w Tyrii. Cell misji był jeden - dogonić i zabić Shaterera. Przywróconego kiedyś z mgieł przez Kalkatronika smoczego czempiona. W szyku tuż za sterowcem Vigil podążały jeszcze dwa okręty.  Jednym z nich był Gniew Aiwe. Sterowiec Złotego Miasta, który na rozkaz Głównej Egzekutorki Złatej Srebrnookiej dołączył do pościgu.

Podróż była powolna. Nawet prędkość rozwijana przez sterowce była niczym wobec przebywanej odległości. Monotonny szum silników i wiatr uspakajał wszystkich. Gdyby nie rosnącą na horyzoncie złowroga fioletowa chmura przykrywająca jedną z krain Elony rejs byłby urlopem dla większości istot na okręcie.
Sama Egzekutorka stała na dziobie okrętu. Była na pokładzie najwyższą rangą istota i nikt nie ośmieliłby się jej zakazywać swobodnego przemieszczania po okręcie, który na jej rozkaz wyszedł z doku. Brak zwierzęcych towarzyszy był szeroko komentowany wśród załogi. Składana lotnia była wpasowana w jej pancerz.

Nassan został dopuszczony do stanowiska obsługi jednego z dział artylerii głównej. Miał obok siebie zarówno ładowniczych jak i wsparcie do obsługi wybranej jednostki broni. Przez szczelinę celowniczą widział jak chmury powoli przetaczają się obok okrętu.

Respecta stała obok sterówki. Obwieszona amunicją oraz trzymająca budzącą grozę strzelbę budziła w załodze uczucie pewności, że albo dana rzecz zostanie naprawiona, albo ta rzecz przestanie istnieć. Ta właśnie przerobiona strzelba była obiektem zazdrości paru istot.
Obok Respecty szwendał się Red. W dłoniach trzymał pstrokatą pacynkę. Przez okulary wpatrywał się w horyzont.

Tuz obok stanowiska pionowzlotu stali Marius i Joy. Ramie w ramię. Co dziwne obydwoje mieli bardzo zacięte miny i lekko podkrążone i lekko przymrużone oczy. Nie było to zmęczenie lecz coś w ich środku. Załoga jakby czując coś podświadomie zostawiła wokół dwójki ludzi wolna przestrzeń. Założone na plecy lotnie lekko falowały przy podmuchach wiatru. Zapasowe kołczany ze strzałami upodobniały Joy do Harpii.

Na pokładzie zgodnie z poleceniem Iana przebywała połowa strażników ze Złotego Miasta. Dwadzieścia piec istot rozlokowało się w głównym pomieszczeniu okrętu.

Z systemu nagłośnienia okrętu pojawił się przekaz z Vendetty. Zniekształcony przez magiczne zakłócenia podawał coraz więcej informacji:

"... Smocza Straż prowadzi rozmowy ze wszystkimi fakcjami Tyrii.  < zakłócenia statyczne >.... teren jest silnie zaburzony magicznie... < trzask > .....................................................................
Walka < trzask > uchodźcy kierują się do twierdzy........ "

Chmura tak odległa na początku podroży rosła coraz bardziej. Złata wyczuwała w ustach metaliczny posmak magii.

"..... < trzaski > trwa walka w miejscu spotkania..... Au..ene... Shat...."

Złata pierwsza zauważyła cel podróży. Potężny smok, który miał być umierający wyłonił się z chmury. gonił za mniejszym, niebieskim smokiem. Sam Shaterer wyglądał zupełnie inaczej niż dwa tygodnie temu. Magia napełniła go i odrodziła.
Vendetta jako pierwsza otworzyła ogień prosto w potężne cielsko.
Gniew dołączył się niemal od razu. Nassan raz za razem strzelał z wielkokalibrowego działa.
Shaterer zawrócił nagle w stronę atakującej go eskadry. Podlatywał raz za razem ale silny ogień zatrzymywał jego atak.

Nagle zniknął w błysku magii i pojawił się tuż nad Vendettą. Rozerwał powlokę nośna okrętu, odskoczył i zniknął w pogoni za mniejszym smokiem.

Z głośników dało się słyszeć ostre rozkazy:

"... Vendetta spada. Opuszczamy okręt. Kierujemy się na pozycje Smoczej Straży oraz na zaznaczony flarami obszar obok miejsca do którego ratują się uchodźcy. Do wszystkich jednostek. Wesprzeć miejsce katastrofy. Powtarzam zrzucić siły w miejsce rozbicia się Vendetty i zawracać. ..."

Przekaz urwał się. Złata jako najwyższa stopniem poczuła nagle jak za nią materializuje się cala siła Złotego Miasta, która udała się na wyprawę.  Razem z nią trzydzieści jeden istot było gotowych. Nassan pachniał korundem oraz smarem, który zabił nawet woń alkoholu. Widać było jak wiele pocisków wystrzelił podczas krótkiej potyczki.

Za plecami Złatej dumny kształt Vendetty spadał coraz szybciej. Widać było jak wiele istot wyskakuje z niej przy pomocy Lotni. Jak zbijają się w grupy i podążają do wyznaczonych punktów.
Drugi sterowiec wykonał ciasny zwrot i zaczął się z niego desant lotniczy.
Zobaczyli też Shaterera jak stoi na skałach i podąża wzrokiem za małym smokiem uciekającym przed swoim bratem.





Lot eskadry w poszukiwaniu rannego Shaterer'a skończył się katastrofą jednego ze sterowców. Smok nie czekał na nich słaby i ranny - zaatakował.
Nie był już słabą istotą po pierwszym ataku i ucieczce. Był odnowionym i silnym bytem. Spaczonym i żądnym zemsty.
Fioletowe wyładowania otaczały wszystko, gdy z pozostałych jednostek spośród lecących dalej Gniew zataczał kręgi nad wyznaczonym miejscem zbiorczym.
Smok zniknął, a jednostki przybyłych opuszczały pokłady na lotniach w mniej, lub bardziej zorganizowanym szyku.
Złata w otoczeniu Strażników, Respecta, Red, Marius i Joy oraz Nassan którego butelka o włos chybiła Egzkutorkę za co na koniec wydarzeń otrzymał od niej burę... ale nie uprzedzajmy faktów.
Desant trwał, a z góry widać było miejsce pogrążone w chaosie. Spaczeńców atakujących uchodźców przy pobliskiej rampie prowadzącej do jaskini.

Wszyscy wylądowali sprawnie w pobliżu rozbicia Vendetty od razu wpadając w wir walk ze spaczonymi istotami nacierającymi zewsząd. Red pomógł jakiemuś żołnierzowi wydostać się poza zasięg walk, Joy chciała biec na pomoc cywilom, a za nią Marius gdy nagle tuż obok pojawiła się chimera plując fioletowym ogniem. Na szczęście wszystkim udało się uniknąć fali ataku. W tym i schowanemu za krzaczkiem Nassanowi, dzięki jakiemuś strażnikowi.
Zaatakowali bestię z furią. Złata strzałą, Red z pistoletu, Marius zaś wbił miecz w jej ciało.
Od odwetu za owo wbicie ostrza uchroniły wojownika strzały żony i szwagra, a śrut Respecty dał możliwość Złatej posłać stwora na ziemię. Została dobita przez Respecte i Nassana nim zdołała zionąć po raz drugi.

Ruszyli ku jaskini bronionej przez nieliczne już jednostki Słonecznych Włóczni, gdzie hordy nacierały na wejście i chroniących się tam uchodźców.
Joy posłała serię płonących strzał by rozproszyć skupisko spaczonych istot i osłabić ich szeregi. Marius zebrał wokół siebie strażników i tak stworzonym klinem wbił się w masę wroga. Było to ryzykowne bo walczyli teraz otoczeni zewsząd. Kilku ze strażników zostało wciągniętych i rozszarpanych. Red kąsał sztyletami jednostki na tyłach i wypatrywał tych którym trzeba pomóc. Złata szyła z łuku raz za razem, a każdy jej strzał w zbitą masę spaczonych był celny. Respecta rzuciła granatem i dokonała sporego wyłomu w liniach przeciwnika, potem zaczęła strzelać kładąc przeciwników jak wichura łany zboża.
Ich wspólny atak dawał oddech sojusznikom przy jaskini, zaś ilość wrogich istot topniała jak śnieg w promieniach słońca.
Joy dała wsparcie mężowi i jego przybocznym pnączami i to dało im możliwość wysieczenia sobie dookoła przestrzeni ku jaskini. Red dołączył po chwili by wesprzeć wojownika i łuczniczkę. Nassan strzelał raz za razem wspierając pozostałych dopóki nie skończyła mu się amunicja.

Po udanym przebiciu się połączyli siły ze słabnącymi Słonecznymi, odciągnęli rannych i zabezpieczyli wyłom wewnątrz którego chroniło się jak zobaczyli mnóstwo rodzin z dziećmi. Ich wola walki wzrosła.
Odpierali zaciekle ataki pozostałych wrogów, a ogień strzelby, pocisków karabinu, groty strzał, ostrza sztyletów i błękitny miecz błyskały wśród fioletowych istot.

Udało się i tym razem. W chwili wytchnienia osłabieni posilali się i liczyli rannych, straty, oraz poległych. Sprawdzali broń i zapasy.

Do Złatej przybiegł Asur z Zakonu cieni i poprosił ich o pomoc w uruchomieniu drogowskazu by umożliwić transport rannych i ewentualnych posiłków. Trzeba było zebrać złom i części uszkodzonego transportera.
Jedna z pobliskich grup ruszyła by zebrać złom. Zaś grupka Awijczyków ruszyła by w zorganizowaniu wywlec z pobliskiego zbiornika wodnego części. Respecta przekazała Red'owi wyciągarkę, a sama z Mariusem ramię w ramię wywlekała ciężar z mułu i wody, Nassan dołączył po chwili.
Złata i Joy ochraniały ich czujnie wypatrując wroga.
Udało się bez większych problemów i po chwili dostarczyli do jaskini części.

Uruchomiono drogowskaz.

Medycy krzątali się dookoła i przenosili rannych.  Inni z obecnych organizowali zapasy i amunicje, pozostali organizację obozu. Oddechy uspokajały się, a napięte mięśnie rozwierały zaciśnięte na broni dłonie.
Wszyscy wiedzieli, że to chwilowy spokój.

Red plątał się wśród cywilów i raczył dzieciaki jabłkami, Złata pomagała rannym, rozpatrywała się też w terenie przed powrotem do siedziby i przed złożeniem raportu o wydarzeniu Radzie. Wydłubała też co nieco składników z martwej chimery. Nassan popijał w intencji walk i podkpiwał ze złomu który niby miał by zniszczyć smoka. Respecta zaś widziała w owym złomie nie lichy potencjał i zajęła się odzyskiwaniem części z wraku, oraz z dostępnych zapasów.
Joy i Marius po odpoczynku postanowili pozostać i pomagać, a Red został odesłany w niewybredny sposób przez małżeństwo do siedziby i żony.

Smok nadal żył i zbliżał się moment gdy będzie trzeba zmierzyć się z nim po raz drugi, mając nadzieję, że tym razem ostatni.


« Ostatnia zmiana: Grudzień 09, 2018, 11:00:11 pm wysłana przez Joy »
tekst alternatywny
"Ta dzisiejsza młodzież..."