Forum

 

Autor Wątek: Kamienny Krąg [Seria]  (Przeczytany 126 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Złata

Kamienny Krąg [Seria]
« dnia: Lipiec 06, 2018, 11:23:03 am »
Cytuj
KAMIENNY KRĄG: DENRAVI

   6 dnia Sezonu Latorośli, wieczorową porą, na Głównym Placu w pobliżu schodów czekała na awijczyków ślepa sylvari, która jakiś czas temu wywiesiła na tablicy ogłoszeń prośbę o pomoc, spisaną z pomogą jednej z Egzekutorek bractwa Aiwe. Czekała na zebranych przed czasem, z cierpliwością wyczekiwała pomocnej drużyny, a gdy ta pojawiła się w komplecie, opowiedziała o swoim śnie i odpowiedziała na pytania, częściowo rozjaśniając sprawę. Mimo jej słów, awijczycy nie mogli być pewni, czy sen miał cokolwiek wspólnego z rzeczywistością, czy może Blade Drzewo zesłało Kidzie nowe zadanie do wykonania.
Drużyna dowiedziała się, że ich cel był mocno wysunięty na południowy zachód, a droga do niego była trudna, stroma, prawdopodobnie pokryta licznymi korzeniami starych drzew i zamieszkała przez różne stworzenia. Mieli wypatrywać czegoś, co przypominało nienaturalnie wyrośnięty kwiat, najpewniej nawożony magią oddziałującą na tamtejsze tereny.
Udali się do drogowskazu Mikrise w Dziczy Brisban, który znajdował się w wiosce, gdzie stacjonowali Serafowie oraz wielu Durmandczyków badających pobliskie tereny. Z początku chętni na rozmowę z uczonymi awijczycy, szybko zrezygnowali z próby podjęcia takowej, przygotowani na to, że członkowie Zakonu zatrzymają wszelkie tajemnice dla siebie. Opuścili bramy wioski i rozmówili się ze sobą. Nie działali według wyznaczonego planu, a ślepa sylvari niewiele mogła pomóc w wyborze drogi do celu. Wśród zebranych – iluzjonisty Kechoshy, porucznik Ripsharp, pijanego strzelca Nassana i Buszka – nastąpił podział zdań, ale ostatecznie, nie chcąc tracić czasu, ruszyli drogą na południe. Kidzie – druidce – w drodze towarzyszył mesmer, stając się jej oczami i oparciem w ciężkich momentach na szlaku. Problemy szybko odnalazły awijczyków. Podczas, gdy popielec potknął się o wystający nad ziemię korzeń, na plecach Buszka usiadł olbrzymi komar i już miał kąsać mężczyznę i skosztować jego krwi, gdy Respecta dopadła do niego i zmiażdżyła owada z satysfakcją. Drużyna mogła wyruszyć dalej. Ich oczom ukazała się znajdująca w oddali budowla, przypominająca to, o czym mówiła sylvari. W wodzie ją otaczającej znajdowały się bazyliszki, ale te nie wydawały się zainteresowane gośćmi. Gdy tylko Kida usłyszała o tym, co widzieli awijczycy, ruszyła do przodu i przez pośpiech potknęła się, uratowana zaraz przed upadkiem przez Kechoshę.



Respecta wyczuła źródło drugiej magii i natychmiast się nim zainteresowała. Ruszyła w jego stronę, pozostawiając za sobą towarzyszy. Szybko dołączył do niej Nassan, natomiast Buszek ruszył kawałek do przodu, ale pozostawał czujny i czekał na sylvarich. Mesmer, chcąc przekazać druidce chociaż zalążek widzianego obrazu, dotknął jej skroni i skupił się, przelewając siłę w obraz, który ukazał się w głowie Kidy. Chwilę po tym opadł na kolana bez sił, a z jego nosa zaczęła sączyć się złota maź, będąca krwią sylvari. Druidyczna magia podniosła mężczyznę na nogi i wraz z Kidą mogli udać się w stronę obiektu ze snu. Gdy się przy nim znaleźli, zobaczyli przed sobą nie kwiat, a budowlę, którą postawiono tutaj wieki temu. Z daleka wydawała się rośliną, jaka w otoczeniu magii wyrosła wyjątkowo okazała i następnie zgasła, jednak w rzeczywistości była postawiona z kamienia i strzaskana w wielu miejscach. Brakowało w niej kilku większych fragmentów. Magia od kręgu była wyczuwalna, ale zdawała się uwięziona, co zawiodło Kidę, jednak sylvari prędko zrozumiała, że nie było to źródło magii, którego poszukiwała, a to właściwe znajdowało się w miejscu, do którego wyruszyły popielce.
W tym czasie Respecta oraz Nassan dotarli pod wzniesienie.  Powyżej widzieli wodospad, którego woda zatrzymywała się na półce skalnej, a nad nią jasne, nienaturalne światło, emanujące mistycyzmem, wielką czcią i mocą napełniającą te ziemie. Jego oślepiający blask nie pozwalał przyjrzeć się z odległości temu, co tam było. Pierwsza zaczęła wspinać się Ripsharp, wykorzystując wystające ze zbocza korzenie. Gdy pokonała odległość i postawiła krok na samej górze, poczuła, że jej ciało oplątują silne korzenie, a gdy zaczęła je ciąć, pojawiały się kolejne i zaciskały mocno dookoła jej ciała. Dostrzegła drzewca.



Stworzenie wyszło ze źródła wody i zaczęło kroczyć w jej stronę. Nieświadomy niczego Nassan czekał na dole, podczas, gdy Respectę dzieliły sekundy od zmierzenia się z drzewcem. Gdy skrócił dzielący ich dystans, uniósł potężną łapę, by zamachnąć się na popielkę i zakończyć jej życie.
Buszek dołączył do stojącego na dole Nassana. Oboje, zaniepokojeni brakiem odzewu od Respecty, zaczęli wspinać się na górę. Niedługo miał dołączyć do nich mesmer, zostawiając Kidę samotną.
Adrenalina buzująca w porucznik Ripsharp umożliwiła jej ścięcie części korzeni, ale było już dla niej za późno na uwolnienie się z solidnych sideł. Chęć życia pompowała w jej ciało epinefrynę, która buzując w żyłach, umożliwiła popielce stworzenie magicznej bariery z odłamków i przyjęcie na nią silnego ciosu. W momencie, gdy drzewiec zaczął stawać na tylnie nogi, by jeszcze raz zaatakować, popielka odskoczyła na bok, jednocześnie unikając ostrzału Nassana, który po dotarciu na górę od razu rozpoczął atak. Buszek doskoczył do porucznik Ripsharp w celu osłonięcia jej niewidzialnością. Wystawiony na atak, pijany strzelec, musiał odskoczyć przed upadkiem stworzenia. Nim to uczynił, wyrzucił w jego stronę granat dymny. Nim dym zasłonił sylwetkę wroga oraz towarzyszy, w stronę drzewa wystrzelone zostały magiczne pociski w postaci kart Kechoshy, jednak ich efekt pozostawał nieznany, gdy granat Nassana zasłonił otoczenie. Drzewiec opadł na cztery nogi i wywołał wstrząs, który przewrócił popielca i wytrącił Buszka z równowagi. Chwilę po tym rozpoczęli atak. Respecta doskoczyła do tylniej nogi stworzenia i cięła ją z popielczą siłą. Ostrze zagłębiło się w twardym ciele, sprawiając, że należało wykonać kilka szarpnięć, by go wydostać, jak topór zagłębiony w pniu. Kechosha dostrzegł łapę wyłaniającą się w jego stronę z dymu, ale zdołał uniknąć chwytu, teleportując się na tył wroga. Rozpoczął inkantację. Magia chaosu zawisła  w powietrzu, gdy iluzjonista splatał zaklęcie. Buszek energicznie siekał drugą tylnią nogę drzewca, a Nassan kontynuował ostrzał, gdy Respecta postanowiła zacząć wspinać się na grzbiet stworzenia, wykorzystując do tego ostrza. Unoszące się stworzenie nie mogło w pełni stanąć dęba, gdy pozostali awijczycy ranili jego ciało. Burza chaosu zaatakowała nagle i gwałtownie. Otwarte i stare rany przeciwnika otworzyły się i zaczęła sączyć się z nich ciecz podobna do krwi sylvari. Wtedy Respecta zakończyła jego życie, godząc wielokrotnie miększą niż reszta ciała szyję.
Oślepiający blask sięgnął oczu awijczyków. Zobaczyli jasność i mieli wrażenie pisku w uszach, jednak po chwili usłyszeli niski, zniekształcony głos, który wypełnił ich ciała i umysły:


„Około cztery lata temu Klasztor Durmanda otrzymał wiadomość, że Asury niedawno odkryły skamieniałe łuski przypominające starożytnych druidów. Zakon studiował, jak się tam dostali, ale Inquest stosował nieznaną broń, by dotrzeć do mistycznej energii, która znajdowała się wewnątrz skorupy. Okazało się, że Kamienny Krąg w Brisban był w rzeczywistości zniszczonym Kręgiem Denravi. Najnowsze doniesienia mówią o Draconis Mons, strefie w Pierścieniu Ognistych Wysp, pustej wulkanicznej wyspie na północno-zachodnim krańcu łańcucha wyspowego, pierwotnie zanurzonej, dopóki Starożytny Smok Primordus jej nie podniósł. Części płyt tektonicznych przesunęły się pod powierzchnią, a woda zaczęła gotować się przez obecność smoka, przeistaczając morze w niebezpieczną wodą siarkową. Druidzi długo dbali o ten obszar, tworząc na wyspie sanktuarium dla natury, gdy ta wciąż znajdowała się pod falami. W 1173 AE, nielicznie ocalali z ataku na Rata Novus uciekli tutaj, do wciąż rozwijającej się kolonii zwanej Rata Arcanum. Zinn tworzył urządzenie do terraformacji terenu, aby ułatwić tworzenie Rata Arcanum, jednak druidzi reagowali surowo, mordowali ich wszystkich… W 1329 AE wyspa została odkryta przez Pakt i tym samym bardziej dostępna. Odkryto, że znajdowały się na niej Kamienie Druidyczne, które mogły być częścią zniszczonego Kręgu.”

Dźwięk stawał się coraz cichszy, obraz rozmywał się.

„Musicie nas uwolnić, dokończyć rytuał.”

Obraz powoli rozmył się przed ich oczami. Gdy wrócili do rzeczywistości, byli bardzo osłabieni. Szczególnie Kechosha odczuwał skutki oddziaływania silnej magii na jego umysł, a ponadto efekt wykonania silnego zaklęcia z dziedziny magii chaosu. Ponoć widział obraz przedstawiający tajemnicze słowa, którego inni nie byli w stanie dostrzec. Znaleźli też fragment z tajemniczą runą, która zdawała się pieczętować w nim potężną magię.
Po chwili odpoczynku na górze, awijczycy skierowali się w dół wzniesienia, by dotrzeć do Kidy. Okazało się, że sylvari również słyszała w swojej głowie słowa i była wyczerpana. Po informacji o fragmencie kamienia, poprosiła Kechoshę, by kamień trafił do Złotego Miasta, w ręce Egzekutorki Srebrnookiej. Mesmer pomógł druidce dotrzeć do Drogowskazu. Wszyscy wiedzieli, że odnaleziony fragment był tylko początkiem.



« Ostatnia zmiana: Lipiec 14, 2018, 10:57:55 am wysłana przez Złata »

Złata

Kamienny Krąg: Draconis Mons
« Odpowiedź #1 dnia: Lipiec 14, 2018, 10:54:06 am »
Cytuj
KAMIENNY KRĄG: DRACONIS MONS

  Lot sterowcem zajął około sześć godzin. Widok za oknem był zjawiskowy dla osób, które lubiły krajobraz Maguumy, a przynajmniej piękny dla osób preferujących zgiełk miast. W niektórych rejonach było widać wyraźny wpływ mordremów na ziemie i szczególne  miejsce, które niektórym z awijczyków z pewnością zapadło w pamięć – Leże Smoka, gdzie poległ Mordremoth, uwalniając umysły sylvari od swoich rządów.  Później przez długi czas widzieli wodę, spokojne morze aż do skał otaczających wulkaniczną wyspę będącą ich celem. Pierwszym, co rzucało się w oczy był aktywny wulkan, a dookoła niego kilka mniejszych i większych wysepek. Od razu można było zauważyć, że wyspa posiadała wiele warstw. Sterowiec zszedł nieco niżej, a część załogi szukała obszaru do lądowania.
Wśród osób na sterowcu znajdował się również Ravael  i Złata, ale oboje mieli inne zadanie. Zaklinacz chciał poszukać komponentów do warsztatu, a łowczyni miała zająć się badaniem terenu. Egzekutorki dostały komunikatory do kontaktu ze sterowcem.


„Jest, pogranicze pustkowia, choć to raczej dżungla strawiona przez ogień… i dżungla zaraz obok. Wydaje się, że można zlecieć niżej i spróbować znaleźć teren do spuszczenia Was. Kapitanie, czekam na rozkaz!”

„Schodzimy niżej.”

Sterowiec zniżył lot i zatrzymał się nad półką skalną. Dano znak do zrzucenia drabiny, która wymierzała dokładnie dwadzieścia metrów pomiędzy maszyną, a lądem. Awijczycy sprawnie ustalili kolejność zsiadania. Pierwsza ruszyła Respecta. Jej ciężar oraz pewność z siebie umożliwiły jej sprawne zejście i popielka, stając na dole, ustabilizowała ruszane przez wiatr szczeble i tym samym ułatwiła zejście towarzyszom. Wkrótce Kaeiles Mathre, Nassan Hosted, Kechosha, Kal, Respecta Ripsharp oraz Kida stanęli na pewnym gruncie. Gdy podeszli do krawędzi półki dostrzegli w dole morze siarkowe, a na nim niewielką wyspę.


Rozglądając się na boki widzieli wejście do jaskini oraz kawałek nieznanej drogi dalej, jednak dobrze znali swoje zadanie i nie ryzykowali podążeniem w innym kierunku. Ciemne wejście do groty zostało rozświetlone przez płomień Kaeiles, dzięki czemu wzrok nie musiał się wytężać w poszukiwaniu zagrożenia. Szli w szeregu. Iluzjonista po raz kolejny pilnował ślepej sylvari, będąc jej oczami. Im dalej byli, tym uważniej słyszeli niepokojący dźwięk dochodzący z głębi. Odgłos mocno niepokoił Nassana. Popielec miał wrażenie, że już kiedyś słyszał ten pomruk, jednak nie przypisał go do niczego do ostatniej chwili. Gdy źródło magii wyraźnie zaznaczało swoją obecność w głębi jaskini, na drodze awijczyków stanęła olbrzymia bestia – Pożeracz Czerwi z gatunku jaszczurowatych, olbrzymich zwierząt dotkniętych przez ewolucję, aby nie tylko mogły przetrwać w dżungli, ale również dobrze się w niej rozwijać. Niektóre były szybkie, inne masywne, ale ten był wyjątkowo wytrzymały i niewiarygodnie niebezpieczny dla nieświadomych poszukiwaczy.


Tąpnął w ziemię, wywołując falę uderzeniową, kierującą się prosto na drużynę. W górę poderwały się kawałki ziemi i kamieni. Większość drużyny uniknęła ataku, kryjąc się za skałami, ale płomiennowłosa Egzekutorka oberwała kamieniem w policzek. Na jej delikatnej skórze pozostał niewielki, krwawiący ślad, po którym nie miała zostać blizna. Po tym, jak fala minęła, awijczycy się rozdzielili. Respecta wspięła się na skały, Nassan oddalił od grupy, Kida ruszyła w niewiadomym kierunku, Kechosha przygotował się do ataku, uważając, by nie wejść bestii pod nogi, Kal stanął z tyłu, a bestia ruszyła prosto na Kaeiles. Gdy drużyna zaatakowała, Pożeracz zaczął się turlać, obracając dookoła własnej osi. Nie powstrzymywały go ani pułapki elementalistki, mające uwięzić jego nogi w ziemi, ani ogień Kala. Na grzbiecie stworzenia pozostały tylko ślady spalenizny, jednak magia mężczyzny wydawała się wyłącznie go rozwścieczyć. Egzekutorka uskoczyła i Pożeracz zatrzymał się, wykonując mocny zamach ogonem, którym wbił w skały Respectę. Kombinezon popielki uchronił ją przed poważnymi uszkodzeniami, ale kilka z jej żeber było złamanych i miała trudności z oddychaniem. Kae zauważyła, że jeden z jej kamiennych odłamków zranił brzuch stworzenia i poinformowała o tym fakcie towarzyszy. Pociski Nassana niewiele robiły jaszczurowi, lecz ciągłe strzały zwróciły uwagę Pożeracza i ten ruszył w stronę pijanego strzelca. Turlał się na niego i choć na chwilę został zatrzymany przez granat, kontynuował drogę wprost na właściciela karczmy. Wtedy przed popielca wyszła Kida. Sypnęła przed bestię nasiona, z których od razu wyrosła wysoka i gęsta ściana winorośli i korzeni, stając się pułapką dla zagrożenia. Przedstawiciel jaszczurowatych został umocowany do ziemi do góry nogami, a sylvari zniknęła awijczykom z oczu w tumanach kurzu i gęstwinie roślinności. Nieświadomy jej ran Nassan, rzucił w stworzenie dwa granaty, jednak uwaga Kechoshy i jego skupienie na druidce pozwoliły mu na bardzo szybką reakcję, w której dopadł do dziewczyny, zgarnął ją z ziemi i teleportował się na ostatnią sekundę przed hukiem. Siła uderzeniowa powaliła go na ziemię, jednak przed obrażeniami uratowała go kamienna zbroja Kae. Bestia nie żyła, a awijczycy mieli chwilę, by odetchnąć i rozeznać się w ranach towarzyszy. Mesmer, choć wyciągnął sylvari spod wybuchu granatów popielca, widział, że ta jest w bardzo ciężkim, umierającym stanie. Rana na jej tułowiu ciągnęła się od ramienia do biodra i była głęboka, co sprawiało szybką i dużą utratę żywicy. Posiłki zostały wezwane, podczas, gdy Główna Egzekutorka Leth mori Aiwe ruszyła w stronę źródła magii, by dopełnić misji. Gdy dostrzegła duchową postać drzewca, usłyszała:

„Pokój. Wiatr i ziemia cię znają. Dlaczego przyszedłeś? Ty, twoi sprzymierzeńcy i wrogowie musicie szybko opuścić to miejsce, zanim będzie za późno.  Przynieś mi fragment kamienia druidów, który znajduje się w brzuchu Pożeracza, a pomogę ci tchnąć w fragment energię.”

Egzekutorka udała się do poległego stworzenia i wyciągnęła z jego trzewi wspomniany fragment, a gdy wróciła do druida, każdy z awijczyków usłyszał jego słowa, jakby te były skierowane do każdego z osobna.

„Zademonstrowałeś swoją siłę, a my pomożemy ci tchnąć energię w druidyczny kamień. Aby zyskać kolejny fragment, będziesz musiał udowodnić, że opiekujesz się naszymi ogrodami.  Przynieś mi Kwiat Ognistej Orchidei, ale uważaj. Jest pilnowany przez wielkiego robaka, nakarmionego przez wrogów energią Krwawego Kamienia. Żyje w Pogańskiej Warowni powyżej groty. Teraz jednak, słuchaj.
Na początku wielbiliśmy Melandru, a dzięki naszemu oddaniu nauczyliśmy się, jak stać się jednością z naturą, ale to nie wystarczało dla najbardziej oddanych z nas. Ci z nas, prawdziwie oddani, zdecydowali się porzucić fizyczne formy i osiągnąć harmonię z Tyrią. Wielki Wardbough był kiedyś przyjacielem, ale agresywna energia tego miejsca zmieniła wielu naszych przyjaciół.
W pierwszych dnia wszyscy przemieniliśmy się w rytuale podczas pełni księżyca. Obiecaliśmy, że na zawsze będziemy obrońcami dziewiczej przyrody. Przez stulecia dołączyli do nas inni, przyciągnięci chęcią pojednania się z naturą i powitaliśmy ich w naszym Kręgu.
Po czasie pełnej błogości i harmonii z Melandru, druidzi wyczuli zmiany Tyrii. Niektórzy postanowili zasnąć, szukając ukojenia we Mgłach, a inni kontynuowali proces tworzenia i dążyli do zachowania równowagi w naturze. Nasz czas w Kręgu nie był sielanką, a gdy staliśmy w obliczu niezrównoważonej magii Tyrii, odeszliśmy, by dotrzeć do elementów magii. Podróżowaliśmy do wszystkich zakątków świata, tworząc obszary harmonii w przyrodzie i tam pozostaliśmy, pielęgnując nasze ogrody, mając nadzieję, że nasza cicha, dobra praca pomoże przywrócić równowagę magii. Masz prawo wiedzieć, że straciliśmy kontakt z Melandru. Swojego czasu nas prowadziła, pokazała drogę. Czciliśmy ją.
To miejsce jest starsze, niż mogłoby się wydawać. Wyspy Ognia rozprzestrzeniają się pod falami, a wiele innych wysp powstaje w wyniku aktywności wulkanicznej tego obszaru. Takie dno stworzenia zanurzone w żywiole ziemi, ognia i wody było dojrzałe do założenia jednego z ogrodów Melandru. To był jeden z pierwszych. Myśleliśmy, że to sprytne, stworzyć dziurę w wulkanie na dnie oceanu. Było spokojnie. Był Spokojny. Dokładnie do tego dążyliśmy i tak pozostawało przez setki lat.”

Głos ucichł. Duch zbliżył czoło do fragmentu kamienia i tchnął w niego energię. Kae nie zwlekała, nie próbowała zadawać pytań. Wróciła do towarzyszy. Wsparcie prędko nadeszło, by na noszach wynieść Respectę i Kidę i przetransportować je na sterowiec, na którym wkrótce znaleźli się wszyscy awijczycy. Medycy od razu zaczęli doprowadzać pacjentów do stabilnego stanu, a wiedza... wiedza Leth mori Aiwe poszerzyła się o pewność, że aby doprowadzić do równowagi, potrzebowali fragmentów z runami wiążącymi cztery żywioły.

« Ostatnia zmiana: Lipiec 14, 2018, 10:58:31 am wysłana przez Złata »