Forum

 

Autor Wątek: Udręczone piaski cz.2  (Przeczytany 155 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Ravael

Udręczone piaski cz.2
« dnia: Czerwiec 14, 2018, 10:07:11 pm »


Gdy Awijczycy dotarli na górę, zastał ich chaos. Dżiny za wszelką cenę starały się podtrzymać swoje zaklęcia wiążące, jednak niekompletne i rozszalałe szakale wymykały im się spod kontroli, a niektóre nawet atakowały jak wściekłe bestie.

Dwa uderzenia serca po tym, tuż przed nimi pojawił się Rav, ale zanim mieli szanse porozmawiać zobaczyli czerwonoskórego Dżina, który szybko podleciał w ich stronę.
Dżin spoglądając na Awijczyków po kolei zdawał się nie być zadowolony, ale po chwili wachania zdecydował, że skorzysta z pomocy nie spodziewanych gości.
Pstryknął, a ze środka sali wybiegło sześć stworzeń podobnych do tych, które zaatakowały Awijczyków na schodach. Te jednak zdawały się być kompletne, a ich kształt doskonale przypominał szakala o piaskowym ciele zamkniętym w lśniących runach. -Użyjecie tych. - Wskazał jedną z czterech dłoni na podbiegające szakale. - Przeszukajcie skrajne platformy. Jak znajdziecie jakąś udręczoną esencje, to po prosu ją zniszczcie. Jak uda się odzyskać którąś z run, to będę wdzięczny. - Rozejrzał się nerwowo po głównej platformie. - Byle szybko, bo opadamy z sił.

Gdy tylko dosiedli stworzeń natychmiast poczuli coś dziwnego, pewien rodzaj więzi, którą szakale próbowały z nimi nawiązać. Jeżeli tylko pozwolić im na to, to ich powierzchowne myśli częściowo przenikały do głowy jeźdźca, ale działało to i w drugą stronę. Dzięki temu prowadzenie wierzchowcem zdawało się dość łatwe. Chciało się ruszyć, to ruszał, skręcić, to skręcał. Nie było potrzeby takiego zgrania jak z żywym zwierzęciem, jak było to w przypadku wierzchowców, z którymi mieli do czynienia do tej pory. Miało to jednak swoją wadę. Szakale gdzieś głęboko nadal były kłębami udręczonych myśli, pozostałościami mrocznej magii Abbadona. Dżinowie oczyścili i zapieczętowali tę magię w formę szakala, nadając im nowy cel i nową tożsamość... ale nikt nie wiedział czy było to nieodwracalne. Szakal zdawał się podchwytywać każdą mocniejszą emocje: strach, gniew, smutek, zwątpienia i chłonąć je od swojego jeźdźca. Można było sobie tylko wyobrazić co by się stało gdyby wchłonął ich zbyt wiele. Dodatkowo to te proste polecenia jak "jedź", czy "skręć" zdawały się być na dłuższą metę męczące.
Szakal jako wierzchowiec mógł być nieocenionym sojusznikiem, a władanie nim nie wymagało tak bardzo umiejętności jeździeckich, co silnej woli i czystego umysłu.



Przejechali kawałek przyzwyczajając się chwilę do wierzchowców. Każde z nich radziło sobie nadzwyczaj dobrze jak na pierwszą jazdę. Awijczycy postanowili podzielić się na dwie grupy i ruszyć w dwie różne strony.
Pierwsza grupa, Złata, Kae i Warden, wybrała prawą stronę i po chwili przyzwyczajania się do wierzchowców ruszyli. Przez chwilę towarzyszył im Rav, ale sylvari szybko się odłączył i ruszył gdzieś w głąb sanktuarium.
Początkowo nie podobał im się pomysł przechodzenia przez dziwne portale, ale za przewodnictwem Wardena ruszyli wprost w wirujące piaski.


Portal wyrzucił ich z powrotem na ziemie, zamiast do innego pomieszczenia w sanktuarium. Skołowani chcieli wrócić tym samym portalem, ale zdążył zniknąć. Mieli niewiele czasu, bo pobliskie junundu zaczęły się nimi interesować. Całe szczęście nieopodal znajdował się kolejny piaskowy wir, do którego dotarli unikając ataków czerwi. Będąc znowu w głównej hali dżinów ruszyli w stronę kolejnego przejścia, które prowadziło do innych części sanktuarium, ale nie było tam szakali, ani owojonych, ani tych rozszalałych, więc szukali dalej, portale czasem zamykały się za nimi, więc musieli wracać do głównych sal w inny sposób, całe szczęście okazało się, że szakale potrafią przeskakiwać przez domenę cierpienia nawet bez portali. Nie były to znaczne odległości, ale wystarczyło na poruszanie się po latającym mieście. Gdy dotarli wreszcie do ogromnej otwartej, w połowie zniszczonej komnaty znaleźli to czego szukali. Niedoskonały stwór starał się uwolnić, żeby dołączyć do innych sobie podobnych, ale awijczycy przybyli na czas. Stanęli do walki s potworem licząc na pomoc swoich nowych podopiecznych, ale okazało się to błędem. Niedoskonały zaledwie przy pomocy dotyku przejmował i zespalał się z szakalami, które ich tu przywiodły. Po kilku chwilach, jedynie szakal Kae pozostał sobą, podczas, gdy niedoskonały i wierzchowce Złatej i Wardena połączyli się w jedną wielką bestię. Walka była ciężka, ale nie bez powodu te trzy osoby zostały wybrane do egzekutywy. Niszcząc ostatnią runę pokonali wroga, który ginąć uwolnił falę uderzeniową niszczącą podłoże. Sala zaczynała pękać i opadać na ziemie, która była wiele metrów pod nimi. Szybką decyzją Kae zebrała pozostałych na szakala i ledwie udalo im się przenieść przez portal.
To musiał być ostatni z niedoskonałych, bo Dżin pilnujący tej części sanktuarium oznajmił im, że niebezpieczeństwo zażegnane, a oni mają się stawić w samym sercu przybytku.

… W międzyczasie…
Druga grupa składająca się z Mariusa, Joy i Ereltany ruszyła na lewo i bez większego zastanowienia przeszli przez jeden z piaskowych portali.
Przeniesieni przez magię szakali wylądowali w jednym z podniebnych pomieszczeń. Wysokie kolumny chociaż rozpadały się, to nie opadały na ziemie. Więź jaką mieliście z szakalami podpowiadała wam, że stworzenia z jakiegoś powodu odczuwają coraz to większy niepokój, albo po prostu ich prawdziwa natura zaczynała się objawiać przez bliskość innych, tych jeszcze nie oswojonych. Niestety, chociaż pomieszczenie było rozległe, to nie znaleźli w nim ani śladu spaczonych piasków. Skoczyli przez kolejny portal, a potem kolejny. Erel, która zrzuciła ciężar więzi na Tanę miała dziwną łatwość w prowadzeniu stworzenia, ale mimo to wolała trzymać się z tyłu. Mario pomimo dobrego pierwszego wrażenia nie dał się zbić z tropu i utrzymał mentalnie szakala na wodzy, opanował stworzenie nie pozwalając mu wpłynąć na umysł wojownika. Joy naturalnie dogadała się z szakalem, który zadawał się dopasowywać do jej charakteru i pewnej dozy „dzikości”, którą miała głęboko w sobie, ale to uczucie przypominało nieco ruchome piaski, jeden niewłaściwy ruch i szakal mógł wpaść w podobny do tego w jaki wpadała Joy… tyle że nie wiadomo jak by się to skończyło.
Dopiero po czwartym, może piątym teleporcie stanęli na przeciwko stworzeniu z piasku, które spotkali wcześniej na sodach.  Joy i Marius ruszyli razem na przód, żeby zaatakować, podczas kiedy Erel została, żeby ich wspomóc na dystans. Wojownik i łowczyni atakowali z grzbietów swoich wierzchowców na przemian doskakując i odskakując zręcznie. Ich wierzchowce zdawały się przejmować umiejętność współpracy od swoich jeźdźców. Erel w międzyczasie przyzwała na pomoc dwa nieumarte szczury, które natychmiast pomknęły w stronę bestii i na tyle skutecznie podgryzały i pałętały się pod nogami, że wróg rozproszył swoją uwagę i chociaż zostały zniszczone, to wróg odsłonił się wystarczająco, żeby Joy mogła zaatakować. Osłaniana przez Mariusa jednocześnie wystrzeliła w jedną z ważniejszych run, a jej szakal potężnie chwycił swojego niedokończonego pobratymca za coś co najprawdopodobniej miało być karkiem.
Niestety, o ile atak Łowczyni był skuteczny, to jej wierzchowiec zamiast zadać śmiertelną ranę zaczął się zapadać w cielsku wroga. Joy zeskoczyła w porę żeby być świadkiem, jak walczący szakal z niedokończonym tworem zamiast walczyć, łączą się w jedną większą bestię.
 Szybko wycofała się i wskoczyła na wierzchowca Maria, który na szakalu jednym susem zbliżył się, żeby móc ja odciągnąć, chociaż on również czuł, że w obecności niedoskonałego jego szakal chciał odmówić posłuszeństwa.
Erel poczuła, ze jej siostra miała chwilę zawahania. Szakal chciał zaatakować swojego niedoskonałego pobratymca, albo uciec, jednak dziecięcy umysł Tany, który nie znał jeszcze najbrutalniejszych uczuć okazał się najskuteczniejszy w sterowaniu szakalem i wywarł na niego niemal kojący wpływ. To pozwoliło Erel sprawnie czarować z grzbietu wierzchowca. Utkała zaklęcie, które czerpało z mocy piaskowej bestii i przesyłało ją do sojuszników, wzmacniając ich fizycznie.
Marius zeskoczył ze swojego szakala i stanął jako pierwsza linia obrony zostawiając na wierzchowcu Joy. Zgrywając zwoje akcje i korzystając z wzmocnienia Erel uderzyli potężnie we wroga, który teraz przybrał formę niedoskonałego, ogromnego, dwugłowego wilkora. Gdy ostatnia runa została zniszczona, stwór rozpadł się w drobny piach, a echo piekielnego wycia powoli odchodziło echem gdzieś daleko.
Mając już teraz tylko dwa wierzchowce ruszyli dalej. Po dotarciu do komnat usłyszeli, że to już chyba wszystkie anomalie zostały zniszczone.
Zostali pokierowani do centrum sanktuarium, gdzie spotkali Wardena, Kae i Złatą.

Bazując na wdzięczności Dżinów i ich ciekawości świata zaprosili jednego z nich do siedziby… oczywiście razem z watahą szakali.


Uczestnicy
Kaelis Mathre
Wardeł Mathre
Złata Srebrnooka
Joy Roze
Marius Roze
Ereltana


« Ostatnia zmiana: Czerwiec 14, 2018, 10:10:22 pm wysłana przez Ravael »